Jak książę Jerzy III trzymał dziewkę łóżkową i inne zamkowe historie

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Danuta Nowicka

Jak książę Jerzy III trzymał dziewkę łóżkową i inne zamkowe historie

Danuta Nowicka

Paweł Kozerski przypomina, że Zamek Piastów Śląskich w Brzegu, niegdyś jedyny na Opolszczyźnie obiekt klasy zero, zamieszkiwało ponad stu Piastów. Byli wśród nich książęta: „Rozrzutni”, „Brzuchaci”, „Prawy”, „Surowy”.

Czy po pięćdziesięciu latach bliskości związanej z dyrektorowaniem na zamku któryś z książąt brzeskich wzbudził pana szczególną sympatię?
Piastów brzesko-legnickich było sporo, ponad setka, ale wypadałoby wymienić co najmniej trzy postaci. Pierwsza z nich to Ludwik I, zwany Sprawiedliwym, Roztropnym lub Prawym, który urodził się między 1313 a 1321 r., a zmarł w 1398. Drugą jest budowniczy zamku Jerzy II, zmarły w 1586, zaś trzecią niewątpliwie ostatni po mieczu potomek piastowskiego rodu, Jerzy IV Wilhelm.

Do którego śmierci przyczyniło się polowanie w dzień św. Huberta...
Tak mówi jedna z wersji. Panował przeraźliwy ziąb, książę dostał wysokiej gorączki, a nocując w wiejskiej chacie, zaraził się ospą. Według innej wersji został otruty. Podobnie jak jego siostra Karolina, która miała to nieszczęście, że ulokowała uczucia w niewłaściwej osobie. Ona była kalwinką, on rzymskim katolikiem, rzecz wyszła na jaw…

Komu mógł narazić się piętnastoletni Jerzy Wilhelm? Jeszcze niewiele zdążył dokonać.
Otóż zdążył. Upełnoletniony przez cesarza jako dwunastolatek objął rządy. Z relacji kronikarskich wynika, że zapowiadał się znakomicie. Uczył się filozofii, retoryki, jazdy końskiej, fechtunku, tańca i języków. Płynnie władał sześcioma językami. Podczas pobytu na cesarskim dworze ambasadorzy hiszpańscy, ze względu na to, że był kalwinem, podchwytliwie go dopytywali, kto jest ważniejszy, cesarz czy Bóg, a on płynnie odpowiadał w ich języku. Miał „piękne oblicze, harmonijną budowę, ujmujący sposób bycia”, był zapalonym myśliwym i twórcą najstarszego orderu myśliwskiego w Europie. Próbował przeprowadzić reformy administracyjno-gospodarcze na terenie księstwa brzesko-legnicko-wołowskiego. Niestety, nie zdążył.

Co mogło stać się bezpośrednią przyczyną zamachu na jego życie?
Prawdopodobnie dużą rolę odgrywała polityka. Za panowania młodego księcia zacieśniały się związki z Rzeczpospolitą, on sam nosił się z polska, znał język polski, a w jego otoczeniu nie brakowało Polaków. Warto zauważyć, że Piastowie śląscy nie cieszyli się w ojczyźnie dobrą opinią jako ci, którzy za popełnione grzechy przeszli pod obce panowanie. No i, o zgrozo, śmieli pretendować do polskiej korony. A może o otruciu zadecydowały i względy religijne? Poszlaki wskazują, że Jerzemu Wilhelmowi podano zupę piwną z „wkładką”.

Chronologicznie rzecz ujmując, zaczęliśmy od końca. Wróćmy do Ludwika I.
To także wyjątkowa postać. Żył najdłużej, ponad 80 lat, co w czasach, gdy przeciętna wynosiła lat pięćdziesiąt, stanowiło ewenement. Całe życie miał pod górkę. Brat za pomocą podstępów odsunął go do wioseczki pod Legnicą i dopiero od 1358 r. Ludwik I objął we władanie księstwo brzeskie. To, co tutaj zdziałał w sensie administracyjnym, gospodarczym, intelektualnym, było wyjątkowe: założył jedną z największych bibliotek na terenie historycznych ziem polskich, a kościół przyzamkowy i utworzone przez księcia kolegium kanoników, z najwyższą liczbą absolwentów wyższych uczelni, stały się intelektualnym zapleczem dworu. Z inspiracji księcia kanonik kolegiaty, Piotr z Byczyny, około 1380 r. napisał „Kronikę książąt polskich”, opiewającą dzieje rodu Piastów i państwa polskiego od czasów najdawniejszych. Jako senior godził krewniaków, próbował zdobyć sukcesję po Kazimierzu Wielkim w Polsce. Jedna z jego wnuczek wyszła za mąż za cesarza Luksemburga, druga – za księcia holenderskiego, syna ożenił z wdową po Kazimierzu Wielkim, a bratanka – z wdową po Kaźku Szczecińskim, przewidzianym na następcę króla. Jeden z jego bratanków został biskupem wrocławskim, drugi – włocławskim, wiele faktów wskazuje na to, że zmierzał do utworzenia biskupstwa w Brzegu. Krótko mówiąc, wykazał się dalekosiężnymi działaniami w zakresie marketingu politycznego. A co najważniejsze, za jego czasów księstwo zostało „postawione na nogi” po rządach ojca, Bolesława III Rozrzutnego.

Czym ojciec zasłużył sobie na taki przydomek?
Podczas śniadania wielkanocnego w 1352 r. książę zjadł 13 kurcząt, popijając kilkoma litrami piwa i wina, co zresztą doprowadziło go do śmiertelnego zasłabnięcia. A że wcześniej został obłożony ekskomuniką za efekty życia ponad stan, a kraj – interdyktem, trudno było znaleźć spowiednika. Zdesperowani synowie księcia przywieźli w worku duchownego z Zielęcic o przydomku Dobry Ranek - należy się domyślać, że już od świtu go suszyło - by udzielił choremu rozgrzeszenia. Za zbawienie duszy swojej i poprzedników Bolesław III ofiarował trzy wsie. Czy rozgrzeszenie zadziałało, nie wiadomo, bo okazało się, że wcześniej przepisał je innym duchownym.

A Jerzy II?
Również wyrastał ponad epokę. Wyznawał ideały odrodzenia. Sprawdził się jako świetny gospodarz, chociaż miał tym łatwiej, że po ojcu Fryderyku II odziedziczył księstwo dość zasobne. Sprowadzał do Brzegu malarzy, złotników, architektów, przede wszystkim włoską rodzinę Parrów, projektantów zamku, dziś nazywanego śląskim Wawelem. Proszę zwrócić uwagę, że żadna z europejskich dynastii nie posiada tak monumentalnej galerii portretowo-genealogicznej jak brzescy Piastowie na budynku bramnym. To Jerzy II sprawił, że w XVI w. po raz pierwszy pojawił się termin „Piastowie” na określenie całej dynastii. Miał świadomość królewskiego pochodzenia, co dokumentowano i upowszechniano. Tradycja dynastyczno-królewska w różny sposób była kultywowana na dworze, także w kościele zamkowym, największej piastowskiej nekropolii w Polsce. Zostało tu pochowanych 40 przedstawicieli rodu.

Spytam o okoliczności mniej znane...
Książę Jerzy posiadał jedną z największych kolekcji gobelinów, po części tkanych na miejscu. Po śmierci Piastów wywędrowały w świat i dopiero trzy lata temu pewnej krakowiance udało się udokumentować, że jeden z nich znajduje się katedrze św. Piotra i Pawła w Detroit. Reasumując, Jerzy II to postać świetlana i dziwi, że niektórzy historycy wieszają na nim psy za długi, zapominając o korzystnych inwestycjach, podczas gdy inni książęta byli utracjuszami. Dość wspomnieć, że Henryk XI, bratanek Jerzego II, miał, jak doliczyła się komisja cesarska, pół miliona talarów długu. W tamtych czasach to był straszny majątek.

Kiedy słyszy się o umocowaniach i powiązaniach książąt brzeskich z Europą, trudno nie podzielać zdziwienia jednego z amerykańskich prezydentów, że świat nie słyszał o Piastach.
Ciągnęła się za nimi nieprzychylna opinia polskiej szlachty, która miała im za złe konkurowanie do tronu polskiego. Miano im za złe, że żenili się z księżniczkami z tych dynastii, które później brały udział w rozbiorach Polski, jakby mieli umiejętność przewidywania. Zaszkodziło im także „obce, niemieckie wyznanie”. Takie przekonanie przewija się w przekazach kronikarskich i literaturze naukowej. Innym powodem przemilczeń stało się odcięcie archiwów śląskich od głównych centrów badawczych w Polsce - Krakowa, Warszawy i Lwowa. Ważyła także nieznajomość gotyku, używanego do spisywania dokumentów. No a potem, kiedy Śląsk wrócił do Polski, część z nich uległa spaleniu lub została wywieziona.

Jeśli w ocenę postaci wpleść wątek bardziej osobisty...
Zdecydowanie zadziwia mnie Jerzy II. Bardzo szczęśliwie przeżył małżeństwo z Barbarą Brandenburską. Za jego czasów małżeństwa w większości zawierano ze względów dyplomatycznych, politycznych, natomiast ci dwoje naprawdę szanowali się i kochali.

Kto mniej zadziwia?
Ludwik II, prawnuk Bolesława III, tego od kurczaków, szmat czasu spędził z cesarzem Zygmuntem Luksemburskim w drodze do Rzymu. Wędrówka trwała kilka lat, bo Piast nie był w stanie darować sobie częstego ucztowania. Cesarz użył podstępu: wydał zakaz wycinania drewna w okolicy, żeby zapobiec rozpalaniu paleniska tam, gdzie planowano biesiady. I co robi Ludwik? Kupuje wszystkie orzechy laskowe i nimi pali. Cesarzowi – informuje kronikarz – nie pozostało nic innego, jak moczyć wąsa w winie. Ten obraz nie powinien jednak przesłonić przymiotów Piastów śląskich, którzy byli wyrozumiali i obdarzali szacunkiem poddanych, podczas gdy inni traktowali ich jak niewolników. Jerzy II jechał kiedyś skromną karocą, gdy z naprzeciwka zbliżała się karoca co się zowie, zaprzężona w wypasione konie. Stangret krzyczał: „Z drogi, bo pastor jedzie!”. Powóz Jerzego usunął się i został pochlapany błotem, ale książę przełknął zniewagę i nikogo nie ukarał. Jerzy II przeszedł także do historii, regulując codzienne życie mieszkańców. Określił m.in. liczbę druhen podczas ślubu – maksimum sześć, litraż wina, które można podać na weselu – nie więcej niż dwie baryłki i ograniczył liczbę rodziców chrzestnych. Zlikwidował „niebieskie poniedziałki” na leczenie kaca.

Ale 500+ nie wprowadził?
Często był proszony na ojca chrzestnego, co wprawdzie nie gwarantowało książęcej obecności na chrzcinach, ale sprawiało, że poduszka, dzisiejsze becikowe, puchła.

Zdarzali się książęta okrutnicy?
Oj, zdarzali. Że wspomnę historię ojca pierwszego Piasta brzeskiego, Henryka V, zwanego Grubym lub Brzuchatym. Tak na marginesie – wadą genetyczną Piastów stały się kłopoty z nadwagą z powodu nadmiernego ucztowania. Henryka w listopadzie 1293 r., zupełnie gołego, uprowadzono z łaźni, przewieziono na dwór Henryka III Głogowczyca i umieszczono w skrzyni z żelaznymi kratami: przez jedną mógł oddychać i sięgać po pokarm, podawany na widłach, druga służyła do wypróżniania się. Więzień nie tylko nie mógł leżeć, ale i stać i siedzieć, doprowadzono do tego, że na ciele zalęgły mu się robaki. Dopiero po kilku miesiącach został wypuszczony za horrendalną kaucją i obietnicę, że przez pięć lat pomoże swojemu ciemięzcy w walce z wrogami. Nigdy już nie odzyskał zdrowia.

Straszne…
Trzeba jednak pamiętać, że były to okrutne czasy, w XIV w. świat był okrutny. W Europie zdarzały się pomory, wylewały rzeki, panował głód. Ludzie żywili się przede wszystkim chwastami i trawą, liśćmi z drzew, chleb pieczono z plew i drzew, toczonych przez robaki. Rodzice zabijali i zjadali własne dzieci, a dzieci – rodziców. Niektórzy, jak pisze Jan Długosz, odrywali ciała wisielców i nimi się żywili. Dopiero z czasem to się cywilizowało.

Poza pojedynczymi przypadkami zdecydowanie antypatycznych książąt nie było?
Nie wiadomo. Kronikarze wyjątkowo pisali o ich negatywnych cechach, bojąc się kary. Henryk XI rabował poddanych, odbierał połowy rybakom. Śmiał się przy tym – „Niech brat zapłaci!”. Podczas łowów, głównie przed świętami, na które przyjeżdżało ze 300 osób i 150 koni, tratowano chłopskie uprawy, a ich samych bez skrupułów rabowano.

To dlatego w zamku teraz straszy?
Każdy porządny zamek musi mieć swojego ducha. Zamek brzeski według nomenklatury szkockiej ma ducha ośmiogwiazdkowego. Straszy nie żadna tam biała czy czarna dama, lecz duch męski. Legenda mówi, że Jerzy III – zmarł w 1664 r. - po wyprawie przeciwko Turkom zdobył olbrzymie bogactwa, przywiózł je do Brzegu, kazał umieścić w 12 ołowianych beczkach i zamurować w studni. Na terenie zamku są trzy studnie, wszystkie pełne wody i do tej pory nie udało się niczego znaleźć. Inna rzecz, że księciu, pilnującego tajemniczych skarbów pomaga pies prapradziadka. Ulubiony dog angielski, który na widok pana po jego długiej nieobecności tak się ucieszył, że skoczył z krużganków, ponosząc śmierć. Po­mnik wystawiony mu przez właściciela, po 250 latach wrócił, by pilnować nie tylko dóbr doczesnych, ale także dobrego imienia o Piastach.

Są świadkowie tego straszenia?
Zaraz po wojnie, jak opowiadali ówcześni pracownicy muzeum, dyrektor nie mógł znaleźć żadnego dozorcy, bo pojawiła się plotka, że w zamku straszy. Jeden z dozorców się powiesił.

Dotąd nie wspomniał pan, panie dyrektorze, o księżnych.
Za szczególnie świetlaną postać uchodziła Kochana Dorcia, czyli Dorota Sybilla, żona Jana Chrystiana, znana z tego, że wspomagała biednych. Podobno dla niej sprowadzano kwiaty z Holandii i hodowano w Odrze małże, bo kochała perły. Widać je na grafice portretowej. Zachował się jej piękny, srebrny pas i naczółek. Niestety, zaniemogła na raka głowy i zmarła zaledwie w wieku 35 lat, urodziwszy 13 dzieci, w tym cztery razy bliźniaki.

W zamku żyło się wygodnie?
Nieszczęściem stało się nie tylko zniszczenie zamku w 1741 r., ale i brak opisów wnętrz. Wiadomo, że w piwnicach przechowywano beczki z winem, że był rożen ze specjalnym mechanizmem do pieczenia całego wołu. Na parterze w skrzydłach południowym i wschodnim znajdowały się pomieszczenia, które dzisiaj nazwalibyśmy administracyjnymi, m.in. gabinet książęcy i sala sądowa. I piętro miało charakter reprezentacyjny, tu także była jadalnia, natomiast na II piętrze mieściły się prywatne komnaty księcia i fraucymer. Na temat wyposażenia i wystroju przetrwały tylko enigmatyczne informacje. Wiadomo, że Jerzy II założył galerię portretową i eksponował gobeliny. Pośrednio, na podstawie opisów zatrudnionych rzemieślników i artystów, można się domyślać, że był to dwór wspaniały, że znajdowały się w nim najlepsze rzeczy z Europy. Panował zwyczaj, że przyjeżdżając w gościnę, książęta przywozili najdziwniejsze prezenty. Henryk XI ofiarował polskiemu królowi dwa żywe lwy w drewnianych klatkach. W Muzeum w Raciborzu zachowała się mumia, którą pan młody ofiarował wybrance. Co ze wszystkich brzeskich bogactw zostało? Zaledwie fragmenty kurdybanów, tłoczonej skóry do pokrywania ścian.

Dla ozdoby i ocieplenia?
Właśnie, tym bardziej że nie wszystkie wnętrza były ogrzewane, podobnie jak w zamkach królewskich. A jeśli już – służyły temu piece, kominki i kanały, wyprowadzone z kuchni. I – pierwszy raz o tym mówię – zachował się zapis, że książę Jerzy III w XVII w. wśród różnego rodzaju służby miał „dziewkę łóżkową” do zagrzewania pościeli, zanim położył się spać. Co było dalej – proszę nie pytać... Łoża zasłaniano, nie z obawy przed ciekawością służby, tylko żeby było cieplej. Mimo grubych murów – w piwnicach 5,40 m, wyżej około czterech - w zimie trudno było wytrzymać.

Po pobraniu próbek DNA jest szansa ustalenia, kim Piastowie ostatecznie byli? Elitą miejscowej ludności, Germanami, Wielkomorawianami?
Pracownicy Uniwersytetu z Poznania i członkowie PAN-u stwierdzili, że będzie to bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe. Są problemy z dotarciem do szczątków piastowskich. Tyle razy je bezczeszczono – policzyłem, że w samym Brzegu co najmniej siedem razy - że nie wiadomo, kto w czyjej trumnie ostatecznie się znalazł. Niektóre szczątki były wymieszane ze zwierzęcymi, tam, gdzie spodziewaliśmy się Jana Chrystiana, znajdowała się kobieta. Sarkofag Jerzego III okazał się pusty.

Trudno sobie wyobrazić, że przekaże pan zamek w inne ręce. A jeśli duchy wyrażą dezaprobatę?
Obiecuję, że jeśli w zamku będzie się działo nie po mojej myśli, sam będę straszył.

Danuta Nowicka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.