Cztery kule dla męża

Czytaj dalej
Joanna Krężelewska

Cztery kule dla męża

Joanna Krężelewska

- Zastrzeliłam chłopa. Dzwońcie na milicję – powiedziała Sabina B., strażniczka kołobrzeskiej „Barki”, odkładając na stół służbowy pistolet PW i pocierając podbite oko – ślad małżeńskiej „miłości”.

15 czerwca 1966 roku: 38-letnia Sabina B., strażniczka w Państwowym Przedsiębiorstwie Połowów i Usług Rybackich „Barka” w Kołobrzegu, oświadcza prokuratorowi: - Stanęłam na środku pokoju i mierząc w kierunku męża strzeliłam pięciokrotnie.

Cztery z tych strzałów były celne. Co skłoniło spokojną kobietę, matkę 14-letniego Zenka, do popełnienia zbrodni zabójstwa? Oto historia, w której jest więcej niż jedna ofiara.

- Z mężem Antonim poznałam się w roku 1956 – tak rozpoczęła swoje zeznania przed Sądem Wojewódzkim w Koszalinie Sabina B. – W narzeczeństwie byliśmy ze sobą przez okres trzech lat. Równocześnie, kiedy przychodził do mnie mój mąż jako jeszcze narzeczony, przychodził do mnie także pewien starszy mężczyzna. Jednakże Antoni odsunął go i powiedział, że on był pierwszy i on będzie do mnie chodził. Mówiłam Antoniemu, aby się nad tym zastanowił, bo ja jestem od niego o siedem lat starsza. Ponadto powiedziałam mu, że ja chcę mężczyzny, który będzie dla mnie dobry i dobry jako ojciec dla mojego syna. Antoniego polubiłam, bo był człowiekiem czystym i lubił porządek, potrafił mnie ująć, powiedzieć dobre słowo – opisywała.

Sielankę wkrótce jednak popsuł Antoni - w konkury zaczął stawać po pijaku. Usłyszał wtedy od Sabiny, że takiego towarzysza w życiu mieć ona nie chce. Poprawił się. W 1962 roku pobrali się. Ale... – W dniu ślubu Antoni potrafił się upić i odgrażać. Chciał mnie uderzyć – podkreśliła oskarżona.

Początkowo jej mąż pracował jako betoniarz i dekarz, później zatrudnił się na kolei, w parowozowni. – Zdradzał mnie. Donosili mi o tym ludzie. Sam też się przyznał – tłumaczyła sędziom, wskazując, że jedną z kochanek mogła nawet być jej bratowa. – Zaczął mnie bić, wyzywać. Ubliżał mi słowami „stara ku...”, „przez okno cię wyrzucę” lub „kalekę z ciebie zrobię, że cię rodzony ojciec nie pozna”. Odgrażał się użyciem noża.

Cztery kule dla męża

Słowa te znajdują potwierdzenie w dokumentach. 5 stycznia 1966 roku Antoni B. został oskarżony o to, że od 1962 do 1965 roku znęcał się „fizycznie i moralnie nad swoją żoną Sabiną, bijąc ją rękoma po głowie, kopiąc i wyzywając obelżywymi słowami”. W uzasadnieniu podprokurator powiatowy powołał się na zeznania sąsiadów, którzy widzieli, jak Antoni wypychał żonę z mieszkania, kopał ją na klatce schodowej. „Sabina B. często chodziła zapłakana i posiniaczona, wieczorami przesiadywała u sąsiadki, bojąc się wracać do domu” – dowodził. 11 lutego 1966 roku Sąd Powiatowy w Kołobrzegu skazał agresora na 8 miesięcy więzienia, warunkowo zawieszając jednak wykonanie kary na okres trzech lat próby.

Gehenna kobiety trwała. Wniosła pozew o rozwód. – Powiedział mi ordynarnie, że „pierd... mnie i mój wniosek” – oskarżona kontynuowała przed sądem swą opowieść.

Potem przepraszał. Uległa. „Kochałam go” – powtórzyła kilka razy. 13 czerwca były jego imieniny. Sabina kupiła mu... kwiaty i prezent. 14 czerwca rankiem, kilkanaście godzin przed tragedią, Antoni powiedział żonie, że musi iść do kierownika BHP załatwić sprawę – ten miał go widzieć w imieninową noc, kiedy miał dyżur, pijanego w pracy. Wyszedł na chwilę, ale nie było go przez cały dzień. – Ja poszłam do pracy o godz. 19. W domu pozostał mój syn – relacjonowała 38-latka. Od godz. 21 do 22 miała przerwę. Wsiadła na rower i przyjechała do domu. Zobaczyła, że mąż wrócił. Leżał na kanapie.

Cztery kule dla męża

– Chciałam się nachylić i sprawdzić, czy jest pijany. Wówczas uderzył mnie pięścią w głowę i kopnął aż upadłam. Poszłam do kuchni. Mówiłam, że znowu zaczął mnie bić. Wstał z łóżka, przybiegł za mną i uderzył mnie ponownie w twarz. Miałam zasiniaczony nos i oko zaczerwienione. Przyłożyłam zimny okład. Powiedziałam mężowi, by wynosił się z mieszkania, bo jutro podam go do prokuratora.

Sabina B. wróciła do pracy. Z wartowni „Barki” zabrała służbową broń – pistolet z 1947 roku. Wyjęła go z kabury i włożyła do kieszeni. W magazynku było osiem kul. – Gdybym się nad tym zastanowiła, to tego bym nie zrobiła – tłumaczyła później. Wartownikowi powiedziała, że idzie do Domu Rybaka po papierosy. Wsiadła jednak na rower i pojechała do domu. Najpierw udała się do piwnicy. Tam załadowała pistolet.

Weszła do mieszkania. Już nie odezwała się do Antoniego ani słowem. Podeszła do łóżka, w którym leżał. Wycelowała. Cztery kule trafiły w 31-latka, jedna w poduszkę. Synowi, który wtedy się obudził, poleciła zostać w domu. Sama wróciła do pracy i dowódcy warty kazała zawiadomić policję.

- Przyszła bardzo zmieszana i zdenerwowana. Powiedziała „zastrzeliłam chłopa, dzwońcie na milicję”. Kiedy się zapytałem, czy nie żartuje, odpowiedziała, że faktycznie zastrzeliła męża i w tym momencie wyciągnęła pistolet, który położyła na stół wartowni – zeznał Władysław D., strażnik w „Barce”.

Cztery kule dla męża

Jeszcze tego samego wieczora, 14 czerwca 1966 roku, przed godz. 23 zeznania złożył 14-letni Zenek, syn Sabiny. – Po wyjściu mamusi do pracy poszedłem do kolegi Janusza, by obejrzeć program telewizyjny – relacjonował. – Po filmie grałem jeszcze pół godziny w piłkę. Następnie wróciłem do domu. Która to była godzina trudno mi powiedzieć, ponieważ jedyny zegarek, jaki mamy, zabrała mamusia. Ojczym spał na tapczanie po lewej stronie pokoju. Po prawej stronie stoi moje łóżko.

Chłopiec położył się spać. Obudził go huk wystrzału. Zobaczył mamę ubraną w mundur strażnika z pistoletem wycelowanym w ojczyma. – Wykonywał ruchy w prawo i lewo, jakby chciał uniknąć trafień. Po pierwszym strzale nastąpiły zaraz dalsze. W sumie cztery lub pięć – opisał.

Cztery kule dla męża

Potwierdził, że mama kazała mu być cicho i wyszła. – Zapaliłem światło. Zobaczyłem, że obok głowy tatusia na poduszce widnieją ślady krwi. Jeszcze żył, wydawał jakieś dźwięki. Wybiegłem na korytarz, gdzie już spotkałem naszych sąsiadów. Przypuszczam, że mamusia dlatego zabiła tatusia, ponieważ on przychodził czasami do domu pijany, a wtedy bił mamusię.
Na miejscu przestępstwa milicjanci znaleźli pięć łusek amunicji kaliber 7,62, używanej między innymi do pistoletów PW wz. 33.

Cztery kule dla męża

Akt oskarżenia w tej sprawie datowany jest na 5 grudnia 1966 roku. Sabina B. została oskarżona o to, że 14 czerwca w zamiarze pozbawienia swojego męża życia strzeliła do niego pięciokrotnie, trafiając go czterema pociskami w okolicę serca, twarzy, szyję i prawą rękę, powodując przestrzał lewego płuca z otarciem się pocisku o serce, krwotok do jamy opłucnowej i inne obrażenia, a w następstwie śmierć Antoniego B.

12 stycznia 1967 roku podczas rozprawy w Sądzie Wojewódzkim w Koszalinie oskarżyciel zażądał dla Sabiny B. 12 lat więzienia. Dzień później zapadł wyrok – przewodniczący składu sędzia Józef Woźniczak „winna”, wprowadzając jednak zastrzeżenie, że oskarżona działała pod wpływem silnego wzburzenia. Sąd skazał ją na 8 lat więzienia.

Cztery kule dla męża

Uzasadnienie wyroku jest długie i bardzo skrupulatne. Sędzia zwrócił m.in. uwagę na opinię o obu małżonkach: „Część świadków lepszą opinię wystawiło dla Antoniego niż dla oskarżonej, druga część świadków lepiej wyrażała się o oskarżonej. Oczywiście, prawda w tym przypadku leży gdzieś pośrodku. Świadkowie, wystawiający lepszą opinię dla Antoniego, to przeważnie jego koledzy i koleżanki od kieliszka, do których towarzystwa jakoś nie pasowała Sabina.”

Cztery kule dla męża

Na czynniki pierwsze rozłożona jest też małżeńska relacja: „Sama oskarżona kochała swojego męża, ale miłością nazbyt zaborczą. Była szczególnie o niego zazdrosna i stąd ciągłe konflikty, kiedy mąż jej gdzieś sobie wypił albo później wrócił do domu”.

Sędzia nie miał wątpliwości – 14 czerwca Antoni „używając wybiegu, że musi rzekomo stawić się w biurze, wymknął się z mieszkania na wódkę” – co potwierdziły zeznania świadków. „Do domu wrócił, kiedy spodziewał się, że żona będzie już w pracy”. A kiedy żona niespodziewanie wróciła: „wątpić należy, ażeby zastawszy męża pod pierzyną na tapczanie była wobec niego nazbyt grzeczna. W efekcie została przez męża pobita” – rozwinął się sędzia. „U rozgoryczonej zachowaniem się męża oskarżonej procesy emocjonalne zyskały przewagę nad rozumem i oskarżona subiektywnie przekonana o dziejącej się jej krzywdzie uczyniła to, czego w normalnych warunkach by się nie dopuściła”.

Cztery kule dla męża

Od wyroku odwołał się obrońca Sabiny B. 8 czerwca 1967 roku Sąd Najwyższy w Warszawie zmienił zaskarżony wyrok, zmniejszając karę do 6 lat więzienia. Uwzględnił jako dodatkową okoliczność łagodzącą fakt, że mąż znęcał się nad żoną, za co został wcześniej prawomocnym wyrokiem skazany. „Sąd Wojewódzki, pomimo dokonania powyższych ustaleń faktycznych, nie uwzględnił tych okoliczności w dostatecznej mierze przy wymiarze kary (...) właśnie to zachowanie się pokrzywdzonego było powodem działania oskarżonej (...)” – czytamy w uzasadnieniu.

Joanna Krężelewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.