Bogna Skarul

Ta powieść, choć liniowa, jest w dwóch wymiarach - każdy tam coś swojego znajdzie

Ta powieść, choć liniowa, jest w dwóch wymiarach - każdy tam coś swojego znajdzie Fot. Sebastian Wołosz
Bogna Skarul

Szczecinianin. Studiował na politechnice oraz na szkołach filmowych w Łodzi i w Monachium. Pracował jako redaktor, reporter (między innymi w „Morzu i Ziemi”), copywriter, ghostwriter, scenarzysta, reżyser, urzędnik, finansista a także pracował jako kelner, trymer, tragarz i „królik doświadczalny”, Laureat wielu nagród reporterskich. Obecnie przedsiębiorca. Mieszka w Niemczech. Jego hobby to jazda na rowerze, kopanie dołów i tropienie księżniczek. Rozmowę z Grzegorzem Matzem przeprowadziła Bogna Skarul.

Właśnie wydałeś drugą swoją książkę. O czym ona jest?

To właściwie kontynuacja pierwszej mojej powieści. I tak samo jak pierwsza książka, ma pseudomatematyczny tytuł - „Liczby niedokończone”. Pierwszą - co przypomnę - zatytułowałem „Liczby stałe”. Oczywiście, żadne z tych pojęć nie jest pojęciem matematycznym. Ale w powieściach te tytuły mają swoje uzasadnienie.

Nie będę pytać jakie, bo za dużo byśmy zdradzili, a przecież mogą tę naszą rozmowę czytać osoby, które jeszcze nie czytały twojej książki.

Właśnie. Mogę jedynie zachęcić tych, którym podobała się pierwsza moja książka, że w drugiej opowiadam o dalszych przygodach tych samych bohaterów. Jest ten sam narrator - głównie powieść wiąże się przez osobę narratora - który opowiada o dalszych losach swoich i swoich przyjaciół.

Czy jest coś jeszcze co łączy te dwie twoje książki?

Miejsce. To dla mnie ważne, aby akcja toczyła się w Szczecinie. Bo gdziekolwiek bym nie mieszkał, gdziekolwiek bym nie żył, to centralnym dla mnie punktem na świecie jest Szczecin. Tu spędziłem większość swojego życia, a przede wszystkim tu spędziłem dzieciństwo. I to we mnie siedzi. A poza tym dobrze mi się w tle Szczecina opowiada różne historie.

To Szczecin jest jednym z bohaterów - tak jak to było w pierwszej książce - twojej nowej powieści?

Odpowiem na to pytanie anegdotą. Po napisaniu pierwszej książki zdarzyły mi się historie, że rozmawiałem z czytelnikami, którzy nigdy w Szczecinie nie byli. Jedna pani z Łodzi powiedziała mi, że tak ładnie opisałem Szczecin, a ona nigdy w tym mieście nie była i ma teraz ogromną ochotę tu przyjechać. Z kolei pan - nie pamiętam już skąd - napisał mi, że choć wiele razy był w Szczecinie, to zupełnie inaczej odbierał to miasto. Druga moja książka też osadzona jest w Szczecinie, ale już nie tak bardzo jak poprzednia.

To już nie chcesz zachęcać czytelników z głębi Polski do odwiedzenia Szczecina (śmiech)?

Nie, nie o to chodzi. W drugiej mojej powieści już nie jest tak istotny ten koloryt miasta. Już nie jest tak konieczna ta historia polsko-niemiecko-żydowska. Więc z niej zrezygnowałem. Ale występują znane ulice, pokazuję znane miejsca.

Mówisz, że ta nowa powieść jest kontynuacją pierwszej. Czy czytelnik, który nie przeczytał pierwszej części będzie miał kłopot aby zrozumieć drugą?

Bałem się, aby tak nie było. Okazuje się - a rozmawiałem już z osobami, którzy mają za sobą lekturę tylko drugiej książki - że mi się to udało. Obie powieści są kompletnie samodzielne. Nie ma żadnego obowiązku, aby składać je w całość (śmiech).

Tym razem twoi bohaterowie o czym opowiadają?

Trudne pytanie. Starałem się napisać tę powieść w dwóch wymiarach. Co prawda nigdy nie opowiada się jak powstaje powieść, ale tobie to mogę wyznać. Ta książka opowiada jakąś liniową historię - coś komuś się stało, jest tu trochę sensacji, trochę grozy - ale jednocześnie jest tak zrobiona, że składa się z różnych opowieści. I teraz czytelnik może sobie poskładać te poszczególne opowieści na swój sposób, aby odczytać w książce coś zupełnie innego. Od początku pisania miałem taki zamiar i mi się to udało.

Skąd wiesz?

Bo jestem po rozmowach z pierwszymi moimi czytelnikami, którzy - każdy osobno - mówi mi, że według niego ta książka jest o zupełnie czymś innym niż przed chwilą powiedział mi inny jej czytelnik. Nie ma takiego jednoznacznego odbioru. O to chodziło.

Dlaczego tak ci na tym zależało?

Bo każdy w książce może sobie poszukać odpowiedzi na swoje pytania. Są w powieści próby odpowiedzi na te odwieczne pytania, ale tylko próby.

Co to za ważne pytania dręczą twoich bohaterów?

Takie jak wszystkich, czyli po co żyjemy i co robić z naszym życiem, żeby było fajne.

A co to znaczy fajne życie?

Nie wiem. Ale moi bohaterowie są w takich sytuacjach nasycenia tym wszystkim co było w przeszłości, niby osiągnęli już jakiś spokój, ale ten spokój rodzi niepokój.

Na ile ta powieść opisuje twoje życie, twoje przygody?

Wiele z tych historii, które opisałem miałem okazję przeżyć, wiele wyczytałem, wiele obserwowałem.

Czyli to co napisałeś to jest prawdziwe?

Nie, powieść to jest powieść. To nie jest moja autobiografia ani żaden rachunek sumienia. To jest po prostu powieść. Bo pisanie, tak w ogóle każdy akt twórczy, jest wywlekaniem swojej duszy na zewnątrz. To jest pokazywanie i namawianie odbiorów - dotknijcie tego ze mną, bądźcie ze mną. To jest ta potrzeba twórcza. Z tej potrzeby wszystko wynika. Chodzi generalnie o to aby ktoś jeszcze razem z tobą przeżywał te emocje, aby był blisko. Twórcy chcą czuć bliskość. I tego - niby wyznanie - bym się nie wstydził - tak już jest i już. Dla mnie jest to ważne.

Twoi bohaterowie w pierwszej książce trochę podróżowali. Czy w drugiej też jeżdżą?

Nie. Nie ma już wątków ukraińskich. Gdy pisałem pierwszą książkę, to akurat byłem po podróży do Wołynia. To są strony mojego ojca i dziadka, którzy stamtąd w 1943 roku uciekali przed rzezią wołyńską - zresztą w tej rzezi zginął brat mojego ojca - wtedy gdy pisałem miałem wrażenie, że coś zupełnie nieznanego czytelnikowi w Polsce odkrywam. Ale dziś Wołyń już jest znany. A historia mojej rodziny związanej z Wołyniem jest już dla mnie zamknięta. Co ciekawe, przez lata całe, ten watek wołyński w mojej rodzinie w ogóle nie funkcjonował. Dopiero krótko przed śmiercią ojciec opowiedział mi historię swojej rodziny stamtąd. To było dla mnie niesamowite. W Polsce ten temat nie istniał, w mojej rodzinie nie istniał. Dopiero teraz o tym rozmawiamy. Ale ja już nie chcę do tego wracać. Chcę napisać trzecią powieść, ale nie o Wołyniu.

To o czym będzie trzecia część? Masz pomysł?

Tak mam już wszystko ułożone w głowie. Teraz muszę tylko usiąść i napisać. A jak pewnie wiesz, to ciężka i żmudna praca. Ale chcę to zrobić, bo odbiór tej pierwszej i drugiej książki mnie do tego zachęca.

Podobno pisanie drugiej książki jest najtrudniejsze.

Nie wiem jak to jest. Ale ja nie chcę być pisarzem zawodowym. Żyję zupełnie z czegoś innego. Trzecią książkę napiszę, aby wszystko pozamykać. Mam nadzieję, że wyjdzie już w przyszłym roku.

Szczecinianin. Studiował na politechnice oraz na szkołach filmowych w Łodzi i w Monachium. Pracował jako redaktor, reporter (między innymi w „Morzu i Ziemi”), copywriter, ghotswriter, scenarzysta, reżyser, urzędnik, finansista a także pracował jako kelner, trymer, tragarz i „królik doświadczalny”, Laureat wielu nagród reporterskich. Obecnie przedsiębiorca . Mieszka w Niemczech pod Szczecinem. Jego hobby to jazda na rowerze, kopanie dołów i tropienie księżniczek.

Wydał właśnie drugą swoją książkę - „Liczby niedokończone”. To opowieść o różnych obliczach namiętności, miłości, ale też o granicach możliwości kreowania swojego życia, swojej czasoprzestrzeni. Ta powieść jest kontynuację wydanej wcześniej książki pod tytułem „Liczby stałe”. W planach ma napisanie trzeciej części przygód tych samych bohaterów - Grzesia, Też - Grzesia i Prezesa Kapituły - Wojtka.

Bogna Skarul

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.