Andrzej Lepper. Jego śmierć wciąż rodzi pytania

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Bolt/Polskapresse
Dorota Kowalska

Andrzej Lepper. Jego śmierć wciąż rodzi pytania

Dorota Kowalska

Politycy Konfederacji chcą, aby powstała komisja, która wyjaśni wszystkie wątpliwości związane ze śmiercią Andrzeja Leppera. W samobójstwo byłego lidera Solidarności wciąż nie wierzą jego współpracownicy, a dziennikarze wskazują na wątpliwości i kwestie, które wymagają wyjaśnienia.

Ta śmierć do dziś budzi kontrowersje. 5 sierpnia 2011 roku, czyli niemal dokładnie 11 lat temu, Andrzej Lepper został znaleziony martwy w warszawskim biurze Samoobrony. Miał popełnić samobójstwo przez powieszenie, tak przynajmniej brzmi oficjalna wersja. Według śledczych polityk cierpiał na depresję wywołaną postępowaniami karnymi, upadkiem politycznym, wielotysięcznym zadłużeniem i bankructwem finansowym partii. Tyle tylko, że nie wszyscy wierzą w samobójstwo byłego lidera Samoobrony, a przynajmniej mają wątpliwości.
- Konfederacja będzie zbierała podpisy w sprawie powołania komisji śledczej do zbadania zarzutu nieprawidłowości w postępowaniu karnym wyjaśniającym okoliczności śmierci wicepremiera Andrzeja Leppera - zapowiedział poseł Krystian Kamiński z Konfederacji. - Uważamy, że 11 lat to zbyt długo aby śmierć wicepremiera państwa polskiego była niewyjaśniona i owiana tajemnicą. Potrzeba komisji śledczej, która rozwieje wszelkie wątpliwości w tym temacie i pokaże jak było naprawdę - mówił polityk konferencji prasowej w Sejmie.
Robert Winnicki, inny poseł Konfederacji, stwierdził, że okoliczności śmierci Leppera, ale także „to, co dotknęło również współpracowników Andrzeja Leppera” to sprawy budzące do dziś wątpliwości.
- Niektórzy mówią o tym, że Leppera dopadł „seryjny samobójca” - mówił.
Winnicki zaapelował do parlamentarzystów o podpisanie się pod przygotowanym przez Konfederację wnioskiem.
- To trzeba wyjaśnić. Ta śmierć nie może przejść w ten sposób bez wyjaśnienia - powiedział.
„Konfederacja nie chce dłużej żyrować tego stanu niejasności. Przedstawiono opinii publicznej tę śmierć jako samobójczą, ale traktujemy ją jako niewyjaśnioną i chcemy ten stan zmienić” - czytamy w oficjalnym oświadczeniu ugrupowania.
5 sierpnia 2011 roku Janusz Maksymiuk, wówczas wpływowy polityk Samoobrony, był w warszawskim biurze Samoobrony już od godz. 8.00 rano. Miał się tu spotkać z przewodniczącym Lepperem. Umówili się dzień wcześniej. Ponoć przewodniczący miał Maksymiukowi powiedzieć coś ważnego. Lepper dotarł do Warszawy w czwartek. Część pomieszczeń biura znajdującego się przy Alejach Jerozolimskich w Warszawie już w 2004 roku przerobił na skromny apartament dla siebie: pokój z łazienką. Wolał mieszkać tu, być blisko współpracowników, niż wynajmować mieszkanie. Drzwi do niego zabezpieczone były zamkiem z kodem. Nad drzwiami wisiała kamera.
- Szef jest, na pewno. Może odpoczywa - zapewniali Maksymiuka pracownicy biura. Ale Andrzej Lepper nie reagował na pukanie. Maksymiuk próbował dzwonić na jego komórkę. Przez ścianę usłyszał dzwonek telefonu. Lepper nie odebrał. Niektórzy potem mieli nawet do niego pretensje. Mówili, że trzeba było wyważyć drzwi, coś zrobić. Miał wyważać drzwi prywatnego mieszkania szefa? Poza tym, często zdarzało się, że Lepper zmieniał plany, odwoływał spotkania.
Maksymiuk czekał na sygnał od Leppera do godz. 14.00. Zdecydował się jednak wrócić do domu. Zwłaszcza że czekała na niego wnuczka, która przyjechała z Wrocławia. Z biura Samoobrony wyszedł razem z Mateuszem Piskorskim, byłym rzecznikiem Samoobrony, który co prawda odszedł z partii w 2008 roku, ale ze współpracy z Lepperem nie zrezygnował. Rozstali się na parkingu. Było po godz. 16.00, kiedy zadzwonił do niego Mieczysław Meyer. Meyer był jednym z najbliższych ludzi szefa Samoobrony. Woził go własnym samochodem. Był tym, który ostatni widział w piątek 5 sierpnia rano Andrzeja Leppera żywego. Nie zauważył nic niepokojącego. Szef był taki sam jak zawsze: życzliwy, zainteresowany sprawami pracownika. Meyer po południu był akurat u Małgorzaty Gut, radcy prawnego lidera Samoobrony, kiedy do pomieszczeń Leppera weszli jego zięć i zaufany Mieczysław Rudowski. Meyer był jednym z pierwszych, do którego zadzwonili z biura z wieścią, że Lepper nie żyje. 15 minut później był już w Alejach Jerozolimskich. Wszedł do pokoju szefa, który tym razem wyglądał inaczej niż zwykle: panował w nim nieporządek. Wycofał się, chwycił za słuchawkę i zaczął dzwonić. Najpierw do żony przewodniczącego. Potem do Stanisława Łyżwińskiego, do Janusza Maksymiuka.
Kilka miesięcy późnej zakończyło się śledztwo w sprawie śmierci Andrzej Leppera. Według wersji przyjętej przez prokuraturę, powiesił się w prywatnej łazience na sznurku do snopowiązałki.
Janusz Maksymiuk nigdy w to samobójstwo nie wierzył.
- Andrzej szykował się do kampanii wyborczej, snuł plany, robiliśmy wspólnie pewne ustalenia. Był pełen wiary i energii. Nigdy nie uwierzę, że się zabił – tłumaczy mi dzisiaj Maksymiuk. – Rozmawialiśmy dzień wcześniej, czyli w czwartek. Mówił, że ma wieczorem ciekawe spotkanie i żebym przyszedł następnego dnia. Umówiliśmy się na piątek. Z kim się spotkał? O czym z tym kimś rozmawiał? Dlaczego się ze mną umówił? - były polityk zawiesza głos. Tak, zdaniem Maksymiuka, taka komisja powinna powstać. Trzeba tę sprawę wyjaśnić raz na zawsze.
Inni współpracownicy Leppera też nie wierzą, że ten odebrał sobie życie.
- Nie wierzę w żadne samobójstwo – mówi mi Renata Beger, była posłanka Samoobrony. – Pomysł powołania komisji, która miałaby wyjaśnić tę śmierć jest zacny. Ale to nie jest dobry czas na taką komisję, za rok są wybory. Ona powinna powstać zaraz po nich – dodaje.
Artur Balazs, trzykrotny minister rolnictwa, przyjaciel rodziny Lepperów, również dostrzega znaki zapytania w tej historii. Irena Lepper opowiadała mu, że mąż był w domu w przededniu śmierci.
- Był bardzo wystraszony, wręcz roztrzęsiony. Jakby się czegoś bał - relacjonował polityk portalowi wPolityce.pl. - Mówiła mi, że rozmawiali bardzo poważnie, zachęcała go, by sobie dał spokój z polityką, że gospodarstwo, jak już mówiłem, bardzo piękne, go potrzebuje. To była według jej relacji bardzo dobra, pozytywna, porządkująca pewne sprawy rozmowa. Andrzej nocował w domu, a rano miał stwierdzić, że rzeczywiście żona ma rację, że jego czas w polityce minął, trzeba dać sobie spokój – mówił Artur Balazs.
Andrzej Lepper miał powiedzieć żonie, że musi tylko jeszcze pojechać do Szczecina, załatwić coś ważnego, ale wróci wieczorem.
- Irena mówiła, że upiekła na wieczór kaczkę, którą bardzo lubił. Ale Andrzej się nie pojawił. Zaczęła więc do niego wydzwaniać. Dodzwoniła się dopiero w nocy. Był już zupełnie inny, bardzo ciężko przestraszony, nie umiał jej wytłumaczyć, dlaczego nie przyjechał. Rzucał tylko nerwowo słowa: „Musiałem pojechać do Warszawy, wiesz, coś się wydarzyło, jutro będę się z tobą kontaktował” - wspominał polityk. To była ich ostatnia rozmowa.
Nikt z bliskich byłego lidera Samoobrony nie wierzy w wersję o jego samobójstwie.
Ale też okoliczności śmierci byłego lidera Samoobrony wciąż rodzą wiele pytań. Ci, którzy nie wierzą, że Lepper odebrał sobie życie, tłumaczą, że były szef Samoobrony był bardzo ostrożny. Ryszard Kuciński, adwokat był, jedną z osób, u których deponował ważne dokumenty. Ale Kuciński zmarł nagle w maju 2011 roku. Dwa miesiące później zmarła Róża Żarska, prawniczka współpracująca z Lepperem, a tajemnicze dokumenty zniknęły śladu. Przedziwny zbieg okoliczności.
Według kwestionujących wyniki prokuratorskiego śledztwa, polityk miał zostać zamordowany albo ktoś miał zmusić go do popełnienia samobójstwa. Dziennikarz Wojciech Sumliński, powołując się na funkcjonariusza Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Tomasza Budzyńskiego wskazywał, że motywem miały być kompromitujące polityków informacje, w których posiadanie miał wejść Andrzej Lepper. Sumliński napisał nawet książkę „Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera”, ale o niej później.
Z kolei według Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”, Andrzej Lepper chciał ujawnić nowe informacje dotyczących przecieku o akcji służb w sprawie afery gruntowej i obawiał się o swoje życie.
- Nie tylko mówił, że boi się o swoje życie. Z moich kontaktów z nim wynikało, że szukał dla siebie jakiejś formy zabezpieczenia. Mam to nagranie, ale z oczywistych względów jest ono teraz własnością prokuratury. Powiem tyle, że Andrzej Lepper chciał potwierdzić wersję Jarosława Kaczyńskiego w sprawie afery przeciekowej. Jego strach ewidentnie wiązał się właśnie z tą aferą – mówił Sakiewicz w rozmowie z „Super Expressem.” Naczelny „Gazety Polskiej” sam zgłosił się do prokuratury i złożył zeznania w tej sprawie.
Ale wątpliwości i pytań związanych ze śmiercią byłego lidera Samoobrony jest więcej. Trudno zrozumieć, dlaczego czekano aż trzy dni na przeprowadzenie sekcji zwłok Leppera. Zbagatelizowano również ślady butów, które wykryli policyjni technicy na miejscu zdarzenia. Trudno wytłumaczyć również brak czyichkolwiek odcisków palców na krześle, na które miał wejść Andrzej Lepper. Jak przeniósł je były wicepremier nie zostawiając żadnych śladów? Śledczy tłumaczą, że krzesło ujawnione w pobliżu zwłok pana Andrzeja Leppera było krzesłem tapicerowanym. Możliwość naniesienia śladów daktyloskopijnych na tego typu krzesło jest ograniczona. Tyle, że te tłumaczenia nie wszystkich przekonują.
Piotr Tymochowicz, doradca mediowy Leppera w 2020 roku opublikował na Facebooku wymowny post.
„Kolejna Rocznica Śmierci Mojego bardzo zdolnego ucznia, potem Wiernego Przyjaciela. Jego oprawcy bezpośredni i pośredni nie zostali ani osądzeni, ani nawet przesłuchani, ale kiedyś nadejdzie ten sprawiedliwy dzień. Tego jestem pewien” - pisał Tymochowicz.
Współpracownik lidera Samoobrony twierdził, że tuż przed śmiercią polityk obawiał się o swoje życie.
„Andrzej Lepper stanie się Symbolem Sprawiedliwych Rozliczeń. Podczas naszej ostatniej rozmowy powiedział mi: „Piotrze, tym razem czuję, że chcą mnie zabić”. Kilka godzin później nie żył!!! Kilka godzin później został bestialsko zamordowany!!!”- pisał doradca do spraw wizerunkowych.
W maju 2017 roku inny współpracownik Andrzeja Leppera, Sławomir Izdebski, złożył formalny wniosek o wznowienie śledztwa w sprawie śmierci byłego lidera Samoobrony.
- O to, jak zginął Andrzej Lepper, trzeba by zapytać osób, które to widziały. Chyba mało kto wierzy, że mógł sobie odebrać życie. Jego długi wykorzystano jako pretekst. To nie była śmierć samobójcza. Trzeba było czasu na analizę wielu sytuacji. Jest wiele rzeczy, które prokuratura musi wyjaśnić – mówił w 2015 roku na antenie Telewizji Republika. - Andrzej Lepper miał wiele informacji, które wstrząsnęłyby wymiarem sprawiedliwości, miał ujawnić szokujące dokumenty Jarosławowi Kaczyńskiemu. Te dokumenty zostały skradzione. Następnie jego prawnik, który posiadał kopie, również został zamordowany (...) - relacjonował Sławomir Izdebski. Jego zdaniem, Andrzej Lepper posiadał wiedzę o największych aferach, w których biznes mieszał się z polityką.
Ale śledczy nie wznowili śledztwa. Z pisma Prokuratury Okręgowej w Warszawie z 9 lutego 2018 roku, do którego dotarła Wirtualna Polska, wynika, że od stycznia 2017 roku prokuratorzy prowadzili „czynności dowodowe” mające na celu „zweryfikowanie okoliczności przemawiających za koniecznością” podjęcia na nowo śledztwa w sprawie śmierci byłego wicepremiera.
W tym czasie przesłuchano wielu świadków, także Wojciecha Sumlińskiego autora „Niebezpiecznych związków Andrzeja Leppera”. Dziennikarz napisał w niej, że szef Samoobrony miał bardzo dużą wiedzę na temat „gazowego przekrętu stulecia”. Chodziło o polsko-rosyjskie negocjacje gazowe. Dokumenty obciążające niektórych polityków biorących udział w rozmowach miały zaginąć po śmierci Leppera. Prokuratura nie stwierdziła jednak, żeby „ewentualna wiedza” byłego wicepremiera o „nieprawidłowościach przy kontrakcie gazowym z 2010 r. miała jakikolwiek związek z jego śmiercią”.
Izdebski w swoi wniosku o wznowienie śledztwa podkreślał to, o czym mówili też inni, że policjantom z Komendy Stołecznej, którzy przybyli na miejsce śmierci zabezpieczyli ślady butów dwóch osób, które były w łazience Andrzeja Leppera w dniu jego śmierci. Te ślady nie zostawiła żadna z osób z otoczenia Leppera. Tak więc w dniu i na miejscu śmierci Leppera były dwie osoby o nieustalonych personaliach. W 2011 roku prokuratura w ogóle nie podjęła tego tropu, mimo że policjanci prowadzili swoje postępowanie w kierunku tzw. udziału osób trzecich.
Teraz śledczy odnieśli się do tych wątpliwości.
„Część śladów traseologicznych (traseologia - technika kryminalistyczna zajmująca się badaniem śladów – przyp. red.) rzeczywiście nie została zidentyfikowana, jednakże z ww. okoliczności nie wynika wniosek, iż fakt ich pozostawienia miał związek ze śmiercią Andrzeja Leppera" – czytamy w piśmie prokuratury. „Ślady te mogły zostać naniesione w nieustalonym czasie przez osoby uprawnione, w tym samego Andrzeja Leppera lub jego gości, jeżeli ww. osoby poruszały się w obuwiu nieprzedstawionym do badań porównawczych” – pisze prokuratura.
W dokumencie czytamy, że analiza „całości materiału dowodowego” zgromadzonego w postępowaniu nie wskazuje, aby postanowienie o jego umorzeniu było „niezasadne lub przedwczesne” i by „zachodziła konieczność” podjęcia go na nowo.
Dlaczego Andrzej Lepper miałby odebrać sobie życie? Cztery lata wcześniej jego partia znalazła się poza Sejmem. W 2011 roku Samoobrona nic nie znaczyła na politycznej scenie, Lepperem nikt się już nie przejmował. Zapomnieli o nim nawet jego byli partyjni koledzy. Nie zapraszali na imprezy, czy spotkania, jakie organizowali. Podobno Lepper chodził zniechęcony i smutny, jednemu ze współpracowników miał mówić, że nie ma już siły walczyć z przeciwnościami losu, zaszczuciem oraz wszystkim, co się działo od czasu afery gruntowej. Jego syn chorował. Kilka miesięcy wcześniej zatruł się oparami chemicznymi podczas pracy w polu. Był w poważnym stanie. Lepper miał podobno radzić się nawet znachorów, jak mu pomóc.
Według śledczych miał także poważne problemy finansowe. Długi samego Leppera przekraczały ok. 150 tys. złotych, zobowiązania jego syna - ponad 200 tys. złotych.
- Na biurku Leppera znaleźliśmy m.in. zaklęcie na przypływ pieniędzy oraz różne wróżby. Pogarszający się stan psychiczny potwierdzili także świadkowie - mówi mediom w 2012 roku Dariusz Ślepokura, ówczesny rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Nie wszystkich te tłumaczenie przekonują. Sprawa śmierci Andrzeja Leppera wciąż rozpala wyobraźnie. Wątek upozorowanego na samobójstwo zabójstwa polityka Samoobrony pojawił się w filmie „Służby specjalne” Patryka Vegi. Spektakl „Tu Wersalu nie będzie!” w reżyserii Rabiha Mroué, wystawiony premierowo w Teatrze Polskim w Bydgoszczy w czerwcu 2016 roku, został określony mianem „ilustracji myślenia spiskowego na temat śmierci Andrzeja Leppera.” Śmierci lidera Samoobrony został poświęcony jeden z odcinków programu publicystycznego „Teoria spisku” Tomasza Sekielskiego. Według Sekielskiego „są trzy możliwe hipotezy dotyczące śmierci Leppera: lider Samoobrony popełnił samobójstwo, został zamordowany albo zmuszony do samobójstwa”.
- Nie przesądzam, co się wydarzyło. Uważam, że wokół sprawy jest nadal mnóstwo znaków zapytania - powiedział Sekielski w rozmowie z Wirtualną Polską. I podkreślił, że „nie wyklucza, iż mogło dojść do sytuacji, w której ktoś zmusił Leppera do popełnienia samobójstwa albo że został on zastraszony, ponieważ miał jakąś wiedzę i doszło do sytuacji, która go przerosła”.
Czy sejmowa komisja śledcza byłaby w stanie wyjaśnić sprawę śmierci Andrzeja Leppera? Odpowiedzieć na wszystkie wątpliwości tych, którzy nie wierzą w samobójstwo byłego lidera Samoobrony? Trudno dzisiaj odpowiedzieć na to pytanie, tyle że powoływanie takiej komisji na rok przed wyborami chyba rzeczywiście mija się z celem.

Współpraca: Anita Czupryn

Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.