Zamiast ścigać autora książki o Macierewiczu, trzeba wyjaśnić zawarte w niej informacje

Czytaj dalej
Dorota Abramowicz

Zamiast ścigać autora książki o Macierewiczu, trzeba wyjaśnić zawarte w niej informacje

Dorota Abramowicz

Rozmowa z mecenasem Romanem Nowosielskim, trójmiejskim adwokatem, byłym członkiem Trybunału Stanu, o wolności słowa w obecnej Polsce

Zamiast ścigać autora książki o Macierewiczu, trzeba wyjaśnić zawarte w niej informacje

Po opublikowaniu książki Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”, opisującej powiązania ministra obrony narodowej z rosyjskimi służbami i tamtejszą mafią, Antoni Macierewicz złożył doniesienie na dziennikarza do podległej sobie prokuratury wojskowej. Zarzucił Piątkowi trzy przestępstwa: stosowanie przemocy lub gróźb wobec funkcjonariusza publicznego w celu podjęcia lub zaniechania czynności służbowych, publiczne znieważenie lub poniżanie konstytucyjnego organu RP i bezprawny zamach na osobę funkcjonariusza publicznego z powodu wykonywanego przez niego zawodu lub zajmowanego stanowiska. Jak to się ma do prawa prasowego i w ogóle do prawa w Polsce?

Ma to się tak jak pięść do nosa. Dziennikarz, pełniąc służbę publiczną, w swojej pracy reprezentuje społeczeństwo. Podkreślił to wyraźnie w wyroku z lutego 2007 roku Sąd Najwyższy, który przypomniał, że to wolność prasy i innych środków masowego przekazu, pomieszczona w rozdziale I Konstytucji RP, stanowi jedną z zasad ustrojowych naszego państwa. A społeczeństwo ma prawo kontrolować działalność funkcjonariuszy publicznych i zadawać im pytania dotyczące ich działalności. Informacje podane w książce Tomasza Piątka należy więc traktować jako formę kontroli funkcjonariusza publicznego, który powinien być, jak żona Cezara, poza wszelkim podejrzeniem. Zgodnie z artykułem 6 ust. 2 prawa prasowego organy państwowe są obowiązane do udzielenia odpowiedzi na przekazaną im krytykę prasową bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu miesiąca. Oczekiwałbym więc, zamiast straszenia dziennikarza karą sięgającą nawet trzech lat pozbawienia wolności, na ustosunkowanie się do informacji zawartych w publikacji.

Wprawdzie sam Antoni Macierewicz nie komentuje sprawy, jednak już w czerwcu wiceszef MON powiedział, że książka zawiera „kłamstwa i pomówienia”. Co wobec tego zostaje stawianemu w niepochlebnym świetle bohaterowi książki?

Jeśli dziennikarz pomawia drugą osobę o postępowanie, które może narazić ją na utratę zaufania publicznego, potrzebnego do pełnienia stanowiska, jest to przestępstwo zniesławienia. Art. 212 kodeksu karnego przewiduje, w razie uznania przez sąd winy dziennikarza, wymierzenie mu kary grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Czy to prokuratura ściga wówczas dziennikarza?

Ściganie tego przestępstwa odbywa się z oskarżenia prywatnego. Pan Macierewicz, zamiast wykorzystywać prokuratora wojskowego, mógł skierować oskarżenie przeciw dziennikarzowi na drodze cywilnej. I wtedy to na dziennikarzu spoczywałby obowiązek udowodnienia, że podczas zbierania materiałów do książki wykazał się szczególną rzetelnością i starannością. Trzeba jednak przy tym pamiętać o wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2008 roku. Po rozpoznaniu skargi konstytucyjnej sędziowie TK stwierdzili, że w sytuacji gdy sprawca zniesławienia wypełni standard szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu informacji oraz ustalaniu ich prawdziwości, to nie poniesie odpowiedzialności karnej nawet wtedy, gdy podnoszone lub rozgłaszane zarzuty okażą się nieprawdziwe. Argumentowano przy tym, że osoby pełniące funkcje publiczne muszą zaakceptować ryzyko wystawienia się na surowszą ocenę opinii publicznej.

Dziennikarzowi trudno jest pracować nad materiałem śledczym zwłaszcza wtedy, gdy osoba, którą opisuje, unika rozmowy, komentarza, wyjaśnień. Tak było między innymi przy zbieraniu materiałów do słynnego artykułu „Wakacje z agentem”, opublikowanego przed 20 laty w „Dzienniku Bałtyckim” oraz w „Życiu”. Dziennikarze pytali w nim o kontakty ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z rosyjskim agentem Ałganowem. Skutecznie bronił Pan wówczas autorów tamtej publikacji.

Efektem serii artykułów było pozwanie przez urzędującego wówczas prezydenta - zaznaczmy, że w procesie cywilnym - dziennika „Życie” do sądu. I chociaż sąd uznał informacje gazety za nieprawdziwe, to ostatecznie Sąd Najwyższy sformułował pogląd, zgodnie z którym w przypadku dochowania przez pozwanych dziennikarzy Rafała Kasprowa i Jacka Łęskiego zasad szczególnej staranności i rzetelności, nie ponoszą oni odpowiedzialności za podanie nieprawdziwych informacji. To był bardzo ważny wyrok.

Dzisiaj minister Antoni Macierewicz nie decyduje się na wystąpienie przeciw dziennikarzowi na drodze cywilnej, pozostawiając wolną rękę prokuratorowi wojskowemu. Pamięta Pan, by w ostatnich kilkudziesięciu latach wytaczano tak ciężkie działa przeciw dziennikarzowi?

Nie przypominam sobie podobnych działań. Jeszcze raz powtarzam - to nie jest sprawa dla prokuratora, który zresztą analizując doniesienie, powinien dobrze o tym wiedzieć. Powinien także pamiętać, że każda władza kiedyś się kończy. Należy robić wszystko, by obronić dziennikarza, który nie występuje tu jako osoba prywatna, ale reprezentuje interes społeczny, pytając o znajomości i powiązania wysokiego urzędnika państwowego. Wyjaśnienie tych kwestii jest ważne nie tylko dla interesu obywateli, ale także dla interesu naszego państwa. Trzeba bowiem zakładać, że bezpieczeństwo kraju leży w interesie publicznym.

Pojawiają się opinie, że po wprowadzeniu ostatnich zmian w sądownictwie niekoniecznie dobrze się to dla redaktora Piątka skończy...

To pozostaje jeszcze Europejski Trybunał Praw Człowieka, a jego wyrok mógłby postawić państwo polskie w niekorzystnym świetle. Nadal jednak wierzę w niezależność i odwagę cywilną sędziów, dla których najważniejszym aktem prawnym pozostanie Konstytucja RP, zapewniająca wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Ufam, że polskie sądy będą stały na straży konstytucji.

Czy - jeśli dojdzie do sprawy sądowej - podjąłby się Pan dziś obrony redaktora Tomasza Piątka?

Bez chwili zastanowienia. I nie traktowałbym tego jako obrony konkretnego dziennikarza, ale jako występowanie w imieniu społeczeństwa w obronie interesu publicznego.

Dorota Abramowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.