Tegoroczna penetracja dna. Oto wyniki badań

Czytaj dalej
Marek Rudnicki

Tegoroczna penetracja dna. Oto wyniki badań

Marek Rudnicki

To pierwsze badania, które kompleksowo zinwentaryzują co leży na dnie przy wejściu do portu.

Od czerwca do sierpnia Muzeum Oręża Polskiego prowadziło podwodne badania archeologiczne przy wejściu do portu w Kołobrzegu. Próbowano raz na zawsze zewidencjonować zalegające na dnie wraki, potwierdzić legendy i opowieści lub im zaprzeczyć.

Przebadano akwen w odległości około 1,5 km od obecnej linii brzegowej o powierzchni 9 km kwadratowych.

- Mimo wielowiekowej, bogatej historii i tradycji morskiej miasta, rejon Kołobrzegu nie doczekał się dotychczas kompleksowych i systematycznie prowadzonych podwodnych badań oraz poszukiwań śladów bytności człowieka na tym odcinku wybrzeża - uważa Michał Grabowski, kierownik projektu i koordynator prac z ramienia Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu. - Wszelkie dotychczasowo podejmowane działania miały charakter doraźnych, ratunkowych przedsięwzięć. Warto tu wymienić akcję wydobycia wraku samolotu Focke Wulf Fw 190, który rozbił się w marcu 1945 roku blisko falochronu wschodniego portu. Dzięki podjętym wówczas działaniom 5. Batalionu Rozpoznawczego szczątki maszyny można dziś podziwiać w oddziale muzeum przy ul. Emilii Gierczak 5. Również po wscho-dniej stronie kołobrzeskiej plaży w 2011 roku podjęto się wydobycia i zabezpieczenia pozostałości stalowej, nitowanej jednostki pływającej, na którą natrafiono w trakcie prac związanych z umocnieniem brzegu. Z wraku udało się wówczas pozyskać elementy wyposażenia, które też przekazano muzeum. A wśród nich między innymi śrubę napędową oraz tabliczkę znamionową z nazwą producenta napędowej maszyny parowej.

Dwa etapy badań

Podstawowym założeniem badań była ich nieinwazyjność. Chodziło o lokalizację jak największej liczby nowych stanowisk archeologicznych, ich rozpoznanie, dokumentację i inwentaryzację bez konieczności podejmowania jakiejkolwiek ich eksploracji czy wydobywania zabytkowych przedmiotów na powierzchnię.

- Z tego powodu główny ciężar badań położono na rozpoznanie wybranego fragmentu akwenu przy wykorzystaniu aparatury hydroakustycznej - wyjaśnia Michał Grabowski. - Tą część prac podzielono na dwa zasadnicze etapy.

Wyniki badań

Z ponad 170 wytypowanych w pierwszym etapie badań sonarowych obiektów, jedynie kilkanaście stwarzało podstawy do przeprowadzenia dalszych badań przez płetwonurków.

Część z nich okazało się współczesnymi przedmiotami. W przypadku kilkunastu najbardziej obiecujących obiektów nurkowie natrafili na przedmioty w postaci betonowych bloków (pozostałości po budowie portu), pozostałości po sieciach rybackich i trałach, a nawet podkładów kolejowych.

- Jedynym zinwentaryzowanym w trakcie tegorocznych prac stanowiskiem jest wrak blisko 40-metrowej stalowej, nitowanej jednostki, znanej w lokalnym środowisku nurkowym jako Kanonierka - opowiada Michał Grabowski.

Wrak zlokalizowano w odległości ok. 1 mili morskiej na północny-wschód od wejścia do portu. Statek spoczywa na głębokości około 11 - 12 metrów na równej stępce, a cała jego konstrukcja zagłębiona jest w dnie na wysokość około połowy pokładu.

- Stan zachowania wyższych, wystających z dnia partii kadłuba utrudnia jednoznaczną identyfikację jednostki - wyjaśnia Grabowski. - Analiza widocznych na powierzchni dna elementów pozwala jednak wstępnie określić wrak jako pozostałość po niemieckim promie desantowym. Być może jest to typ Marinefahrprahm (MFP). Jednostki tego typu opracowano jeszcze na początku wojny, głównie na potrzeby przygotowywanej niemieckiej operacji desantowej na Wielką Brytanię o kryptonimie Seelöwe. Produkowane na masową skalę w różnych wariantach i podtypach wykorzystywano w niemieckiej marynarce wojennej na praktycznie wszystkich frontach II wojny światowej.

Dlaczego jednostka znalazła się w pobliżu kołobrzeskiego frontu? Badacze przypuszczają, że odnaleziony egzemplarz był częścią floty ewakuacyjnej, wykorzystanej przy wycofywaniu się wojsk niemieckich i ludności cywilnej z oblężonego w marcu 1945 roku Kołobrzegu.

- W trakcie amatorskiej eksploracji przez grupę płetwonurków w 1999 roku udało się wydobyć i przekazać do Muzeum Oręża Polskiego część obecnych jeszcze wewnątrz kadłuba przedmiotów, głównie rzeczy osobistych załogi - przypomina Grabowski. - Niestety na ich podstawie również wówczas nie udało się chociaż częściowo przybliżyć losów jednostki.

Przyszłość projektu

Muzeum Oręża Polskiego planuje w następnych latach prowadzić kolejne poszukiwania i inwentaryzować podwodne stanowiska wrakowe w rejonie Kołobrzegu.

Dzięki stosowaniu coraz nowocześniejszych metod dokumentacji, „podwodne skarby” mają szansę stać się dostępne na wyciągnięcie ręki. Muzeum już dziś poważnie myśli o stworzeniu w przyszłości „Wirtualnego Skansenu Wraków”.A

Marek Rudnicki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.