Mariusz Parkitny

„Oczko” wpadł na narkotykach i teraz ma duży problem

Na zdjęciu Marek M.  doprowadzany do szczecińskiego sądu w sprawie pomocnictwa do zabójstwa ochroniarza z Poznania. „Oczko” dostał 15 lat więzienia, Fot. Andrzej Szkocki Na zdjęciu Marek M. doprowadzany do szczecińskiego sądu w sprawie pomocnictwa do zabójstwa ochroniarza z Poznania. „Oczko” dostał 15 lat więzienia, ale wyrok uchylono do powtórki.
Mariusz Parkitny

W pesymistycznym scenariuszu do końca życia może zostać w celi. Optymistyczny wariant też nie jest dla niego wesoły.

62-letni Marek M. ps. Oczko od soboty siedzi w szczecińskim areszcie. Spędzi tam co najmniej trzy miesiące. Prokuratura zarzuca mu przestępstwa narkotykowe. Grozi mu ponad osiem lat więzienia. Ale to jeszcze nie koniec kłopotów byłej legendy gangsterskiego Szczecina. Czekają go dwa procesy, w tym jeden zlecenia zabójstwa. Może w nim dostać nawet 25 lat więzienia.

W internecie bez szału

Aresztowanie Marka M. nie wywołało wielkiej sensacji na znanym portalu internetowym, gdzie popis swoich umiejętności językowych daje szczeciński półświatek. O aresztowaniu byłego bossa napisali tylko kilka dość beznamiętnych komentarzy. Kilka osób przypomina, że „Oczko” nadal jest legendą (bo nigdy nie „sypał”). Inni podśmiewują się, że co to za boss, skoro większość XXI wieku spędził w więzieniach. Rzeczywiście. Z ostatnich siedemnastu lat „Oczko” na wolności spędził jedynie czety.

Jaguar z wybita szybą

Został zatrzymany przez CBŚP tydzień temu przed południem na obwodnicy Piaseczna pod Warszawą. Podobno nie chciał wyjść ze swojego białego jaguara, dlatego policjanci musieli rozbić szybę od strony kierowcy. Dzień później usłyszał zarzuty.

- Został przesłuchany pod zarzutem popełnienia w 2016 roku przestępstw z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii - mówi prokurator Małgorzata Wojciechowicz z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

„Oczko”, jak ma to w zwyczaju, nie przyznał się do winy. Zgoda sądu na areszt oznacza, że chodzi o dużą ilość narkotyków, a dowody prokuratury są mocne.

- Istnieje duże prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanych czynów. Podejrzanemu grozi wysoka kara, a na wolności mógłby utrudniać postępowanie - wylicza sędzia Michał Tomala z Sądu Okręgowego w Szczecinie.

Cztery miesiące

Śledczy nie ujawniają szczegółów zarzutów, ale istotna jest tu data popełnienia przestępstw: rok 2016. To oznacza, że Marek M. wrócił do łamania prawa dosłownie chwilę po tym, jak wyszedł na wolność po dwóch latach spędzonych w areszcie (sprawa pomocnictwa w zabójstwie ochroniarza w poznańskiej agencji towarzyskiej, prawomocny wyrok jeszcze nie zapadł). Areszt uchylono 7 sierpnia 2016 r. Przestępstw narkotykowych musiał więc dokonać między drugą połową września a grudniem 2016 r. Mieszkał wtedy pod Warszawą, był widywany w Berlinie. I prawdopodobnie obserwowany przez policjantów z CBŚP. Ciekawe, czy nowe kłopoty Marka M. to wynik ich działań operacyjnych, czy zeznań kolejnego skruszonego gangstera. A może to efekt kolejnej wojenki między grupami przestępczymi. Jeśli faktycznie wszedł w narkotyki, to oznacza, że szybko potrzebował pieniędzy.

Przyjaciel Fanchini

Nie wiadomo, z kim „Oczko” zajmował się narkobiznesem. Wiadomo za to, że dobrze znał jednego z największych graczy na tym rynku. To 65-letni Ricardo Fanchini, czyli Marian Kozina - jeden z największych handlarzy narkotyków, który miał kontakty z mafią narkotykową na całym świecie. W 1998 roku był gospodarzem spotkania narkotykowych baronów z Ameryki Południowej. Tak przynajmniej uważało FBI. Rozpracowywała go amerykańska agencja antynarkotykowa DEA. Według nowojorskich śledczych przez 17 lat przemycał w telewizorach heroinę z Tajlandii i kokainę z Kolumbii przez Polskę i Belgię do USA. Osiem lat temu Fanchini trafił do więzienia na dziesięć lat, bo przyznał się do hurtowego handlu ekstazy. To była ugoda z prokuraturą, dzięki której uniknął kary za kilkadziesiąt przestępstw, za które groziło mu dożywocie. Zgodził się też na konfiskatę 30 mln dolarów ze swojego majątku. DEA zajęła mu na całym świecie 40 nieruchomości.

- Fanchini to mój przyjaciel i jeden z najbogatszych ludzi na świecie - mówił przed laty Marek M.

Fanchini produkował m.in. wódkę Kremlovska. Sprzedażą w Polsce zajmowała się przyjaciółka Marka M. To właśnie dzięki Fanchiniemu, który znał towarzyską śmietankę USA, „Oczko” mógł sobie zrobić pamiątkowe zdjęcia z Arnoldem Schwarzenegerem czy Sylve-strem Stallone’em.

„Oczko” poznał Fanchiniego w latach 90. Potem na kilkanaście lat kontakt się urwał, bo Marek M. trafił do więzienia za zorganizowanie i kierowanie gangiem w Szczecinie. Wyszedł w lutym 2011 r. Trzy lata cieszył się wolnością. W tym czasie Fanchini odbywał karę w USA.

M. został zatrzymany w grudniu 2014 r. do sprawy zabójstwa ochroniarza w poznańskiej agencji. Fanchini miał wyjść na wolność w 2016 r. Nie wiadomo, czy spotkali się jesienią lub zimą 2016 r.

Procesy

Oprócz sprawy narkotykowej „Oczkę” czekają jeszcze dwa procesy, w których był już skazywany (na 25 i 15 lat więzienia), ale wyroki uchylono do ponownego rozpatrzenia. To sprawa zlecenia zabójstwa białoruskiego gangstera oraz pomocnictwo do zabójstwa ochroniarza agencji towarzyskiej. Najbliższe lata spędzi więc na ławie oskarżonych walcząc, aby do końca życia nie zostać w więzieniu. Ale nawet na wolności nie będzie już żył jak marzył.

Mariusz Parkitny

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.