Rajmund Wełnic

Historia ze Szczecinka. Uroki plażowania nad wodą [zdjęcia]

Okres międzywojenny, widok na Blücherbad, czyli kąpielisko miejskie, obecną plażę miejską zwaną też Lechią. Lądowa część nie zmieniła się do dzisiaj Fot. archiwum Okres międzywojenny, widok na Blücherbad, czyli kąpielisko miejskie, obecną plażę miejską zwaną też Lechią. Lądowa część nie zmieniła się do dzisiaj
Rajmund Wełnic

Szczecinek - położony wśród jezior - słynie z urokliwych plaż, ale nie zawsze publiczne kąpiele należały do kanonu zachowań. To zmieniło się raptem niewiele ponad sto lat temu.

Szczecinek położony nad jeziorami, może się pochwalić wieloma kąpieliskami. Wbrew pozorom szukanie ochłody w wodzie w letnie upały wcale nie ma długiej tradycji, a purytańscy mieszczanie zaczęli o tym myśleć gdzieś pod koniec XIX wieku. Owszem, wcześniej jeździło się nad pobliski Bałtyk, ale ówczesne kąpiele przypominały raczej moczenie się w długaśnych trykotach i to tylko w wykonaniu panów.

Panie - także tonące w falbanach skrywających każdy niemal skrawek ciała - weszły do wody jeszcze później.

Pierwsze kąpielisko, i drugie...

Co nie znaczy, że na przełomie wieków Neustettin nie miał własnego kąpieliska. Zachowały się jego nieliczne wizerunki, na dodatek w takim ujęciu, że nie potrafię dokładnie go zlokalizować. Miejskie kąpielisko - bynajmniej jeszcze nie plaża - łączył z brzegiem pomost, na krańcu którego stał drewniany pawilon z przebieralniami. Tam - z dala o oczu ciekawskich - można było zanurzyć się w wodach Streitzig See, czyli Trzesiecka.

Wykonujemy przeskok o kilkadziesiąt lat do okresu międzywojennego, gdy Szczecinek miał już nowoczesne kąpielisko z plażą, pomostami, trampoliną, wieżą do skoków i przebieralniami. Tak, tak, to istniejąca do dzisiaj Lechia, czyli plaża miejska przy ulicy Mickiewicza. Jedno nie zmieniło się w porównaniu do poprzedniej epoki - kąpiących się od parku oddzielał wysoki parkan w rejonie obecnej plaży głównej (przed wojną kąpano się raczej na wysokości przebieralni).

Kąpielisko - Strandbad, zwano też Blücherbad na cześć Gebharda Lebercht von Blüchera (1742-1819), pruskiego feldmarszałka i jednego z pogromców Napoleona pod Waterloo. W XVIII wieku w Szczecinku powstał pierwszy garnizon złożony z dwóch kompanii kirasjerów pruskich, których wkrótce zastąpili huzarzy. W latach 1764-70 służył w nim późniejszy feldmarszałek. W czasach szczecineckich prowadził hulaszczy tryb życia.

Na brzegu postawiono kilkadziesiąt kabin, hangar na sprzęt pływający i pomosty. Drewniane zabudowania pomysłowo wkomponowano w zieleń parku. Ogromną atrakcją były dwie wieże do skoków do wody.

Ponieważ Trzesiecko jest typowym jeziorem śródlądowym, z dość mulistym dnem i o piaszczystej plaży można było co najwyżej pomarzyć, zdecydowano się na niecodzienną operację przetransportowania piasku z Kołobrzegu. Kilka wagonów złocistego piasku z wschodniej plaży nadmorskiego kurortu wysypano na brzegu szczecineckiej plaży. Kiedy ustawiło się kosze z wikliny, można było się poczuć prawie jak nad morzem.

Bikini jeszcze nie było

Na zdjęciach przekazanych do muzeum w Szczecinku przez Christine Zech, wnuczkę przedwojennego kamieniarza Oskara Staudte, widać, że w latach 30-40. XX wieku na koedukacyjnej już Blücherbad nie obowiązywały surowe normy dotyczące strojów kąpielowych, choć o bikini jeszcze nikt nie myślał. Dodajmy, że w okresie międzywojennym Szczecinek miał jeszcze przynajmniej dwa oficjalne kąpieliska tzw. Freibad West - plaża zachodnia (obecna plaża wojskowa) i Freibad Süd - plaża południowa (nieistniejąca już w okolicach boiska bocznego OSiR).

Lata wojennej zawieruchy obiekt przetrwał w stanie nienaruszonym. Szczęśliwie nikt też nie wpadł na pomysł gruntownej przebudowy. To istny cud, zważywszy na drewnianą zabudowę. Do naszych czasów zachowały się wszystkie obiekty naziemne. W 2008 roku tuż obok wzniesiono wyciąg do nart wodnych z niezbędnym pomostem, a sześć lat później na Lechii zbudowano kompleks pomostów, molo niemalże, z odkrytymi torami do pływania. Przydałoby się jednak odrestaurować drewniane przebieralnie i hangary. Piasek znad morza przywieziono ponownie kilka lat temu.

Plaże współczesne

Skoro jesteśmy już w czasach współczesnych, wspomnijmy jeszcze inne szczecineckie kąpieliska. Plaża wojskowa nazwę swą zawdzięcza sąsiedztwu z klubem garnizonowym nieistniejącej już jednostki. Dziś mieści się tu SAPiK. Jeszcze pod koniec lat 80. plażę łączyła z popularnym „giekiem” kładka nad parkową alejką, był pomost. Dziś tej infrastruktury nie ma, pojawiła się za to tuż obok stanica wędkarska.

Dosłownie o rzut kamienieniem znajdowało się jeszcze całkiem niedawno kąpielisko ośrodka Towarzystwa Krzewienia Kultury Fizycznej „Fala”. Dziś nie ma po nim śladu, ale w latach 60., 70., a nawet 80. tętniło życiem. Jeszcze w ostatniej dekadzie były próby utrzymania plaży przy życiu, ale ostatecznie zburzono szpetny murowany pawilon, a teren po „Fali” czeka na inwestora z branży turystycznej. Udało się za to reaktywować - i to znakomicie - Mysią Wyspę. To trzecie z istniejących dziś strzeżonych kąpielisk nad Trzesieckiem, powrót do tradycji sięgającej przełomu XIX i XX wieku, gdy w Lesie Klasztornym na drugim brzegu jeziora powstawała mała, skromna jeszcze kawiarenka.

Przed wojną był tu już murowany lokal Mause Insel z wygrodzonym pergolami dziedzińcem, sceną dla orkiestry i pomostem. Mogło tu jednorazowo przebywać nawet 1200 gości! Po wojnie Mysia Wyspa popadła w kompletną ruinę i dopiero teraz udało się ją przywrócić mieszkańcom Szczecinka. Jest plaża, są drewniane wiaty z barem, pomost, palenisko. Gwoli ścisłości dodajmy, że przed wojną Mause Insel nie pełniła raczej funkcji kąpieliska, a miejsca podmiejskich wypadów.

Współczesną listę kąpielisk - już mniej formalnych i niestrzeżonych - uzupełniają plaże tzw. „kołki” koło osiedla Zachód oraz w Trzesiece i na Świątkach, nowych dzielnicach Szczecinka przyłączonych do miasta w roku 2010. Są i plany odtworzenia plaży koło zamku, za moich czasów zwanej kempingami od pobliskich bungalowów, dziś nieistniejących, podobnie, jak pomost rozebrany jakoś na przełomie lat 80. i 90.

Rajmund Wełnic

Z lokalną prasą - najpierw Głosem Pomorza, a następnie Głosem Koszalińskim - jestem związany od 1995 roku. Do redacji trafiłem niemal prosto po studiach. Mam to szczęście, że mogę pisać o swoich pięknych rodzinnych stronach - Szczecinku i powiecie szczecineckim. Szczęśliwie żonaty z Martyną, jakżeby inaczej - mieszkanka Szczecinka. Wolny czas "pożerają" mi obecnie pociechy (Zuzia, 2009) i Felek (2015). Zaciekły kibic piłkarski.


Mieszkaniec Szczecinka od urodzenia, z tym miastem związany razem z rodziną na dobre i złe. Pisałem o Szczecinku i powiecie szczecineckim w Głosie Pomorza, a obecnie w Głosie Koszalińskim, naszym dodatku Głosie Szczecinka oraz na portalach gk24.pl i szczecinek.naszemiasto.pl Z wykształcenia i zamiłowania historyk, więc dzieje regionalne zajmują dużo miejsca w mojej działalności. Cenię sobie interakcje i współpracę z Czytelnikami, którzy współtworzą nasz portal. Piszę dla Nich, z Nimi i o Nich

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.