To nie jest dobry czas dla zasad dobrego wychowania

Czytaj dalej
Danuta Nowicka

To nie jest dobry czas dla zasad dobrego wychowania

Danuta Nowicka

Mamy do czynienia z upadkiem obyczajów czy tylko z ich zmianą? Co dzisiaj wypada, a czego nie wypada – wyjaśnia prof. Małgorzata Marcjanik z Uniwersytetu Warszawskiego.

Schamieliśmy, pani profesor?
My, Polacy? Część z nas – tak. Takie przynajmniej odbieramy wrażenie, gdy przychodzi nam załatwić sprawę w urzędzie, gdy oglądamy programy publicystyczne w telewizji. I – co szczególnie bolesne – gdy słuchamy polityków (myśmy ich wybrali...). Także gdy czytamy komentarze internetowe.

Z czego to chamstwo się bierze? Czym się wyraża?
Brakiem szacunku dla drugiego człowieka. Niecierpliwością. Wywyższaniem się. Pogardą. Wręcz nienawiścią. Nieaktualnością przykazania „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego”.

Przed 1989 rokiem polszczyzna była bardziej przyjazna?
Z perspektywy „teraz” – wydaje się, że tak. Pamięć jednak jest zawodna, przechowuje te lepsze wspomnienia. A w okresie PRL również narzekaliśmy na szerzące się chamstwo, na arogancję władzy, na demonstrowanie przewagi osób na stanowiskach, na brak kultury tych, którzy nie poradzili sobie z awansem społecznym.

Czym obecną sytuację się tłumaczy?
Obecnie inne są przyczyny społeczne tego zjawiska, które nazwała pani procesem schamienia. Po roku 1989 szczególnie młodzi ludzie zachłysnęli się Ameryką, którą utożsamili z szeroko rozumianą wolnością. Postawili na kreatywność, indywidualizm – postawy, które z założenia są sprzeczne z konserwatywną w istocie grzecznością. Postawili na egalitaryzm na wielu płaszczyznach, między innymi na egalitaryzm grzecznościowy – stąd nieakceptowane wtedy przez średnie, a zwłaszcza starsze pokolenie formy zwrotu do adresata pani Ewo, panie Adamie, wypowiadane w stosunkach urzędowych przez przedstawicieli młodego pokolenia.

Jeszcze gorzej stało się po roku 2015. Do głosu doszli ludzie sfrustrowani, którzy prawdopodobnie nie poradzili sobie z transformacją ustrojową i jej ekonomicznymi skutkami, którzy teraz wylewają kubły pomyj na tych, którzy „mają lepiej”. Tendencje antyestablishmentowe w dyskursie społecznym skutkują – mówiąc eufemistycznie – brakiem szacunku dla drugiego człowieka, co w badaniach dotyczących grzeczności widać jak na dłoni. Teraz nie boli nas już dążenie do równości (mimo że polska grzeczność zawsze była hierarchiczna, dająca szczególne względy kobietom i osobom wyżej usytuowanym), boli nas wprowadzanie w życie przysłowia „człowiek człowiekowi wilkiem”...

Cechą polskiej grzeczności jest zasada bycia podwładnym, pomniejszania własnych zasług 
i wartości

Stosowanie się do zasad savoir-vivre’u nie do końca wychodzi relacjom na dobre. Co z tego, że tajemnicza pani Anna „z przyjemnością” dzwoni do mnie na komórkę, by poinformować, że „mam szczęście, bo zostałam wyróżniona zaproszeniem na pokaz produktu x“, który, w domyśle, wyjdzie mi na zdrowie, skoro ja w jego skuteczność nie wierzę. A co ważniejsze, nie życzę sobie wtargnięcia w moją prywatność.
To nie jest stosowanie się do zasad savoir-vivre’u. To wykorzystanie tych zasad w celach perswazyjnych, a nawet manipulacyjnych. To tylko maska grzeczności. W istocie wtargnięcie – jak słusznie pani mówi – na obszar prywatności adresata. A wkraczanie bez zgody każdego z nas na teren naszej prywatności to łamanie zasad savoir-vivre’u.

Kasjer w sklepie wita słowami „dzień dobry”, ale już na „do widzenia” niekoniecznie odpowiada.
Bo to jest grzeczność kupiecka (tak określał ją już Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”: „Bo taka grzeczność modna zda mi się kupiecka, ale nie staropolska ani też szlachecka”). Powierzchowna, przyswojona często w ramach szkoleń, nie wyniesiona z domu. Grzeczność powinna być bezinteresownym nastawieniem na drugiego człowieka. Ekspedientka często nie odpowiada na „do widzenia”, gdy klient nic nie kupi. Gdy zrobi duże zakupy, może liczyć nie tylko na pożegnanie, ale i podziękowanie, a nawet zaproszenie: „zapraszamy ponownie”. To marna grzeczność – takiej grzeczności nie chcemy, czujemy jej sztuczność.

„Dzień dobry” w pociągu czy w windzie słyszy się dość rzadko.
To może kwestia pośpiechu? Żyjemy coraz szybciej, mówimy tylko rzeczy istotne, może „dzień dobry” do nich nie należy? Żartuję. Ale tylko trochę. Wiele osób uważa, że bycie grzecznym, uprzejmym świadczy o słabości. Być może unikanie powitania skierowanego do kogoś nieznajomego kreuje silnego człowieka? Walor grzeczności coraz częściej potrafi docenić coraz mniej osób...

Jak wiadomo, zawrotną karierę zrobiło słowo rozpoczynające się na „k”. Bo mniejszego kalibru wulgaryzmy już nie robią wrażenia? Bo również w języku stajemy się coraz bardziej gwałtowni? Bo to droga na skróty? Z drugiej strony, potrafimy być uprzedzająco grzeczni, korespondując. Pani profesor także lansuje zwroty typu „Szanowny panie doktorze” i – na zakończenie listu – „Łączę wyrazy szacunku”. Zastanawiam się, czy aby nie pozbawiają one polszczyzny spontaniczności i serdeczności, a adresat już dawno przestał je interpretować jako szczery wyraz szacunku. Może wolałby krótkie „Serdecznie” przed podpisem?
Trudno orzec, który adresat co by wolał. Przyjęte jest w etykiecie biznesu, że do osób wyżej od nas usytuowanych stosujemy takie właśnie formy rozpoczęcia i zakończenia listów tradycyjnych oraz elektronicznych. A na dodatek formy nazywające adresata zapisujemy zawsze wielkimi literami, np. „Szanowny Panie Doktorze”. Indywidualnie nie wprowadzamy zmian do języka – jeśli większość użytkowników uzna, że jakaś forma jest już za stara, przestanie jej używać, wówczas zwycięży forma nowsza, na przykład „Serdecznie”.

Savoir-vivre ma ułatwiać kontakty międzyludzkie i często tak się dzieje. Niestety czasami wprowadza w nasze relacje nutę fałszu. Po co zapewniać koleżankę, że świetnie wygląda, skoro myślimy inaczej, a sąsiadkę, że młodo, gdy gwałtownie się „posunęła”?
Grzeczność językowa nie musi być stuprocentowo szczera, gdyż jest społecznie akceptowaną grą – kiedy ktoś nam powie (najczęściej kobieta kobiecie), że wyglądamy bosko, to chyba nie weźmiemy tego dosłownie, tylko ucieszymy się, że chce być dla nas miły. Nie może jednak być jaskrawej sprzeczności między słowami a opisywanym za ich pomocą stanem rzeczy. Nie mówimy przecież koleżance, która utyła, że ma świetną linię, bo same byśmy źle się czuły z takim fałszywym komplementem.

Reagować, gdy jakiś „gentleman” za pomocą smartfona powiadamia cały autobus o niedawnych podbojach w dziedzinie seksu lub strofuje koleżankę?
Oczywiście można osobie posługującej się smartfonem w miejscach publicznych zwrócić uwagę, że chwilowo nie interesują nas jej podboje i niepowodzenia, ale on lub ona albo tego nie zrozumie, albo nas publicznie zbeszta. Również w tej dziedzinie trzeba mieć wyczucie. Zwracanie komuś uwagi nie tylko jest niemiłe dla obu stron, ale też niezgodne z zasadami dobrego wychowania – nie wypada się wywyższać, pokazując, że wie się lepiej. Jeśli jednak wyczucia tego nie ma osoba głośno rozmawiająca przez telefon, należy po skończeniu przez nią rozmowy podejść i cichym głosem, tak żeby inni nie słyszeli, zwrócić jej uwagę, wskazując na złe skutki takiego zachowania. Ryzyko zbesztania jest, trzeba więc wcześniej przemyśleć strategię konwersacji. Nigdy głośno nie pouczać – tego nikt nie lubi.

Skoro znaleźliśmy się w autobusie czy w tramwaju... Szczególne wrażenie zrobił na mnie następujący obrazek: chłopak rozwalony na fotelu, dziewczyna zawisła nad nim. Najwyraźniej bez jakichkolwiek zahamowań zabiegała o względy.
Czy to nie ich problem? Jak dziewczyna sobie pościele...

Błędnie uważamy, że nasza polska grzeczność jest wzorcem i wszelkie odstępstwa od tego wzorca są nietaktem

Nowy obyczaj nie uwzględnia całowania kobiety w rękę, ale za to pozwala jej w lokalu sięgać do portfela i uiszczać rachunek, w tym wystawiony dla dwojga. Dla naszych rodziców byłoby to nie do pomyślenia.
W młodym pokoleniu dużo się w tym względzie zmieniło. Kobiety 20-, 30-letnie są niemal w całym tego słowa znaczeniu samodzielne. W lokalu płacą za siebie, nie pozwalają się całować po rękach. Równouprawnienie dotyczy i kobiet, i mężczyzn. Spotkałam się z takim zwyczajem, że w gości przychodzi się z własnym alkoholem i ten alkohol się pije, nie częstując innych – inni piją też przyniesiony przez siebie alkohol, podobnie jak gospodarz (gospodarze). Goście zaproszeni na urodziny do lokalu zamawiają sobie trunki na własny rachunek, nie przynosząc za to prezentów. Dla mojego pokolenia to zmiana rewolucyjna. Ale widzę jej dobre strony – jasne założenia, które wszyscy akceptują.

Mowa pogardy i nienawiści upowszechnia się - szczególne „zasługi” mają w tym przypadku elity - i żadne zasady dobrego wychowania tu nie pomogą?
Jako społeczeństwo jesteśmy na takim etapie, że o stosowanie zasad dobrego wychowania trzeba walczyć. To zły czas. Miejmy nadzieję, że szybko przeminie.

Polacy przodują w nieposzanowaniu innych?
Nie sądzę. Procesy społeczno-polityczne, które zachodzą na całym świecie, tworzą społeczeństwo konfliktu. W takim społeczeństwie, które ze sobą nie współpracuje, tylko walczy, język zostaje wprzęgnięty do walki politycznej. Polacy nie są w tym względzie ani gorsi, ani lepsi od innych narodów, które mają te problemy.

Czym wyróżnia się polska grzeczność wyrażona za pomocą języka od niepolskiej? Niestosowne jest zwracanie się do pani Kowalskiej z wymienieniem jej nazwiska, natomiast grzeczny Niemiec obowiązkowo zapyta „Jak się pani miewa, Frau Schmidt?”.
Każda grzeczność narodowa wyrasta z innej tradycji, ma inne korzenie. Cechą definicyjną polskiej grzeczności jest m.in. zasada bycia podwładnym. Odnosi się ona do takich zachowań dobrze wychowanego Polaka, które przypominają tradycyjne zachowanie podwładnego wobec przełożonego: umniejszanie własnej wartości, pomniejszanie własnych zasług, wyolbrzymianie własnej winy i bagatelizowanie przewinień partnera interakcji. I tak uprzejmy Polak nigdy nie przyjmie bezkrytycznie komplementu pod swoim adresem. Kobieta komplementowi w rodzaju „Ładnie dziś pani wygląda” zaprzeczy, mówiąc np.: „Niech pan nie przesadza”, „Pan chyba żartuje”. Chwalony Polak, a szczególnie Polka (grzeczność męska różni się od damskiej grzeczności) nie przyjmie pochwały bez zastrzeżeń, powie przynajmniej „Mogłabym to zrobić lepiej” albo wyrazi zdziwienie „Naprawdę?”. Przepraszające Polki dokonują samooskarżeń, mówiąc na przykład: „Ja cię bardzo przepraszam, ale to przez moją głupotę”, „Nie gniewaj się, ja już jestem taka gapa”. Dobrze wychowanym Polakom nie wypada nie zbagatelizować winy partnera, który stłucze nam szklankę czy rozleje kawę. Mówimy w takich sytuacjach: Ależ nic się nie stało”, „Proszę się nie przejmować”, „Przestań już” (przepraszać). Wszystko to jest grzecznościową grą, która często stanowi zagadkę dla cudzoziemców. Ani w ząb nie rozumieją, o co Polakom chodzi. A my dobrze wiemy – takie zachowania obserwujemy od dziecka, tylko takie postępowanie pomaga nam być skutecznym komunikacyjnie i aprobowanym towarzysko.

Bliskim nam mentalnie i kulturowo Ukraińcom - ostatnio pojawiło się ich niemało w Polsce – rażą nasze „przepraszam” i „dziękuję”, ponoć wypowiadane na każdym kroku. Odbierają to jako niepotrzebny werbalny balast.
Bo wszyscy oceniamy zachowania grzecznościowe innych kultur przez pryzmat własnej grzeczności. I – co nie mniej ważne – uważamy, że nasza własna grzeczność jest wzorcem. Wszystkie odstępstwa od tego wzorca świadczą o niestosowności, są gafą, nietaktem. Dlatego Ukraińcy dziwią się nam, my dziwimy się na przykład Amerykanom, którzy w dużych miastach bez przerwy nas przepraszają za byle dotknięcie w tłoku. Młodzi Polacy, uczniowie szkół z wykładowym językiem francuskim za złe mają młodym Francuzom niestosowanie się do zasady „Gość w dom, Bóg w dom” (były takie badania) – absurdalne, bo skąd Francuzi mają ją znać. A tym bardziej stosować. A jednak równanie do polskiej normy jest czymś intuicyjnym. Dlatego wyjeżdżając za granicę, nie trzeba tak łatwo ludzi innych kultur oceniać - „Jesteś w Rzymie, zachowuj się jak rzymianin”.

Z obserwacji pani profesor wynika, że jest szansa, byśmy grzecznościowo wydobrzeli? A może jest to pytanie do socjologów i polityków?
Każdy z nas ma w sobie walizkę, w której przechowuje rzeczy dobre i złe. Od sytuacji zewnętrznej zależy, które rzeczy wyciągniemy. Obecna sytuacja w Polsce skłania wiele osób do wyciągnięcia ostrych narzędzi. Przyjdzie jednak czas, gdy je schowają i wtedy okaże się, że mamy piękne wnętrza, a w nich piękne, uprzejme słowa.

A może warto byłoby przyspieszyć zmianę językowych obyczajów, wprowadzając w różnych przestrzeniach życia społecznego elementy nauki godnego zachowania?
Na zmianę obyczajów – jak już wspominałam – jednostki wpływu nie mają. Uczenie godnego zachowania, czyli zachowania świadczącego o szacunku człowieka do człowieka bez względu na wiek, religię, poglądy polityczne czy status zawodowy, społeczny jest ze wszech miar pożądane. To zadanie dla rodzin małych dzieci (wychowanie wszak wynosi się z domu), dla nauczycieli i przedstawicieli zawodów zaufania publicznego, m.in. dziennikarzy i polityków. A uczenie to nietrudne – wystarczy samemu godnie się zachowywać.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Głosu Szczecińskiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Głosu Szczecińskiego
  • codzienne e-wydanie Głosu Szczecińskiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Danuta Nowicka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.