Behawioryści przestrzegają: pies nie jest dla każdego

Czytaj dalej
Fot. Zuzanna Staniszewska
Maria Mazurek

Behawioryści przestrzegają: pies nie jest dla każdego

Maria Mazurek

Rozmowa z Zofią Zaniewską-Wojtków i Piotrem Wojtkowem, behawiorystami i trenerami psów, twórcami szkoły dla psów psiedszkole.pl i autorami książki „Szczeka, merda, mówi. Jak być najlepszym człowiekiem swojego psa” (wydawnictwo Znak, 2021).

Gdy zaczęłam myśleć o szczeniaku, partner, który nie miał wcześniej styczności z psami, zadał mi pytanie, które zbiło mnie z tropu: po co człowiekowi pies?

Zosia: Bardzo dobrze, że się nad tym zastanawiał. Problemy nie biorą się ze zbyt analitycznego, ostrożnego podejścia do kwestii zakupu czy adopcji psa. Przeciwnie: biorą się z tego, że ktoś podejmuje tę decyzję zbyt pochopnie, pod wpływem emocji, nie zdając sobie sprawy, z czym to się wiąże. Pies to zdecydowanie zbyt łatwo dostępny „produkt”. Każdy – bez względu na wiedzę lub jej brak, na doświadczenie czy poglądy, – może go dostać w zasadzie od ręki. Tymczasem trzymanie w domu osobnika innego gatunku – i to tak wymagającego – oznacza wiele poświęceń. Czasu, pieniędzy, emocji. Przynajmniej jeśli ma się nam razem dobrze żyć.

Ale wrócę z tym pytaniem: po co człowiekowi pies?

Piotrek: Nie tak łatwo wytłumaczyć komuś, kto nie miał psa, prawda? Kiedyś odpowiedź była prostsza, bo psy spełniały jasno określone role: pomagały w polowaniach, stróżowały, zaganiały owce czy były wykorzystywane w służbach. Dzisiaj większość psów nie pełni roli użytkowej. Ich jedynym zadaniem jest towarzyszenie. I chyba chodzi właśnie o sposób, w jaki psy to robią. Potrafią tak pięknie towarzyszyć. Nie oceniają, nie kalkulują. Po prostu są z nami, zaspakajając naszą emocjonalną potrzebę bliskości i akceptacji. Tylko że aby było to możliwe, i my musimy zaspakajać ich potrzeby. A nie każdy ma taką możliwość. Dlatego nigdy nie zachęcamy do tego, żeby kupować czy adoptować psa. Pies nie jest dla każdego i na każdym etapie życia.

Na przykład wiele osób decyduje się na psa, gdy w domu pojawiają się dzieci…

Zosia: Tymczasem opieka nad małymi dziećmi i psem jednocześnie jest wielkim wyzwaniem! Wiemy coś o tym, bo sami mamy dwoje dzieci, w tym noworodka, i psa. Tylko dzięki temu, że bardzo dużo pracowaliśmy z naszym Bordo, funkcjonuje to w miarę dobrze. Czasem ludzie pytają nas: „Jaka jest rasa dla dzieci?”. Nie ma czegoś takiego. Każdy pies będzie miał trudność, żeby przystosować się do nowej sytuacji.

Piotrek: Dokładnie. Psy bardzo szanują przestrzeń. Jak ktoś narusza ich sferę osobistą, mogą się czuć zagrożone. Dodatkowo dziecko to „obiekt”, który zachowuje się niestandardowo – jest głośny, ekspansywny, dziwnie się porusza. Psy różnie sobie z tym radzą, czasem dostosowują się łatwiej, czasem mniej, bywa, że się wycofują, ale mogą też zdarzyć się zachowania agresywne. Oczywiście, gdy dowiadujemy się o ciąży, mamy dziewięć miesięcy, żeby przygotować psa na zmianę; trenować z nim, nauczyć pewnych zachowań. Pytanie, czy jesteśmy gotowi na tak gigantyczne wyzwanie.

Co do dzieci: obserwuję, jak podbiegają do obcych psów, zaczepiają, próbują głaskać. Często są zachęcane przez rodziców. A przecież większości psów się to nie spodoba.

Zosia: Wielu ludzi – dzieci, ale też dorosłych – nie wie, jak zachowywać się wobec psów. A to jest abecadło: nie podbiegać, nie wystawiać rąk, nie nachylać się. Słowem: nie narzucać się obcemu psu. Czasem pies wygląda jak maskotka, ale to nie znaczy, że podoba mu się, jak obce osoby go tarmoszą. Dobrze by było, żeby uczyli tego w szkołach, w przedszkolach. Żeby wszyscy czuli się dobrze i bezpiecznie.

Zamiast tego panują stereotypy. Na przykład: „pies merda ogonem, to się cieszy”.

Zosia: Tymczasem merdanie ogonem nie zawsze oznacza radość. Oznacza po prostu pobudzenie, a za nim może kryć się cały wachlarz emocji czy sygnałów. A ten przykład to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Psia komunikacja jest bardzo rozbudowana. To nie tylko szczekanie czy merdanie ogonem, ale też sposób, w jaki pies się porusza, w jakiej pozycji ma uszy, czy postawa jest rozluźniona. I wiele, wiele innych. Wiemy o tym coraz więcej, ale wciąż za mało. Z pewnością możemy jednak powiedzieć, że problemy na linii człowiek–pies biorą się właśnie z niezrozumienia.

Niektórzy powiedzą na to: „wsłuchiwanie się w potrzeby i sygnały psa to mieszczańska fanaberia”.

Zosia: Tak, i zaraz dodadzą: „miałem cztery owczarki, wiedziały, że ich miejsce jest w budzie, znały hierarchię, wiedziały, kto tu rządzi i były ułożone”. Z takimi argumentami ciężko dyskutować. Jeśli ktoś chce się rozwijać, brać pod uwagę zmieniającą się wiedzę (coraz więcej wiemy o mózgu, o tym, jak się rozwija, jak ten rozwój stymulować, jakie sygnały wysyła nam pies) – to my chętnie będziemy informować, odpowiadać na pytania. Ale jeśli ktoś chce zostać przy „swoje wiem” – to nie wchodzimy w dyskusję.

Jakie są najczęstsze błędy psich opiekunów?

Piotrek: Podzieliłbym opiekunów i ich błędy na trzy grupy. Pierwsi to ludzie, którzy intencjonalnie stosują metody, które psują relację z psem i sprawiają, że zwierzę nie czuje się bezpiecznie. Mam na myśli kary siłowe, trzymanie psów na łańcuchu, głodzenie. Ale my z takimi ludźmi praktycznie nie mamy do czynienia.

Oni raczej nie pójdą do behawiorystów.

Piotrek: Nie, za to coraz częściej są przedmiotem zainteresowania Towarzystw Opieki Nad Zwierzętami czy różnych fundacji. Na szczęście. Druga grupa to ludzie, którzy mają dobre intencje, ale nie rozumieją psich potrzeb i w związku z tym ich nie zaspakajają. Na przykład nie wychodzą na spacery z psem („bo przecież pies ma ogród”) albo nieprawidłowo go karmią. Wreszcie trzecia grupa to najbardziej świadomi opiekunowie, którzy jednak, – jak każdy, – popełniają czasem błędy, bo brakuje im precyzyjnej wiedzy. Weźmy taki przykład: zdają sobie sprawę, że pies potrzebuje węszyć, eksplorować na spacerze. Kupują więc długą linę treningową, ale już nie wiedzą, jak prawidłowo jej używać, kiedy ją przytrzymać, a kiedy poluzować.

Pandemia zmieniła coś w relacjach psy–opiekunowie?

Piotrek: Tak, pandemia i lockdown. Zgłaszają się do nas osoby, które wcześniej miały spokojnego psa, tworzyły z nim świetny duet , a w pandemii coś się zepsuło, pies zaczął być niespokojny, głośny, zalękniony. Myślimy, że są dwie przyczyny. Pierwsza to praca zdalna i zmiana trybu życia. Psy uwielbiają rytuały, one dają im poczucie bezpieczeństwa. I jeśli takie zwierzę było przyzwyczajone, że człowiek codziennie wychodzi na osiem godzin, to nie mogło odnaleźć się, gdy opiekun nagle siedział godzinami przed komputerem, nie zajmując się nim. Psy tego nie rozumiały, były zdezorientowane. Niektóre miały problem ze snem. Pies śpi więcej niż człowiek, nawet 16 godzin na dobę – zazwyczaj wtedy, gdy śpi właściciel i gdy właściciela nie ma w domu.

A tu nagle właściciel jest w domu cały czas i nie daje się porządnie wyspać?

Zosia: Tak. A kiedy już psy nauczyły się funkcjonowania w nowej rzeczywistości, wszystko wróciło do czasów dla psów zamierzchłych. One mają inną percepcję czasu – sprzed pandemii. Trzeba było znów zmieniać rytuały. Jest też drugi powód pandemicznych kłopotów z psami: nasze własne emocje. Pies jest papierkiem lakmusowym, na którym dokładnie widać nasz stan psychiczny. W czasie pierwszego lockdownu społeczeństwo ogarnęła panika, baliśmy, się, stresowaliśmy. A psy razem z nami.

Na koniec budzące emocje pytanie: psa kupować czy adoptować?

Piotrek: Według nas nie ma lepszego i gorszego modelu. Jeśli zależy nam na konkretnych celach (na przykład chcemy, by pies pracował przy poszukiwaniach ludzi) i konkretnych cechach psa, nie ma nic złego w tym, by kupić psa z dobrej, zarejestrowanej hodowli. Jeśli chcemy po prostu psiego przyjaciela, to adopcja jest dobrym pomysłem. W obu przypadkach jest jednak ważne, żeby dobrać psa do naszego charakteru, trybu życia, miejsca, w którym mieszkamy. Pies, który boi się hałasu i ruchu ulicznego, nie będzie czuł się dobrze w mieście.

Zosia: I jeszcze nie powinniśmy bezmyślnie ulegać modzie na określone rasy.

O tak, teraz jest moda na border collie.

Piotrek: To świetne psy, ale bardzo wymagające. Niestety, mody nie są dobrym zjawiskiem i niosą za sobą zagrożenia. Nabywca kupuje psa pochopnie, nie wiedząc wiele o rasie, a i hodowcy czasem nie weryfikują, czy dany człowiek lub rodzina nadaje się do opieki nad takim psem. A potem zwierzę nie czuje się z nami dobrze, a my nie czujemy się dobrze z nim. Dlatego raz jeszcze powtórzymy: psy są super, ale nie dla wszystkich.

Maria Mazurek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.