Jak Koszalin po wojnie budził się do życia. Archiwalne dokumenty skrywają marzenia, troski, chęć zabawy i przedsiębiorczość

Czytaj dalej
Piotr Polechoński

Jak Koszalin po wojnie budził się do życia. Archiwalne dokumenty skrywają marzenia, troski, chęć zabawy i przedsiębiorczość

Piotr Polechoński

Trauma, apatia i leczenie ran? Myślicie, że tak wyglądały pierwsze miesiące i lata w powojennym Koszalinie? Było inaczej - chęć powrotu do życia na pełnych obrotach wybuchła od razu.

Tuż po wojnie w Koszalinie, podobnie jak w innych miastach regionu, stacjonowali Rosjanie, żyli też Niemcy, którzy nie opuścili miasta przed nadejściem frontu, a Polacy, których z dnia na dzień zdecydowanie przybywało, zjeżdżali się ze wszystkich stron, przywożąc ze sobą odmienne zwyczaje i obyczaje z różnicami językowymi włącznie.

- Jednym słowem, wskoczenie w tory normalnego życia z codzienną pracą, z realizacją codziennych, zwykłych potrzeb, w tym także tych, w których dominowała zabawa, odpoczynek i relaks, w pierwszych miesiącach po wojnie nie było łatwe - mówi Dorota Cywińska, starszy kustosz w koszalińskim Archiwum Państwowym. - Pomimo to jednak ze startem w pełnię zwykłego życia nikt wtedy nie czekał, nikomu nie był potrzebny żaden okres przejściowy. Wręcz przeciwnie: ludzie po latach wojny chcieli o niej zapomnieć i jak najszybciej zacząć zwyczajnie żyć w nowym miejscu. I w naszym zasobie widać to jak na dłoni - podkreśla Dorota Cywińska.

Chodzi o archiwalny zespół „Zarząd Miejski i Miejska Rada Narodowa w Koszalinie” w Archiwum Państwowym w Koszalinie. Składa się on z 88 jednostek archiwalnych, czyli tomów akt. Obejmuje on lata 1945-1950, czyli czas, gdy rodził się polski Koszalin.

Przejmowanie miasta z rąk komendanta wojennego

Nowy rozdział w koszalińskiej historii rozpoczął się 4 marca 1945 roku, gdy miasto zostało zdobyte przez wojska sowieckie. W początkowym okresie całość władzy terenowej skupiona została w rękach sowieckiego komendanta wojennego, majora Woronowa (w dokumetach archiwalnych występuje tylko stopień i nazwisko, bez imienia). Organizacja właściwych, polskich władz miejskich nastąpiła dopiero w maju 1945 roku, kiedy to tymczasowy zarząd miejski przekształcony został w stałą władzę administracyjną zwaną Zarządem Miejskim (składał się z burmistrza, wiceburmistrza oraz trzech członków). Utworzenie Miejskiej Rady Narodowej z powodu specyficznych warunków, w jakich znalazł się Koszalin po wojnie, nastąpiło dopiero w drugiej połowie 1946 roku. Akta Zarządu Miejskiego i Miejskiej Rady Narodowej stanowią zespół szczątkowy - tylko w niewielkim procencie udało się zachować całość materiału źródłowego wytworzonego przez obie jednostki samorządowe.

- Ale nawet to, co przetrwało i znajduje się w naszym zasobie, te 88 jednostek archiwalnych, pozwala nam poznać i zrozumieć tamte pierwsze powojenne lata w Koszalinie, ówczesną koszalińską rzeczywistość - podkreśla Dorota Cywińska.

Wielka improwizacja aprowizacja

Jaka była ta rzeczywistość? Trudna. Między nowymi mieszkańcami a Niemcami i żołnierzami sowieckimi co i raz wybuchały konflikty. Przy tym brakowało wszystkiego, więc trzeba było improwizować, aby społeczno-urzędowe życie ruszyło i toczyło się do przodu.

Samo powstawanie pierwszych polskich urzędowych dokumentów mówi o tym, jak to wszystko wyglądało. Większość z nich - z braku polskich odpowiedników - powstała na odwrotnych stronach niemieckich druków. Na części z nich zapisany tekst był pisany na niemieckiej maszynie do pisania, bez polskich liter, co też widać wyraźnie. Inną charakterystyczną rzeczą jest to, że zaraz po wojnie słowa Niemiec, Niemcy czy Niemka były celowo pisane małą literą.

Z tego czasu zachowały się m.in. tak ciekawe dokumenty, jak mapa powojennego Koszalina, spis ulic z 1945 roku, lista parceli zabudowanych i zniszczonych, lista niemieckich napisów w miejskiej przestrzeni przeznaczonych do usunięcia, wykaz cmentarzy czynnych i nieczynnych, ewidencja grobów, informacja o wizycie francuskiej delegacji szukającej grobów Francuzów, którzy w 1940 roku zostali w Koszalinie pochowani, liczne skargi mieszkańców na zachowanie stacjonujących Rosjan.

- Szczególnie ta ostatnia kwestia jest bardzo ciekawa. Zachowały się zapisy sporów z Armią Czerwoną o liczne nieruchomości, w tym m.in. urzędowy bój o rzeźnię, o teren odkrytego basenu, sady, ogrody. Można też zapoznać się ze skargami na szereg innych zachowań rosyjskich żołnierzy. Jakie można wyciągnąć z tego wnioski? Otóż takie, że Polacy twardo stawiali się Rosjanom i nie było wcale tak, że chowali się gdzieś po kątach w obawie przed nimi. Oczywiście, lęk też był, napaści i rozboje z ich strony także, ale koszalińscy pionierzy potrafili również walczyć o swoje - tłumaczy nasza rozmówczyni.

Inne dokumenty dotyczą relacji polsko-niemieckich. Przez pierwsze powojenne lata społeczność niemiecka w Koszalinie była dość liczna i najpierw trzeba było prawnie uregulować polsko-niemieckie współistnienie, a potem zorganizować przesiedlenie niemieckiej ludności za Odrę.

Każdy chciał mieć ładny szyld

Jednak najbardziej uderzające jest to, że już w pierwszych tygodniach po zjawieniu się w Koszalinie pierwszych grup polskich pionierów natychmiast i z wielkim zaangażowaniem zaczęto organizować codzienne realia. Miasto błyskawicznie wracało do życia, w dokumentach można prześledzić, jak szybko uruchamiano zakłady pracy, szkoły, szpitale. W pierwszych latach po wojnie komunistyczna władza była jeszcze ostrożna i nie chcąc zrazić do siebie ludzi, pozwalała na prywatną inicjatywę i nie przeszkadzała rodzimej przedsiębiorczości (drastycznie zmieniło się to w latach 50.). Stąd bardzo szybko główne ulice miasta stały się witryną ludzkiej przedsiębiorczości. Jak grzyby po deszczu pojawiały się zakłady rzemieślnicze, sklepy, zakłady usługowe, kawiarnie, cukiernie, lodziarnie i restauracje. Co ciekawe, ci wszyscy, którzy rozpoczęli taką czy inną działalność własną i marzył im się piękny szyld, reklamowy napis lub hasło, musieli wcześniej przygotować wzór na ich wykonanie i zaprezentować go urzędnikom, aby uzyskać ich zgodę. Wiele takich wzorów przetrwało do naszych czasów i stanowi część omawianego dzisiaj archiwalnego zespołu.

Czego możemy się z nich dowiedzieć? Że w Koszalinie istniał Bar Dancing Alhambra. Złożony w urzędzie rysunek miał stanowić wzór na wykonanie napisu reklamowego. Wynika z niego, że lokal mieścił się przy ulicy Kaszubskiej 11 a. Prośba o zgodę na wykonanie napisu do koszalińskiego magistratu wpłynęła 18 września 1945 roku.

W tym czasie też niejaki Alojzy Lamęcki uruchomił już zakład malarski przy ulicy Krzywoustego i też chciał mieć ładny szyld. Podobnie jak osoby prowadzące Aptekę pod Gryfem, która wtedy mieściła się przy ulicy Armii Czerwonej (dziś marszałka Piłsudskiego) i właściciel wędliniarni przy ulicy Przemysłowej. Najciekawiej prezentuje się ilustracja z projektem szyldu, który chciał zawiesić... Włoch, niejaki Pietro Dalmasa. Ten przy ulicy Zwycięstwa 5 otworzył lodziarnię Italiana.

Kwitło też życie kulturalne. Do Koszalina przyjeżdżały z gościnnymi występami takie przedwojenne gwiazdy, jak Mieczysława Ćwiklińska i Tola Mankiewiczówna, a w kinie Polonia (potem Adria) można było obejrzeć pierwsze filmy. Zapowiadające to plakaty można zobaczyć w koszalińskim Archiwum Państwowym, podobnie jak te zachęcające do kibicowania w trakcie małych i dużych wydarzeń sportowych, w tym meczów piłki nożnej.

- Dokumentacja składająca się na ten zespół jest fascynująca i bardzo nam bliska, bo wyłania się z nich obraz wracającego do życia miasta, które przecież teraz jest naszym miastem. Wystarczy poświęcić trochę naszego czasu, do czego gorąco zachęcam, zapoznać się z dokumentacją z tamtego czasu, aby niemal poczuć, usłyszeć i zobaczyć ten ruch na ulicach, to życie, które aż kipiało od energii i nadziei, że teraz, po wojnie, właśnie tutaj w Koszalinie będzie już można normalnie i spokojnie żyć. Że ci wszyscy, którzy tutaj przyjechali, znajdą swój nowy dom - podkreśla pani kustosz.

Dodaje też, że cały archiwalny zespół „Zarząd Miejski i Miejska Rada Narodowa w Koszalinie” jest dostępny w formie cyfrowej i można z nim się zapoznać, nie wychodząc z domu (patrz ramka).

- Oczywiście, gdyby ktoś chciał zobaczyć oryginalne dokumenty i bardziej zbliżyć się do minionej epoki, to może to zrobić. Wystarczy, że odwiedzi naszą czytelnię, gdzie zawsze może liczyć na profesjonalną pomoc naszych pracowników. Serdecznie zapraszamy - zachęca Dorota Cywińska.

Piotr Polechoński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.