Dość trucia! O swoje zdrowie ludzie chcą już walczyć na ulicy. Kędzierzynianie protestują

Czytaj dalej
Tomasz Kapica

Dość trucia! O swoje zdrowie ludzie chcą już walczyć na ulicy. Kędzierzynianie protestują

Tomasz Kapica

Jeszcze nigdy w historii Opolszczyzny tylu ludzi nie wyszło w ulicznym proteście, by upomnieć się o czyste środowisko. I wiele wskazuje na to, że nie odpuszczą.

Na początku grudnia ma się odbyć kolejna manifestacja przeciwko zanieczyszczeniu benzenem w Kędzierzynie-Koźlu. Na ostatnią przyszło 650 osób. Jeszcze nigdy w historii Opolszczyzny tak dużo osób w jednym miejscu nie upominało się o czyste środowisko. Widać, że coś w ludziach pękło.

- Rządzący boją się ludzi na ulicach. Szczególnie gdy jest ich wielu - mówi pan Roman, jeden z protestujących.

Poprzedni protest, biorąc pod uwagę przepisy prawa, nie był do końca legalny. Uczestnicy zablokowali aleję Jana Pawła II - główną arterię komunikacyjną miasta. Mimo to policja nie interweniowała. Wręcz przeciwnie, funkcjonariusze starali się dbać o bezpieczeństwo manifestantów, kierując ruch na inne ulice.

- Moje dziecko często rano się źle czuje. Ma podrażnione spojówki. Zawsze jest to związane z podwyższeniem poziomu benzenu w Kędzierzynie-Koźlu - tłumaczy pani Anna, kolejna z manifestantek.

W Kędzierzynie-Koźlu produkuje się rocznie od 70 do 100 tysięcy ton benzenu. Ludzie są przekonani, że ma to duży wpływ na ich zdrowie.

Dość indolencji

- Mieszkańcy mają dość indolencji urzędniczej - podkreśla Miłosz Załęski, jeden z organizatorów protestu. - Z Wojewódzkiego Instytutu Ochrony Środowiska były wysyłane pisma do urzędu miasta, WIOŚ nakazywał poszczególnym zakładom przegląd instalacji, większe zakłady odwołały się od tych nakazów do Ministerstwa Środowiska, a MŚ umorzyło te wszystkie nakazy kontroli.

Protestujący podczas pierwszego masowego protestu przeszli przez kędzierzyńskie śródmieście z transparentem, na którym wypisali konkretne postulaty. Pierwszy z nich dotyczy namierzenia winnych i zmuszenia ich do zmiany technologii przemysłowej na bezpieczną. Jedną z największych zagadek jest bowiem tożsamość truciciela. Służby odpowiedzialne za jakość powietrza co prawda przedstawiły listę firm, które w swoich procesach produkcyjnych wykorzystują benzen, ale do dziś nikt precyzyjnie nie wskazał, która (albo które) z nich jest bezpośrednio odpowiedzialna za tak zwane „piki”, czyli krótkotrwałe, ale gwałtowne wzrosty poziomu stężenia tego związku w atmosferze.

Drugi z postulatów mówi o zaostrzeniu norm stężeń benzenu w atmosferze. Dziś norma średnioroczna wynosi 5 mikrogramów na metr sześcienny. Specyfika „pików” sprawia, że norma roczna nie jest już przekraczana. Poziom rośnie na kilka godzin do 100 mikrogramów, a potem spada na kilka dni do 1. Na przestrzeni 12 miesięcy wynosi więc 4 mikrogramy i w „papierach wszystko gra”.

  • Jak nic się nie zmieni, to na ulice będą wychodzić tysiące ludzi - mówi nam jeden z manifestantów.
  • W ludziach coś pękło
Pozostało jeszcze 66% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 3,69 zł dziennie.

    już od
    3,69
    /dzień
Tomasz Kapica

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.