Ramona Rey, opera i pop. „Śpiew jest wyzwoleniem od jąkania się”

Czytaj dalej
Paweł Gzyl

Ramona Rey, opera i pop. „Śpiew jest wyzwoleniem od jąkania się”

Paweł Gzyl

Ramona Rey to najbardziej oryginalna polska piosenkarka. Choć jąka się od dziecka, dziś szturmuje świat popu i śpiewa w operze. Trzyma się z dala od celebrytów, ale śmiało wykorzystuje swój seksapil.

Od niedawna jesteś dyplomowaną śpiewaczką operową. Dlaczego mimo tego nadal chcesz śpiewać muzykę pop?

Tu czuję wolność. W muzyce klasycznej nigdy jej nie zaznam. Mam gotowe, nuty, gotowy tekst, tempo, tradycje wykonawcze i tysiące innych śpiewaczek lepszych lub gorszych od siebie, które zmagały się z tym samym utworem. Trochę mnie to przeraża.

Świat opery i popu nie mogą się przenikać?

Świat opery nie jest zainteresowany światem popu. Z politowaniem patrzy też na świat celebrytów i jest to w dużej mierze uzasadnione. Żeby wejść na deski opery i zaśpiewać główną rolę, potrzeba lat praktyki, ciągłego doskonalenia się i poświęcenia. Żeby stać się główną bohaterką tabloidów, wystarczy spotkać w klubie odpowiedniego chłopaka. Świat opery obcuje z dziełami, które przetrwały wieki, życie przeciętnej popowej piosenki to miesiąc. Twarze sezonowych celebrytów i prawdziwych artystów przeplatają się w jednej gazecie. To wszystko sprawia, że twórczość wartościowa i ta wszechobecna medialna papka mieszają się w jedno.

Czy kiedy studiowałaś profesorowie dawali ci odczuć wyższość opery nad muzyka popularną?

Celowo wybrałam Akademię Muzyczna w Gdańsku, ponieważ tam na wydziale Wokalno-Aktorskim oprócz mojej specjalizacji - śpiew solowy - jest także musical. Tamtejsi profesorowie dostrzegają i doceniają inne światy muzyczne poza klasyką. Ale kiedyś za „romanse” z muzyką popularną wyrzucano ze szkół muzycznych. Śpiewaczka operowa nie mogła występować na zwykłej estradzie. Dziś nie jest tak drastycznie, ale nadal nikomu nie mieści się w głowie, że można te dziedziny łączyć. Ja z kolei uważam, że wokalnie jest to do pogodzenia. Swoje piosenki wykonuję wykorzystując techniki, których uczyłam się w szkołach.

Masz za sobą liczne konkursy wokalne i role w spektaklach. Czym różnią się dla Ciebie występy operowe od koncertów w klubach?

Moje koncerty to moja energia, moja twórczość, moja estetyka, moja kreacja, moja spontaniczność, moi goście, mój stres, moja odpowiedzialność, moja publiczność. W operze użyczam swojego głosu partii, którą wykonuję. Wcielam się w rolę postaci . Nie mogę zrobić ani jednego kroku więcej niż pozwoli mi reżyser. Tam jest za to magia ogromnej sceny, zmieniającej się scenografii, orkiestry, wspaniałych solistów, chóru. Wyjątkowe osobowości i talenty pracują na to jedno wydarzenie miesiącami. Wytwarza to niesamowicie pociągającą energię.

Na swojej nowej płycie „4” rzadko wykorzystujesz operowy śpiew, częściej sięgając raczej po etniczne wpływy.

Na nowej płycie w ogóle nie śpiewam klasycznie. Refren w „Jak Ty” śpiewam zwykłym falsetem. Oczywiście w tej chwili jest on dużo bardziej rozwinięty, potrafię go modulować na różne sposoby, ale nie jest to śpiewanie klasyczne, choć rzeczywiście dużo ludzi tak to ocenia.

Wypracowałaś specyficzny rodzaj śpiewania, wykraczający poza obowiązujące kanony w popie. Dlaczego nie chcesz wpasować się w przyjęte normy?

Normy cały czas się tworzą - i to my artyści mamy na nie wpływ. Jeżeli nam się chce, oczywiście. Najgorsze jest to wszechobecne powielanie. To bardzo źle wpływa na to, jak postrzegamy siebie samych. Uczymy kolejne pokolenia i utwierdzamy siebie w przekonaniu, że inni wiedzą lepiej, potrafią lepiej, są lepsi od nas. Smutne.

Piosenki z albumu „4” raczej nie mają szans na radiową promocję. Są jeszcze bardziej niekonwencjonalne niż nagrania z Twoich poprzednich albumów. Dlaczego zdecydowałaś się pójść we wręcz awangardową stronę?

Uważam, że obowiązkiem każdego z nas jest dawanie światu tego, co w nas najlepsze. A nagrywanie, bardzo często wbrew własnemu sumieniu, przez „artystę” „piosenki, która będzie grana w radiu”, jest wręcz poniżające.

Przy Twojej barwnej osobowości i wokalnym talencie miałabyś szansę na sukces komercyjny. Nie szkoda Ci marnować takiej szansy?

Wcale nie rezygnuję z sukcesu komercyjnego. Wręcz uważam, że dobrze by się stało, gdybym ten sukces osiągnęła. I wcale nie myślę w sposób egoistyczny. Być może dodałoby to wiary i większej pewności siebie innym twórcom, którzy tworzą rzeczy nowe, ciekawe, niezwykłe. Myślę, że jest sporo otwartych, światłych ludzi, którzy w końcu pomogą mi ten „sukces komercyjny” osiągnąć. I nie będą w tym celu próbowali ingerować w moją osobowość, w moją indywidualność.

Niedawno było głośno o Twoich sukcesach w Rosji. Jak obecnie wygląda sytuacja: nadal będziesz próbowała tam szerzej zaistnieć?

Lubię występować poza Polską. To niesamowite, że w przypadku moich piosenek język nie jest żadną przeszkodą, zarówno kiedy występuje po stronie wschodniej, jak i zachodniej. Zagrałam kilka klubowych koncertów w Rosji, na dużej scenie festiwalu Czereśniowy Las oraz podczas sylwestrowego show w telewozji. Moje piosenki są grane w rosyjskim radiu. Myślę, że jeszcze wiele ciekawych wydarzeń związanych z Rosją jest przede mną. I to już niebawem.

Twoim muzycznym partnerem jest Igor Czerniawski, który jest od Ciebie starszy o 25 lat. Na czym polega to porozumienie między Wami?

Nigdy nad tym się nie zastanawiałam. Fajnie nam się razem tworzy i oby to trwało całą wieczność!

Jesteś chyba najbardziej odważną polską piosenkarką w kwestiach mody.

Traktuję to jako działanie twórcze. Szczególnie jeśli wiąże się to z niezwykle ciekawą współpracą z utalentowanymi projektantami, twórcami fryzur, fotografami czy scenografami, związanymi ze światem mody. To jest niezwykle ciekawe, otwarcie czujące i myślące środowisko.

Nie masz też problemów z wykorzystywaniem swego seksapilu: ostatnio fani zachwycali się Twoimi zdjęciami z siłowni. To sposób na zwrócenie na siebie uwagi czy coś więcej?

Można to wytłumaczyć w sposób bardzo łatwy lub napisać na ten temat traktat psychologiczny. Ale na co dzień chyba nikt się nad tym specjalnie nie zastanawia.

Jąkasz się od dzieciństwa. Nigdy nie było to dla Ciebie barierą w śpiewaniu?

Śpiewanie to wyzwolenie od jąkania. Śpiewanie, jest dla mnie dużo naturalniejsze niż mówienie. Śpiewanie jest też prawdziwsze. Bo jeśli ktoś kłamie śpiewając, od razu to słychać.

Jąkanie może być dla człowieka problemem w kontaktach ze światem zewnętrznym. Jak pokonałaś w sobie tego rodzaju psychiczne opory?

Czy to są moje opory, czy to są świata opory? Gdyby świat nie powiedział mi, że ma opory przed moim jąkaniem, nie wiedziałabym, że w ogóle istnieje jakiś problem. Ja nie będę nic w sobie pokonywać. Czekam aż świat się przełamie.

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.