Ocieplenie może być groźne - jeśli naprawdę nastąpi

Czytaj dalej
Fot. Jaroslaw Jakubczak/Polska Press
Paweł Gołębiowski

Ocieplenie może być groźne - jeśli naprawdę nastąpi

Paweł Gołębiowski

Ostatnio w Polsce mamy więcej gwałtownych burz, trąb powietrznych i innych ekstremalnych zjawisk. Pytamy więc Michała Godka synoptyka z biura prognoz między innymi o to czy mamy spodziewać się zmian klimatu

W ostatnich latach w naszym kraju coraz częściej występują ekstremalne zjawiska atmosferyczne. Ulewy powodujące powodzie, gradobicia, huraganowe wiatry łamiące drzewa i zrywające dachy, gwałtowne burze. Do niedawna wydawało się, że trąba powietrzna jest zjawiskiem w naszej strefie klimatycznej prawie niespotykanym, tymczasem mamy teraz w Polsce także coraz częściej informacje o pojawiających się trąbach powietrznych. Jaki jest powód takiego stanu rzeczy?

Niestety, muszę trochę ostudzić nastroje. Rzeczywiście tych zjawisk jest może w Polsce w ostatnich latach trochę więcej, ale informacje o ich znaczącym wzroście wynikają raczej z faktu, że wzrosła po prostu możliwość rejestrowania i przekazywania wiadomości o ich występowaniu. Ludzie mają na przykład telefony komórkowe, którymi robią zdjęcia, nagrywają filmiki, robią to nawet gdzieś na odludziu. Natomiast do XVIII wieku opierano się na wiedzy zawartej głównie w różnego rodzaju kronikach. Od XIX wieku, a już szczególnie w wieku XX, zaczęły powstawać stacje meteorologiczne, jednak prowadzone na nich badania i pomiary dotyczyły tylko ich otoczenia, a były to raczej okolice większych miast. Dlatego wiele zjawisk z pewnością wtedy nie zostało odnotowanych. Z czasem radary, satelity, balony z aparaturą umieszczane na wysokości wielu kilometrów pozwalały już na prowadzenie poważnych obserwacji. Nie prowadzi się jednak ich od bardzo dawna. Pamiętać też trzeba o tym, że kiedyś funkcjonowała cenzura powodująca, że nie wszystkim chciano się publicznie chwalić. Informacja o jakiejś klęsce żywiołowej byłaby przecież źle odbierana przez oczekujące sukcesów społeczeństwo.

Oznacza to zatem, że jeśli odnosimy wrażenie, że rośnie zagrożenie huraganami, gwałtownymi burzami, ulewami, gradobiciami i innymi ekstremalnymi zjawiskami, to jesteśmy w błędzie? Możemy być spokojni, bo tak naprawdę to nie ma jednak znaczącego wzrostu tych zjawisk?

Oczywiście pewnych zjawisk przybywa, ale nie w sposób bardzo znaczący. Do tego trzeba wiedzieć, że pojawiały się one już wiele lat temu. Na przykład w lipcu 1931 roku na przedmieściach Lublina wystąpiła trąba powietrzna, która była prawdopodobnie jednym z najsilniejszych tornad w historii. Przy okazji, dla tych, którzy nie orientują się, należy się wyjaśnienie, że tornado jest tym samym co trąba powietrzna, ale tak określa się to zjawisko w krajach anglojęzycznych. W Lublinie oszacowana na podstawie zniszczeń prędkość wiatru dochodziła wtedy do 370 kilometrów na godzinę. Źródła podają między innymi, że zniszczeniu uległy wówczas budynki o ścianach mających 50 centymetrów grubości, a wiatr z łatwością wywracał wagony kolejowe załadowane węglem. Jeśli natomiast chodzi o opady to od drugiej połowy lat 90. XX wieku w naszej części Europy najistotniejsze były zjawiska z 1997, 2002, 2010 i 2014 roku. Ostatnie trzy lata były jednak dla nas zdecydowanie łaskawe, ale już w tym roku na przykład na Ziemi Lubuskiej czy we Wrocławiu i okolicach spadło więcej deszczu. Za sierpień zapowiada się już bardzo przyjemny, ciepły, z temperaturami przekraczającymi 30 stopni Celsjusza. Mogą co prawda przydarzyć się lokalne sytuacje burzowe, ale fala powodziowa na Odrze jest mało prawdopodobna.

W Polsce jeszcze długo nie będziemy mówić zmieniającym się klimacie i wynikających z niego negatywnych skutkach?

Zmiany klimatyczne są. Odbywają się jednak bardzo powoli, w sposób niezauważalny dla zwykłego śmiertelnika. Mamy wzrost temperatury i co za tym idzie tendencję do obniżania się wilgotności powietrza, co z kolei sprzyja suszom. Sprzyja też burzom. Po prostu im cieplejsze powietrze, tym więcej pary wodnej w powietrzu a nie w glebie. To wpływa również na rodzaj zjawisk o charakterze burzowym. Wiadomo, że gwałtowne burze występują podczas upałów, latem, a nie jesienią czy zimą. Jeśli chodzi o wzrost temperatury to są raporty informujące, że do 2100 roku powinna ona średnio wzrosnąć na naszej planecie o 1,5 - 2 stopnie Celsjusza, a o 0,7 stopnia w ciągu najbliższych 20 lat. To może spowodować, że lądolody zaczną topnieć i podniesie się poziom oceanów, szybciej będzie topniała pokrywa śnieżna, może to mieć wpływ na cały ekosystem.

Wydaje się, że to wizja niepokojąca, po prostu apokaliptyczna. Czy to wszystko jest pewne i nieodwracalne?

Otóż właśnie, zmiany nie są całkiem pewne. Te prognozy uwzględniają bowiem tylko to co może spowodować czynnik ludzki, czyli zanieczyszczenie powietrza. Ale są też inne przyczyny zmian klimatycznych - jedenastoletnie cykle aktywności słonecznej czy epizodyczne zjawiska jakimi są na przykład wybuchy wulkanów. Obecnie zauważono na przykład, że wspomniane cykle aktywności słonecznej są coraz słabsze, a reakcja na to nastąpi z opóźnieniem. Pojawia się zatem teoria, że być może będziemy mieli w przyszłości do czynienia z ochłodzeniem lub „wyzerowaniem się” wzrostu i spadku temperatury. Nikt tego nie wie do końca. Oczywiście nie zwalnia nas to z potrzeby redukowania emisji gazów, bo nie wiadomo, która ze stron ma rację.

Występuje też chyba cały czas zróżnicowanie zjawisk atmosferycznych w różnych częściach naszego kraju. Inaczej jest na południu, inaczej na północy Polski?

Stare przysłowie mówi, że na złość Polakom morze jest u nas na północy, żeby latem było tam chłodno, a góry na południu, żeby zimą było trudniej o śnieg. Rzeczywiście są zatem zjawiska typowe dla południowej Polski. Nietrudno zauważyć, że w sezonie letnim Sudety generują zwiększoną ilość opadów, szczególnie burzowych. Z kolei jesienią i zimą na obszarach podgórskich mamy częste wiatry fenowe, w Tatrach i na Podhalu nazywane halnymi. Występuje wówczas duże zróżnicowanie ciśnienia, a ogrzane powietrze z impetem spada po zawietrznej stronie gór. Ma to wpływ na topnienie pokrywy śnieżnej, także oddziałuje bardzo negatywnie na układ nerwowy człowieka. Charakterystyczne dla naszych gór jest także występowanie inwersji termicznej, kiedy nietypowo temperatura rośnie wraz ze wzrostem wysokości. W chłodne jesienne lub zimowe dni, jeśli występuje inwersja, to liczne zanieczyszczenia powietrza zostają uwięzione w dolnych warstwach atmosfery, gdzie mogą przemieszczać się tylko poziomo. Wiszą nad nami i w niektórych miejscach daje się to odczuć w postaci smogu, szczególnie uciążliwego w obniżeniach terenu, ograniczonych górami - barierami terenowymi. Mamy też w Polsce efekty oddziaływania Bałtyku, czyli sztormy, dające przy silnym wietrze od morza tzw. cofkę. W drugiej części zimy uciążliwy bywa tzw. efekt jeziora. Wilgotne powietrze znad Skandynawii wędruje do nas nad Bałtykiem, przynosząc na Wybrzeżu obfite opady mokrego śniegu. Także trąby powietrzne nie występują równomiernie w całym kraju. Zdarzają się zwłaszcza wzdłuż całej naszej zachodniej granicy oraz u podnóża gór, w pasie od Zielonej Góry, przez Legnicę, Wrocław, Opole, Katowice po Kraków. Także od Bydgoszczy i Torunia przez Grudziądz, po Gdańsk i Gdynię.

Meteorolodzy i klimatolodzy nie mają chyba łatwego zadania. Czy mogą prognozować pogodę z dużym wyprzedzeniem?

Na pewno dysponujemy coraz lepszymi narzędziami i przez pewien czas panował spory optymizm. Jednak w tej kwestii wiele się nie zmieniło. Prognozowanie na kilka dni naprzód jest najpewniejsze.

Będziemy mieli w Polsce niedługo klimat jak Włochy, Hiszpania, Grecja czy Chorwacja?

Na pewno nie za naszego życia. Zmiany klimatu mogą ewentualnie spowodować, że będzie u nas jak Budapeszcie, Wiedniu czy Bratysławie. Zimy coraz mniej śnieżne. Śnieg na nizinach będzie rzadkością. Trzeba zdawać sobie sprawę, że dla niektórych gatunków roślin i zwierząt będzie to jednak spory problem.

Jak rozpoznać zagrożenie trąbą powietrzną i co wtedy robić?

Sygnałem jest pochmurne, wyjątkowo ciemne niebo. Chmury jakby wisiały tuż nad ziemią i towarzyszyć temu może duży grad i dźwięk przypominający przejazd pociągu. Jeśli jesteśmy w budynku to powinniśmy ukryć się w piwnicy (lub innym pomieszczeniu znajdującym się jak najniżej). Nie otwieramy okien. Jeśli jesteśmy na zewnątrz budynku, schowajmy się w zagłębieniu ziemi (jak najniżej) i chrońmy głowę. Nie chowajmy się na mostach i nie uciekajmy samochodem (najlepiej z niego wysiąść).

Paweł Gołębiowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.