Ostatnia rzecz do zrobienia w życiu: odzyskać i pochować swoją mamę

Czytaj dalej
Fot. Paweł Łacheta
Przemysław Malisz

Ostatnia rzecz do zrobienia w życiu: odzyskać i pochować swoją mamę

Przemysław Malisz

Danuta Staszewska od sześciu lat walczy, żeby pochować w polskiej ziemi swoją matkę, która jest nietypowym eksponatem w kolekcji kontrowersyjnego lekarza i anatoma, oglądanym za biletami przez tysiące ludzi.

Od śmierci Pani mamy minęło już 6 lat, ale dopiero kilkanaście dni temu zobaczyła ją Pani w... muzeum w Berlinie.

Nigdy bym nie pomyślała, że mama skończy jako eksponat muzealny. To był naprawdę koszmarny widok. Mój syn, który był razem ze mną, wybiegł z tej sali wystawowej. Zrobiło mu się niedobrze. Oprócz mojej mamy były na tej wystawie także między innymi noworodki. Przecież to są ludzie, nieżyjący, ale ludzie...

Ta ekspozycja była już pokazywana na całym świecie, w tym kilka razy prezentowano ją w Polsce - w Krakowie, Warszawie, we Wrocławiu, Katowicach i Łodzi. Dlaczego dopiero teraz zdecydowała się Pani na jej odwiedzenie?

Nie miałam dotąd odwagi. Proszę pomyśleć, to moja mama i to jeszcze jak zaprezentowana - pokazana w sytuacji, jak gdyby uprawiała seks z innym trupem. To jest nie do zniesienia (płacz).

Jak to się w ogóle stało, że ciało Pani mamy trafiło na tę wystawę?

Wszystko przez moją siostrę. To ona mieszkała w Niemczech razem z mamą. Zatrudniła się w Instytucie dr. Gunthera von Hagensa (opracował on metodę preparowania ludzkich zwłok nazwaną plastynacją i założył firmę, która zaczęła stosować ją na skalę przemysłową do produkcji medycznych pomocy naukowych - red.). Pewnie namówił ją, żeby mama podpisała stosowne papiery.

Jak dowiedziała się Pani o śmierci swojej mamy?

Najpierw zadzwoniła ciotka. Było przed godz. 9 rano, mówiła, że mama zmarła o 5. Potem był telefon od siostry Teresy. Powiedziałam jej, że chcę pochować mamę w Polsce. A ona mi na to: „Ale k..., żadnego pogrzebu nie będzie”. Dodała, że w Polsce pogrzeb jest drogi, a mama poszła do Hagensa. Zastygłam. Ale poprosiłam znajomego, który jeździ taksówką, żeby mnie zabrał i zawiózł do Niemiec. No i tak się stało, policzył tylko za paliwo.

Nie słyszała Pani wcześniej o doktorze von Hagensie?

Tak, słyszałam, bo moja siostra pracowała u niego. Kiedyś zapytałam, co ona tam robi, czym się zajmuje. Ale ona wtedy stwierdziła, że nie może mi powiedzieć, to była jej tajemnica. Teraz wiem, że pracowała razem z nim - preparowali ciała zmarłych ludzi, żeby stały się eksponatami.

Ostatecznie ciało mamy trafiło na wystawę. Dla Pani to szok.

Nie wiem, jak to się stało. Ale siostra pracowała w firmie tego mężczyzny. Potem w papierach pokazali mi, że na jednym z dokumentów widnieje podpis mojej mamy. Ma to być dowód na to, że to ona sama zgodziła się, aby trafić po śmierci na wystawę, do muzeum. Ale ja prześledziłam ten dokument dokładnie. Wyraźnie widzę, że to nie jest pismo mojej mamy, tylko kogoś innego. Wydaje mi się, że to być może siostra podrobiła jej charakter pisma. Nie potrafię zrozumieć, jak tak można. Dla nędznych euro sprzedać swoją mamę? (szloch)

Wasze siostrzane relacje chyba nie były zbyt udane?

W domu była nas szóstka. Trzech braci, ja i dwie siostry. Większość już pomarła. Zostałam ja, siostra, która mieszka w Niemczech, i brat - on mieszka w okolicy Szczecina. Moja więź z siostrą długo była znakomita. Odwiedzałyśmy się regularnie. A skończyło się w taki sposób...

A kontakty z mamą?

Były dobre. Często dzwoniłyśmy do siebie. Pamiętałam, że już kiedyś mogło jej nie być z nami. Przeżyła śmierć kliniczną. Rodziła brata, okazało się, że ma zatrucie ciążowe. Na szczęście ją odratowano.

Dlaczego wyjechała do Niemiec?

Mama była ze Śląska. Miała niemieckobrzmiące nazwisko. W 1972 roku - jak pamiętam - wyjechaliśmy do NRD. To trwało 5 lat. W międzyczasie mama wzięła rozwód z tatą. Dużo pił. Potem się dowiedziałam, że miał się dobierać do jednej z moich sióstr. Skazali go za molestowanie i to jeszcze w Niemczech. Skończyło się rozwodem.

Mówi Pani, że relacje z żyjącą w Niemczech siostrą też były w porządku. A jednak...

To była porządna kobieta. Wychowała czwórkę dzieci. Przy czym trzeba zaznaczyć, że dwa razy wychodziła za mąż. Byłyśmy blisko. Nigdy nie pomyślałabym, że może zrobić coś podobnego. To przecież tak samo jej matka jak moja.

Rozmawia Pani teraz z siostrą?

Nie utrzymujemy żadnych relacji.

Dlaczego Pani tak wytrwale walczy o to, żeby ciało matki trafiło do grobu?

Zrobiłam wiele, aby do tego doprowadzić. Zatrudniłam prawnika, a właściwie prawniczkę w Niemczech. Pisałam o pomoc do prezydenta RP, do rzecznika praw obywatelskich. Na razie nie dało to wiele. Zobaczyłam pismo, w którym niby to mama podpisała się pod zgodą na to, aby oddać swe ciało po śmierci, ale, jak powtarzam, to pismo siostry, zresztą wszystko inne na tym dokumencie jest pisane jej ręką, a ona przecież tam pracowała.

Ktoś analizował to pismo?

Oni opierają się na tym, co jest. Przecież gołym okiem widać to, że moja mama tego nie podpisała. Zrobiła to siostra, to jest jej charakter pisma.

Czy wierzy jeszcze Pani, że odzyska swoją mamę?

To jest ostatnia rzecz, jaką muszę zrobić w swoim życiu. Odzyskać mamę i sprowadzić ją z tej wystawy do kraju. Ona nawet nie wie, co ją spotkało. Chciałabym pochować mamę w polskiej ziemi. Marzę o tym, aby spoczęła blisko mnie, tu, w Polsce.

***
Gunther von Hagens już w 1977 roku opracował metodę preparowania ludzkich zwłok nazwaną plastynacją. Polega to na usunięciu z tkanek organizmu wody oraz tłuszczów i nasyceniu ich substancjami sztucznymi, co powoduje zatrzymanie procesu rozkładu ciała. Zachowany zostaje jednak kształt i kolor. Hagens pozyskuje od ludzi zgodę na przekazanie mu ciała po śmierci (dzieje się to odpłatnie), a następnie poprzez plastyfikację wykonuje z nich swego rodzaju eksponaty.

W roku 1993 dr Hagens powołał własny Instytut Plastynacji w Heidelbergu. Doktoryzował się z anestezjologii i medycyny ratunkowej.

W 2005 roku próbował stworzyć oddział swego instytutu w Polsce w Sieniawie Żarskiej w województwie lubuskim. Miał powstać zakład pracy dla 300 osób, które miały zajmować się przekształcaniem denatów w modele anatomiczne. Wskutek ostrych protestów nie doszło to do skutku. Rok później budowę zakładu zatwierdzono 60 km dalej, w niemieckim mieście Guben. Tam von Hagens otworzył stałą wystawę swych eksponatów.

Przeciwnicy wystawienniczej działalności von Hagensa wysuwali oskarżenia, że część zwłok kupił on od władz chińskich po wykonywaniu wyroków śmierci na młodych skazańcach.

Przemysław Malisz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.