Vivat polýtechnos, vivant professores. Rozmowa z rektorem Akademii Morskiej w Szczecinie

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Szkocki
Małgorzata Klimczak

Vivat polýtechnos, vivant professores. Rozmowa z rektorem Akademii Morskiej w Szczecinie

Małgorzata Klimczak

Akademia Morska robi kolejny milowy krok w swojej działalności - uzyskała status politechniki. To duży prestiż i lepsza oferta dla studentów. Opowiada o tym rektor - prof. Wojciech Ślączka.

Od 1 września 2022 r. Akademia Morska stanie się Politechniką Morską w Szczecinie. Kiedy uczelnia była gotowa do tej zmiany i zaczął się proces przekształcania?

Pomysł pojawił się we wrześniu ubiegłego roku, kiedy zobaczyliśmy, jak funkcjonują nasze dwa nowe wydziały, i sprawdziliśmy, czy mamy na Wydział Informatyki i Telekomunikacji oraz Mechatroniki i Elektrotechniki oczekiwane przez nas nabory. Okazało się, że sytuacja wygląda dla nas pomyślnie. Wyniki ewaluacji naszej uczelni również napawały optymizmem, więc stwierdziliśmy, że jest szansa na podniesienie statusu uczelni. Ważnym bodźcem dla nas była też współpraca z Ministerstwem Edukacji i Nauki oraz z Ministerstwem Infrastruktury. To spowodowało, że będąc uczelnią w pełni akademicką, chcieliśmy podnieść swój status do rangi politechniki, żeby pokazać nasz charakter kształcenia. Nie ukrywam, że na naszą decyzję wpływały też rankingi ogólnopolskie i branżowe. Okazało się, że pracodawcy szukają kadry inżynierskiej na politechnikach. Akademie i uniwersytety są pozycjonowane nieco niżej. Oczywiście jest też przesłanka finansowa - jako politechnika będziemy mieć wyższą subwencję na funkcjonowanie uczelni.

W ofercie uczelni pojawia się coraz więcej kierunków „niepływających” i rozwijacie się także w stronę zawodów „lądowych”. Dlaczego?

Pilnujemy, żeby nasza uczelnia rozwijała się i dostosowywała do potrzeb szeroko pojętej gospodarki morskiej. Chcemy dostarczać kadr nie tylko do eksploatacji statków, ale i przemysłu morskiego. Rozwijamy się więc w takich obszarach, jak: geodezja morska, morska energetyka wiatrowa i mechatronika na rzecz przemysłu morskiego. Gdyby zrobić podsumowanie funkcjonowania uczelni, jesteśmy mocno osadzeni w kształceniu kadr na potrzeby przemysłu i gospodarki morskiej. Jeśli chodzi o studentów pływających, to obserwujemy też pewnego rodzaju zmianę w nastawieniu młodzieży do pracy na morzu. Coraz mniej jest w Polsce młodych ludzi chętnych do wykonywania zawodu marynarza. Można prowadzić dyskusje, z czego to wynika. My stawiamy diagnozę, że praca na lądzie staje się coraz bardziej opłacalna w stosunku do pracy na morzu, mimo że nadal ta druga miesięcznie przynosi wyższe zarobki. Przy czym należy pamiętać, że najczęściej jest to praca kontraktowa, natomiast praca na lądzie jest na umowę o pracę i pensję się dostaje regularnie, więc młodzież kalkuluje. Drugi aspekt to charakter pracy. Praca na morzu jest ciężka, związana z ryzykiem, związana z byciem poza domem. Niemniej optymistyczne jest to, że od paru lat mamy stałą liczbę kandydatów na kierunki pływające, więc tradycja tego zawodu w Polsce będzie kontynuowana. Jeśli flota będzie się w Polsce rozwijała, na pewno da to nowy impuls do szukania pracy w tym zawodzie.

Młodzież też śledzi to, co się dzieje na rynku gospodarczym i w jakim kierunku rozwija się rynek pracy...

Tak, rozwija się energetyka wiatrowa. Kiedy ogłaszaliśmy w ubiegłym roku nabór na inżynierię przemysłową i morską energetykę wiatrową, to mieliśmy na tyle dużą liczbę kandydatów na studia, że utworzyliśmy grupę. Młodzież widzi, że idziemy w kierunku off shore’ów (z ang. na morzu - dop. red.), taniej energii od strony wody, i tam będą poszukiwani specjaliści. Są to oczywiście zawody związane z bardzo wysokimi kompetencjami, a my ich chcemy kształcić kompletnie, żeby ich przygotować do pracy w przemyśle energetycznym. Mam nadzieję, że tegoroczny nabór utwierdzi nas w tym, że przyjęliśmy dobry kierunek i będzie jeszcze więcej kandydatów we wrześniu.

Jakie jest zainteresowanie innymi kierunkami „niepływającymi”?

Nasza informatyka cieszy się bardzo dużą popularnością, choć to charakterystyczne dla każdej uczelni, która oferuje ten kierunek. Nasz jest na tyle specyficzny, że jest również nakierowany na programowanie urządzeń i maszyn wykorzystywanych w gospodarce morskiej oraz na supernowoczesne technologie - na automatyzację i robotyzację, która też jest obecna w przemyśle morskim, gdzie następuje sukcesywna informatyzacja floty i statków. Jeśli chodzi o mechatroników, to są bardzo trudne studia. Chciałbym to trochę odczarować, u nas nie jest aż tak źle. Pomagamy studentom skończyć kierunki techniczne, dajemy możliwość konsultacji zajęć, poprawek, dokształcamy. Mamy zajęcia wyrównawcze na I roku, jeśli ktoś przyjdzie do nas ze szkoły średniej, gdzie poziom matematyki czy fizyki nie był zadowalający. To daje możliwość uzupełnienia wiedzy i skończenia studiów. Na mechatronice inwestujemy w laboratoria. Chcemy, żeby studenci pracowali u nas na najnowocześniejszym sprzęcie. Nie ukrywam, że trochę to kosztuje, ale udaje nam się we współpracy z Ministerstwem Infrastruktury pozyskiwać środki na rozwój uczelni. Powstają też zespoły naukowe i mam nadzieję, że niedługo będziemy mogli się pochwalić dokonaniami naukowymi.

Ostatnio uczelnia otrzymała ponad 70 mln zł na budowę Polskiego Ośrodka Szkoleniowego Ratownictwa Morskiego. To kolejna ważna inwestycja, która pozwoli szkolić nie tylko absolwentów uczelni, ale także osoby z zewnątrz, co podniesie prestiż placówki.

To bardzo ważna część naszej działalności. Młodzież, wybierając studia, kieruje się również prestiżem uczelni i atrakcyjnością studiów. Jeśli oferujemy studentom atrakcyjny, urozmaicony proces kształcenia - laboratoria, symulatory, ćwiczenia, aktywne zdobywanie umiejętności, to się przekłada PR-owo na następne pokolenia, które do nas przyjdą. Student, który od nas wychodzi, jest bardzo dobrze wykształcony teoretycznie i praktycznie. Ale po skończeniu uczelni nie ma jeszcze pełnych kompetencji w zakresie pójścia do pracy w offshore czy morskiej energetyce wiatrowej. Każdy musi dodatkowo zrobić specjalistyczne kursy w renomowanych ośrodkach międzynarodowych. My, mając Polski Ośrodek Szkoleniowy Ratownictwa Morskiego i campus przy Willowej, wprowadzamy te elementy do programu kształcenia. Dzięki temu na wyjściu nasi studenci będą już w pełni przygotowani do tego rodzaju pracy. Młode pokolenia będą wiedziały, że jak do nas przyjdą, na końcu dostaną nie tylko wiedzę teoretyczną, ale też praktyczną, która jest dla wszystkich obowiązkowa. To jest pierwszy aspekt, a drugi to nasza misja kształcenia ustawicznego. Misją publicznej uczelni wyższej jest obowiązek ciągłego kształcenia swoich absolwentów - aktualizowania ich wiedzy i umiejętności. Nasz rozwój sprawia, że absolwenci będą do nas wracać. Do podnoszenia swoich kwalifikacji będą wybierać nas, a nie Irlandię czy Belgię. Nasze kompetencje na morzu są ważne średnio 3-5 lat. Każdy certyfikat musimy odnawiać. Mam nadzieję, że nasi absolwenci będą odnawiać te certyfikaty u nas na sprzęcie najwyższej jakości. Najbardziej mnie cieszy to, że nasi studenci będą mieli to wszystko wpisane w programy kształcenia. Dlatego bardzo się cieszę, że premier podpisał nam wieloletni program inwestycyjny budowy POSRM. Podziękowania należą się całemu zespołowi, który od 12 lat pracował nad tym projektem. Jak to zbudujemy, to mamy supernarzędzie do kształcenia ratowników i wszystkich studentów kierunków pływających.

Akademia Morska od lat współpracuje z firmami zewnętrznymi i śledzi otoczenie gospodarcze. Którzy współpracownicy uczelni mają największy wpływ na jej rozwój?

Umów mamy bardzo dużo. Są dwie grupy firm - po pierwsze, te związane z transportem i żeglugą wodną, które biorą studentów na praktyki. Młodzi ludzie na początku nauki często nie wiedzą, jak się poruszać po statku, dlatego takie praktyki są dla nich ważne. Mogę wymienić nasze rodzime firmy armatorskie Unibaltic, Euroafrica czy PŻB, chociaż jest ich więcej i nie chciałbym nikogo pominąć. Jeśli chodzi o praktyki 12-miesięczne, fenomenalnie współpracuje się nam z pośrednikami lokalnymi, którzy zatrudniają marynarzy na statkach różnych bander czy floty. Druga grupa to firmy, które zatrudniają studentów kierunków „niepływających”, zajmujące się elektroniką morską, mechatroniką czy informatyką, szeroko pojętym sektorem TSL (transport, spedycja, logistyka). Takich umów mamy bardzo dużo i współpraca z przemysłem w zakresie praktyk jest bardzo dobra. Często też rozmawiamy z szefami tych firm na temat uzupełniania naszego programu kształcenia. Mamy Radę Uczelni, która zajmuje się nadążaniem za zmianami potrzeb pracodawców, w szczególności na kierunkach „niepływających”. Staramy się kształcić studentów tych kierunków pod potrzeby pracodawców. Teraz liczymy, że uda nam się wejść w niszę - eksploatację silników małolitrażowych w pojazdach takich, jak ciężarówki czy hybrydy w samochodach osobowych. To byłby pewien wyłom w gospodarce morskiej. Żadna uczelnia w pobliżu nie nawiązała takiej współpracy.

Prestiż uczelni budują nie tylko kwestie naukowe, ale też działalność społeczna, kulturalna czy sportowa. Wy macie perełkę - Chór Akademii Morskiej.

Chór jest bardzo znany. Trzeba podkreślić wyjątkową rolę pani dyrektor Sylwii Fabiańczyk-Makuch. Jej charyzma powoduje, że ściąga ludzi, a my ją wspieramy. Wartością dodaną chóru jest to, że tworzy się wokół niego przyjazna społeczność. Część osób to nasi studenci, ale dołączają też osoby z zewnątrz. Chór jest nie tylko naszą reklamą, wizytówką uczelni, ale też centrum integracji społeczności skupionej wokół uczelni. To niezwykły projekt, z którego sukcesów jesteśmy dumni. Mamy też sekcje sportowe, związane z wodą, jak wioślarska czy żeglarska, ale nie tylko. Teraz szukamy trenera, który stworzyłby drużynę siatkówki lub kosza. Studentów mamy bardzo aktywnych we wszystkich aspektach, również tych społecznych, jak ostatnio pomoc Ukraińcom. Pomysłów mają tak dużo, że na wszystko nie starcza nam pieniędzy, ale wspieramy ich. Trzeba też pamiętać, że nie jesteśmy uczelnią olbrzymią. Nasza młodzież też jest trochę inna niż na większych uczelniach, bo bardziej nastawiona na bycie aktywnym, bardziej zdecydowana. Jak coś zaczną robić, to chcą to skończyć, wszystko mierzą efektami.

Przekształcenie Akademii Morskiej w Politechnikę Morską to oczywiście prestiż, ale też trochę pracy.

Teraz największą pracę do wykonania mają działy finansowy i administracyjny, pion kanclerza i pion kwestury. Ich praca to dostosowanie struktur finansowych i organizacyjnych uczelni do politechniki. Chcemy, żeby to była pełna sukcesja: tak, by zachować ciągłość. Wiedzieliśmy, że wraz z tą zmianą powstaje nowy byt gospodarczy i to za sobą pociągnie pewne konsekwencje w zakresie synchronizacji prawa. Niemniej ustawa jest tak napisana, że jeśli chodzi o naszych pracowników, to jest pełna kontynuacja umów o pracę, stanu zatrudnienia. Także kształcenia studentów, którzy z automatu stają się studentami Politechniki Morskiej.

Rozpoczęła się rekrutacja pierwszego rocznika na Politechnikę Morską. Taki prezent na jubileusz 75-lecia. Zobaczymy pierwszą paradę Politechniki Morskiej.

Inauguracja roku akademickiego będzie wyjątkowa, bo będzie przekazanie sztandarów i duża gala. Mam nadzieję, że mieszkańców Szczecina też.

Małgorzata Klimczak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.