Nie będzie Niemiec gorszych słodyczy nam sprzedawał

Czytaj dalej
Fot. Sławomir Mielnik (o)
Tomasz Kapica

Nie będzie Niemiec gorszych słodyczy nam sprzedawał

Tomasz Kapica

Czy smak czekolady może być przedmiotem debaty premierów kilku ważnych państw europejskich? Ależ oczywiście. Dyskutowali o tym szefowie rządów Polski, Czech, 
Słowacji i Węgier.

Niemiecka kawa sprzedawana w krajach Europy Środkowo-Wschodniej nie pachnie tak samo jak w Bawarii? Czy w oferowanej w Polsce czekoladzie „z okienkiem” jest mniej orzechów niż w tej ze sklepów Berlina? Czy może wreszcie na nasz rynek sprzedaje się nutellę z dużo wyższą zawartością niebezpiecznego oleju palmowego niż w krajach starej Unii?

Zdaniem szefów rządów Słowacji i Węgier to bardzo prawdopodobne. Ministerstwo rolnictwa Węgier poinformowało właśnie, że Budapeszt i Bratysława zgłoszą 6 marca wniosek w tej sprawie na posiedzeniu unijnej rady ds. rolnictwa i rybołówstwa. Chodzi o podjęcie kroków prawnych w celu wyeliminowania „podwójnych standardów jakości” stosowanych przy sprzedaży artykułów żywnościowych na wschodzie i zachodzie Unii Europejskiej.

Sprawa jest tak poważna, że stała się w przedmiotem spotkania szefów rządów państw Grupy Wyszehradzkiej: Polski, Czech, Węgier i Słowacji. Tematem nr 1 był Brexit i jego skutki dla Europy, ale tuż po tym rozmawiano o tym, co zrobić, aby jakość zachodnich produktów oferowanych u nas pod tą samą marką nie była gorsza niż w Niemczech, Austrii, Francji czy Włoszech.

- Jest to sprawa istotna z uwagi na to, iż wiele międzynarodowych koncernów narusza albo stosuje inne normy jakościowe dotyczące żywności na terenie państw Europy Środkowej od tych, które są stosowane w pozostałych krajach UE, a to może to mieć negatywny wpływ na bezpieczeństwo konsumentów - zaznaczył rzecznik rządu polskiego Rafał Bochenek.

Organizacje konsumenckie skarżą się od lat

O konieczności wprowadzenia zakazu sprzedaży we wschodnioeuropejskich krajach UE artykułów żywnościowych gorszej jakości mówił też czeski minister rolnictwa Marian Jureczka. Tamtejsze organizacje konsumenckie od dawna narzekały na niższą jakość żywności sprzedawanej przez duże firmy.

W Polsce temat dotychczas był szeroko znany przede wszystkim w odniesieniu do produktów chemicznych, głównie proszków do prania. Ale o tym, że również sprzedawane u nas słodycze mogą być gorszej jakości, sami klienci mówili wielokrotnie.

- Czekolada ma pełniejszy smak. Niektórzy mówią, że jest bardziej czekoladowa - mówi Beata Chróst ze Zdzieszowic, której mąż od wielu lat pracuje w Niemczech. - Zawsze gdy zjeżdża na weekend, kupuje dzieciom słodycze tam na miejscu. Mówią, że są smaczniejsze. Na dodatek nawet tańsze niż u nas - mówi pani Beata.

Podobnych opinii można spotkać więcej. W opolskich miastach przybywa także sklepików z oryginalnymi, niemieckimi produktami, które były skierowane bezpośrednio na tamtejszy rynek. - Popyt na nie jest duży, więc to musi być prawda, że te niemieckie są lepsze - mówią sprzedawcy.

Czy inicjatywa szefów rządów Słowacji i Węgier domagająca się wprowadzenia zakazu sprzedaży we wschodnioeuropejskich krajach UE artykułów żywnościowych gorszej jakości nie jest aby politycznym biciem piany? Zdaniem Joanny Wosińskiej z fundacji „Pro-test”, która od lat porównuje jakość oferowanych do sprzedaży produktów, temat do dyskusji jak najbardziej jest.
- Na podstawie badań, które my przeprowadzaliśmy, a także inne instytucje, można stwierdzić, że jakość produktów tej samej marki i pod taką samą nazwą oferowana na Zachodzie i w Polsce jest w wielu przypadkach inna - przyznaje Joanna Wosińska.

Cola u nas jest słodzona inaczej

Bardzo dokładnie wykazano to w testach proszków do prania, bo tu efekty są najbardziej widoczne. Jeśli coś jest niedoprane, widać to gołym okiem i nie ma tu wiele miejsca na dyskusje i domysły. Inna sytuacja jest w przypadku żywności, ponieważ smak jest odczuciem bardzo subiektywnym. - Ponad wszelką wątpliwość coca-cola sprzedawana w Niemczech różni się smakiem od tej oferowanej w Polsce - dodaje Joanna Wosińska.

Być może dlatego, że sprzedawana na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej coca-cola jest słodzona wytwarzaną z kukurydzy izoglukozą, podczas gdy do produkcji jej niemieckiego i austriackiego odpowiednika jest używana sacharoza i cukier. Takich szczegółów jest mnóstwo.

Największe dotychczas badanie różnic w oferowanych produktach żywnościowych przeprowadziło słowackie stowarzyszenie konsumentów. Wśród badanych produktów znalazły się: coca-cola, czekolada Milka, pieprz i papryka Kotanyi, kawa rozpuszczalna Nescafe Gold, kawa ziarnista Jacobs Krönung i kawa Tchibo Espresso. Wszystkie były testowane w laboratoriach akredytowanych przez Narodowy Instytut Weterynarii i Żywności Słowacji.

Z testowanych produktów tylko czekolada Milka miała identyczną jakość we wszystkich badanych krajach. Największe różnice w jakości w poszczególnych krajach występowały w wypadku pieprzu Kotanyi. Chociaż wszystkie opakowania tego produktu przeznaczone do sprzedaży w badanych krajach pochodziły z jednej fabryki, ich zawartość pod względem jakości znacznie się różniła.

Badacze stwierdzili, 
że... w papryce jest mniej papryki

Próbki zakupione na Węgrzech, Słowacji i w Austrii były bardziej wilgotne niż przewidują to wymagane normy, natomiast na rynku bułgarskim produkt zawierał zbyt wiele zduszonych lub uszkodzonych ziaren. W bułgarskiej paczce udział niechcianych dodatków sięgał aż 10 proc. Kilogram papryki Kotanyi z Bułgarii zawierał zaledwie 108,9 g wyciągu z papryki, podczas gdy w produkcie sprzedawanym w Austrii udział ten wynosił 140 g na kilogram.

Sieć portali informacyjnych EurActiv poprosiła szefową działu jakości firmy Kotányi Elisabeth Voltmer o komentarz do wyników badań. Pani Voltmer podkreślała, że koncern ma jeden standard dla produktów kierowanych na wszystkie rynki. „Wykryte różnice można wytłumaczyć jedynie przez różnice między poszczególnymi partiami surowców pochodzących z różnych okresów produkcji”. Dodała, że intencją firmy jest „dostarczanie do poszczególnych krajów produktów o jednakowej jakości”.
„Nasze produkty wytwarzane są w takiej samej wysokiej jakości w całej Europie i na świecie, w oparciu o recepturę stosowaną od 125 lat. W niektórych krajach używamy innych substancji słodzących, ale nie ma to wpływu na jakość produktu” - wyjaśniali z kolei menedżerowie koncernu Coca-Cola.

Małgorzata Płaszczyk-Waligórska, powiatowy rzecznik praw konsumenta w Krapkowicach i Strzelcach Opolskich, temat dobrze zna. - Mieszkańcy, którzy do mnie przychodzą, często mówią, że niemiecka kawa Jacobs kupowana w Polsce jest niesmaczna - wspomina pani rzecznik. - Niektórzy wprost przekonują nawet, że jakiś produkt sprzedawany w Polsce jest beznadziejny, dotyczy to na przykład czekolady. Ale nie spotkałam się, by ktoś chciał go reklamować. Opowiadają to w formie „spostrzeżeń konsumenckich”.

Reklamowana była za to odzież europejskich marek sprzedawana w Polsce. Zdaniem mieszkańców powiatów strzeleckiego i krapkowickiego ta wystawiona na półkach w sieciowych sklepach na terenie Polski jest dużo gorszej jakości.

W Polsce do pralki trzeba sypać trochę więcej proszku

O ile na Słowacji szczegółowo przeanalizowano skład produktów żywnościowych oferowanych w poszczególnych krajach, to w Polsce pochylono się nad proszkami do prania. Pierwsze, co zauważono, nawet bez konieczności udawania się do laboratorium, to inne wielkości dozowania proszków zalecane przez producentów.

Na opakowaniach znaleźć można informacje, jak dozować proszek w zależności od twardości wody, stopnia zabrudzenia ubrań, a także od tego, ile kilogramów prania wkładamy do pralki. Co się okazuje, gdy porównamy zalecenia z różnych krajów? Proszki kupione w państwach wschodniej Europy, w tym również w Polsce, powinniśmy stosować w większych ilościach od ich odpowiedników z Zachodu.

Bo to wszystko wina wspomnień z PRL-u. I tak np. na jedno pranie powinniśmy użyć 100 g ariela, podobne rekomendacje otrzymują Czesi, Węgrzy, Słoweńcy czy Rumuni. Ale już Francuzom i Belgom wystarczy 95 g, a Niemcom jedynie 75 g. Podobnie rzecz ma się z persilem - tu też dawki potrzebne do wyprania takiej samej ilości ubrań są mniejsze, jeśli proszek był kupiony na Zachodzie. Jak wytłumaczyć te różnice? Proszki produkowane na rynek Europy Zachodniej są bardziej skoncentrowane od naszych.

Zapytaliśmy kilku producentów żywności i chemii o to, czy faktycznie produkty kierowane do sprzedaży w innych krajach się różnią. Z lakonicznych komunikatów dowiedzieliśmy się, że firmy zawsze „troszczą się o najwyższą jakość towarów”, a ewentualne różnice w składzie mogą być podyktowane „preferencjami konsumentów”. - Kluczowe jest właśnie sformułowanie „preferencje konsumentów”. Podobne odpowiedzi otrzymywaliśmy, gdy sami zadawaliśmy te pytania - mówi Joanna Wosińska.

W Niemczech softlan kosztuje połowę tego co u nas

Odwiedziliśmy jeden ze sklepów w Kędzierzynie-Koźlu, który w swojej ofercie ma tylko chemię i słodycze importowane z Niemiec. Sprzedawczyni przyznała nam, że ma stałe grono odbiorców.

- To przede wszystkim ludzie, którzy wcześniej mieli styczność z produktami z Niemiec, bo na przykład tam pracowali albo mają tam rodziny - opowiada sprzedawczyni. - Oni wiedzą, że zielony krönung (kawa jacobs - red.) z Niemiec różni się od oferowanego w Polsce. Niektórzy żartują, że nasza smakuje tak, jakby zalać fusy z tej niemieckiej.

W sklepie dominującą ofertę stanowią jednak środki czystości, przede wszystkim proszki do prania i płyny do płukania tkanin. Sprzedawczyni ze sklepu w Kędzierzynie przekonuje, że po płukaniu w niemieckim płynie ubranie będzie pachnieć wyjęte z szafy nawet po kilku miesiącach. Po płukaniu w polskim zapach znika już niedługo po wysuszeniu.

Produkty oferowane w tym sklepie, z niemieckimi napisami na opakowaniach, są tylko niewiele droższe od ich polskich odpowiedników. Dlaczego, skoro trzeba było ponieść koszty transportu, prowadzenia działalności, pensje pracowników, podatki? - Okazuje się, że ceny takich produktów u naszych zachodnich sąsiadów są dużo niższe niż u nas - mówi sprzedawczyni. - Przykładowo płyn Softlan, który u nas kosztuje 8 zł, w Niemczech jest kupowany za połowę tej kwoty.

We Włoszech wycofali nutellę

Twierdzenie jednak, że szefom rządów Węgier, Słowacji czy Polski chodzi wyłącznie o smak czekolady czy czystość prania, byłoby zbyt daleko idącym uproszczeniem. Eksperci, którzy zwrócili uwagę politykom na ten problem, alarmują, że oszczędzanie na rzekomo mniej wymagających klientach w Europie Środkowo-Wschodniej może doprowadzać do tego, że gotowe produkty będą bardziej niebezpieczne dla zdrowia.

We Włoszech jedna z największych sieci handlowych firmy Coop zdecydowała się niedawno wycofać nutellę ze sprzedaży w marketach. To reakcja na ostrzeżenia Europejskiego Urzędu Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), który zwrócił uwagę na zły wpływ oleju palmowego na nasze zdrowie. W słoiku nutelli jest go 32 procent. EFSA twierdzi, że jego spożycie może być zagrożeniem szczególnie dla dzieci. Groźne jest przetwarzanie oleju w wysokich temperaturach (ok. 200°C), bo tworzą się wtedy substancje rakotwórcze, a właśnie w takiej formie jest używany m.in. przy produkcji nutelli.

Czy faktycznie składniki są rakotwórcze? Raport Europejskiego Urzędu Bezpieczeństwa Żywności jest znany od maja 2016 r. W kilku krajach od razu stał się powodem do krytyki nutelli (m.in. we Włoszech, Niemczech i Francji). W Polsce na razie żadnej histerii dotyczącej nutelli nie było. Jak twierdzi portal wolna-polska.pl, nutella zawiera glutaminian sodu (MSG), znany również jako E621. To jest ukryte wewnątrz nazwy sztucznego aromatu „wanilina”, która jest oznakowana na każdym słoiku nutelli. Zawiera również toksyczny GMO emulgator - lecytynę sojową oraz wspomniany olej palmowy.

Jedno jest pewne: na Zachodzie szybciej przyznają się do błędu

Wanilina zawiera nieoznakowany MSG. Nie jest składnikiem odżywczym, witaminą ani minerałem i nie daje żadnych korzyści dla zdrowia. MSG wykazuje działanie pobudzające na mózg, więc myślimy, że coś smakuje lepiej (niż w rzeczywistości jest), a tym samym jemy więcej - czytamy na portalu. Olej palmowy jest otrzymywany z nasion lub miąższu olejowca gwinejskiego. Surowy olej w normalnej temperaturze jest żółtobrązowy, po rafinacji staje się twardą żółtawą masą, stosowaną do produkcji świec, margaryny, smarów, mydła i kosmetyków.

W przemyśle spożywczym olej wykorzystywany jest po podgrzaniu. Wysokie temperatury powodują zanieczyszczenie go glicydylowymi estrami kwasów tłuszczowych, a te mogą powodować tworzenie się nowotworów.

– Wyłączenie oleju palmowego z produkcji nutelli oznaczałoby tworzenie gorszego substytutu prawdziwego produktu, byłby to więc dla nas krok w tył – powiedział w rozmowie z agencją Reutera Vincenzo Tapella, kierownik ds. zakupów Ferrero, która jest producentem nutelli. W Polsce firma ta wydała oświadczenie, w którym zapewniła, że nutella jest bezpieczna dla zdrowia.
„Nutella nie zawiera składników kancerogennych. Nutella nie została w żadnym kraju usunięta z półek żadnych supermarketów.

Włoska sieć COOP wycofała produkty zawierające olej palmowy sprzedawane pod marką własną COOP. Surowce i procesy stosowane w produkcji Nutelli są w pełni zgodne z wymaganiami określonymi przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA)” - napisano w oficjalnym stanowisku firmy Ferrero. Producent podkreślił, że w swoim raporcie z maja 2016 roku EFSA nie odniosła się do żadnego konkretnego produktu spożywczego.

- Zarówno w Polsce, jak i na Zachodzie zdarza się, że w stosunku do jakiegoś produktu pojawiają się zarzuty, że jest niebezpieczny albo wadliwy - mówi Joanna Wosińska z „Pro-testu”. - Różnica polega na tym, że producenci i dystrybutorzy na Zachodzie często przyznają się do błędów i przepraszają swoich klientów. Natomiast w Polsce i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej takie reakcje zdarzają się rzadziej, firmy często nie chcą się przyznać do błędów. W takich krajach jak Niemcy tak zwana kultura wolnorynkowa jest jednak wyższa niż u nas.

Tomasz Kapica

Staram się być wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ważnego. Zajmują się sprawami, które są istotne dla mieszkańców, a także regionalną i ogólnopolską polityką. Patrzę władzy na ręce. Jeśli jest coś, o czym powinienem widzieć, to dzwoń lub pisz.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

cena obniżona -50%

Dostęp do gazety online na 30 dni za połowę ceny

14,50 29,00

Czytaj aktualną gazetę w formacie PDF bez wychodzenia z domu. Pobierz ją i podziel się z bliskimi. Bądźcie na bieżąco z informacjami!

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.