Półroczna misja na morzu. Witali się po długiej rozłące

Czytaj dalej
Joanna Maraszek

Półroczna misja na morzu. Witali się po długiej rozłące

Joanna Maraszek

Żołnierzom pełniącym misję na Morzu Śródziemnym i Morzu Czarnym oraz ich rodzinom, w półrocznej rozłące pomagały telefony i internet. Bez tego byłoby im ciężko znieść tęsknotę

Po ponad półrocznej, pierwszej w historii, misji polskiego okrętu w Stałym Zespole Sił Obrony Przeciwminowej NATO Grupa 2 (SNMCMG2) 70. polskich marynarzy powróciło do macierzystego portu w Świnoujściu. ORP Kontradmirał X. Czernicki zacumował w nim 10 lipca.

Na żołnierzy czekały rodziny, które musiały sobie radzić z rozłąką, która często doskwierała. Brakowało im nie tylko bliskości, ale także wsparcia w codzienności, która często potrafi dawać w kość.

Pomagają telefony

- Kiedy mąż wypłynął, w domu nagle wszystko zaczęło się psuć i trzeba było sobie poradzić - opowiada Ewa Bumbul. - Na szczęście miałam wsparcie mojego taty, który na pół roku przeprowadził się do nas, by pomóc przy dziecku. Mamy 11-miesięcznego syna, Huberta.

Pół roku na odległość potrafi doskwierać, zwłaszcza młodym parom z dziećmi. Ale i na to da się znaleźć sposób.

- Mąż już bardzo czeka na to, by spędzić czas z Hubertem - mówi pani Ewa. - Hubert nie bardzo wie, co się dzieje. Jednak, mąż jest bardzo stęskniony. Przez pół roku rozwój syna oglądał na zdjęciach i filmikach, które udało się przesłać, kiedy był lepszy zasięg.

Telefony i internet ratowały nie jedną rodzinę.

- To nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz, jak mąż wyjechał - mówi Natalia Wawer. - Nie było to łatwe, ale wszystko da się znieść. Są telefony, jest sieć, więc zawsze pozostaje jakaś forma kontaktu.

- Kiedy można obejrzeć rodzinę, zawsze tęskni się mniej. Ale wiadomo, rozłąka robi swoje - dodaje Zbigniew Wawer.

Niektórym się udało

- Udało mi się odwiedzić chłopaka, kiedy był na Malcie - opowiada Joanna Knapik. - To było trzy miesiące temu. Spędziliśmy razem cztery dni. To niewiele, ale zdecydowanie lepiej, niż pół roku bez kontaktu. Rozmawialiśmy w miarę możliwości przez telefon. Mówił, że jest bardzo ciężko, zresztą też, jak mi, doskwierała mu tęsknota. To trzeba przyznać, że przez rozłąkę było nam naprawdę bardzo ciężko. Dobrze, że była możliwość zobaczenia się przez ten czas.

Młode małżeństwa starały się widywać w miarę możliwości.

- Męża udało mi się odwiedzić aż dwa razy - mówi Ewa Bumbul. - Zależało nam na tym, by się zobaczyć i, by mąż spotkał się z synkiem. Dzięki temu było nam troszkę lżej. Raz byliśmy na Malcie, a raz w Atenach. Lataliśmy co dwa miesiące, by robić w miarę regularne odstępy. Nawet takie weekendowe spotkanie bardzo nam pomogło.

Na ukochaną w misji, Beatę Brudzińską czekał narzeczony, który w porcie wojennym witał z wielkim bukietem różowych kwiatów.

- Moja dziewczyna nie spędziła na misji całych pięciu miesięcy, ale to i tak był trudny dla nas czas - mówi Adam Witkowski. - Musieliśmy sobie jakoś z tym radzić. Bardzo się cieszę, że już wróciła.

Czas nadrobić zaległości

- Bez rodziny zawsze jest ciężko, bez względu na to, ile to jest czasu - mówi Krzysztof Lipski, który powrócił z misji. - Zwyczajnie tęskni się za bliskimi.

- Teraz mamy plany wspólnego wyjazdu - dodaje Weronika Lipska, żona pana Krzysztofa. - Dzieci bardzo tęskniły za tatą. To był dla nas trudny okres. Na pewno teraz będziemy miło spędzać czas, chodzić na plażę, po prostu cieszyć się tym, że jesteśmy razem.

Rodziny po misji mają sporo do nadrobienia.

- Teraz na szczęście mąż w domu zostanie na dłużej i myślę, że ten czas wykorzystamy jak najlepiej - mówi Ewa Bumbul. - Z pewnością będzie to czas spędzony razem. Tata będzie mógł zaspokoić tęsknotę i nadrobić czas rozłąki z synem, razem się pobawić, zobaczyć, co nowego potrafi.

Trudna misja

Od 1 stycznia do 6 lipca 2017 roku PKW Czernicki znalazła się w składzie Stałego Zespołu Sił Obrony Przeciwminowej Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego Grupa 2 i brał udział w działaniach na Morzu Śródziemnym, Morzu Czarnym i Morzu Egejskim. Kontyngent liczył 70 żołnierzy.

Przez pół roku, w różnych okresach, w skład dowodzonego przez Polaków zespołu weszło siedem okrętów z: Hiszpanii, Niemiec, Rumunii, Turcji oraz Włoch. Ponad 72 procent czasu misji marynarze PKW Czernicki spędzili na morzu doskonaląc swoje umiejętności w ramach ćwiczeń z jednostkami marynarek wojennych: Bułgarii, Czarnogóry, Egiptu, Francji, Grecji, Malty, Portugalii i Ukrainy. Najważniejsze z nich to międzynarodowe manewry na Morzu Czarnym pod kryptonimem Posejdon, których organizatorem była Rumunia, następnie ćwiczenie greckiej marynarki Ariadne na Morzu Egejskim, manewry włoskiej floty Mare Aperto na Morzu Śródziemnym, czy wreszcie dwa ćwiczenia hiszpańskiej marynarki pod kryptonimami Spanish Minex i Spanish Flotex. Te ostatnie rozpoczęły się na Morzu Alborańskim a skończyły na Atlantyku.

W trakcie misji Czernicki odwiedził także 20 portów w 9 krajach demonstrując obecność Polski w strukturach NATO i podkreślając wkład Marynarki Wojennej RP w zapewnianie bezpieczeństwa.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Głosu Szczecińskiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Głosu Szczecińskiego
  • codzienne e-wydanie Głosu Szczecińskiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Joanna Maraszek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.