Roman Ficek: Biegiem przez życie. Niezwykłe przypadki ultramaratończyka

Czytaj dalej
Fot. Anna Kaczmarz
Jacek Żukowski

Roman Ficek: Biegiem przez życie. Niezwykłe przypadki ultramaratończyka

Jacek Żukowski

Łamie bariery, stereotypy. Na każdym kroku udowadnia, że niemożliwe nie istnieje. Wyznacza sobie cele, realizuje je, śrubuje wyniki. Biega po Karpatach, Tatrach, ma w planach wyprawy po Europie i na inne kontynenty. Roman Ficek ze Skawicy jest biegaczem długodystansowym. Gdzie jest kres jego możliwości? Tego sam nie wie...

Ile razy można wbiec na Rysy?

Wielu z Czytelników było na najwyższym polskim szczycie – na Rysach (2499 m n. p. m.). Przeciętny człowiek idzie na niego spod schroniska nad Morskim Okiem 4 godziny i schodzi w ciągu 3. A więc to wyprawa na 7 godzin. Naprawdę? Można wejść i zejść, a właściwie wbiec w 2,5 godziny. Ficek pokazał ostatnio, że w ciągu doby można to zrobić dziewięciokrotnie! Zimą! Pokonał 63 km trasy i ponad 10 tys. metrów przewyższenia.

- Dlaczego wybrałem Rysy? - zastanawia się Ficek. - Bo to popularny szczyt, najwyższy w Polsce, poza tym mogłem zrobić 24-godzinny bieg, działać też w nocy, bo było to możliwe w Tatrzańskim Parku Narodowym tylko do końca lutego. Chciałem zrobić coś, czego za chwilę ktoś nie pobije, bo trzeba się do tego przygotować mentalnie i fizycznie. Chciałem, by to było wyzwanie z najwyższej półki.

Zimowe warunki są jednocześnie trudnością, ale zarazem zaletą. Nie ma sypiących się kamieni, chodów, ale jest ślisko, trzeba mieć raki na butach.

- Zmieniałem obuwie, by było jak najbardziej komfortowo – mówi biegacz. - Część trasy pokonywałem w butach do biegania, górny odcinek w tych do chodzenia po górach – trekingowych z rakami. Przebieranie butów zajmowało mi od 3 do 5 min, robiłem to 18 razy więc „uciekła” godzina. Na szczęście nie było mrozu tylko temperatura dodatnia lub 0 stopni. Największa trudność? Przewyższenie. Po kilku podbiegach czułem już mięśnie. Trzeba było być skoncentrowanym – jest lód, niebezpieczeństwo lawinowe.

Ficek przed wyczynem szacował, że może uda mu się pokonać górę 10 razy.
- Tak „strzeliłem”, chciałem się przekonać, ile razy dam radę wbiec w ciągu 24 godzin – opowiada. - Mogłem przebiegać po tafli lodu przez Morskie Oko i Czarny Staw. To dało mi oszczędność 2 km podczas jednej próby, w sumie 18 km.

Potęga podświadomości

Ficek biega wyczynowo od 7 lat, teraz ma 31.
- Z dnia na dzień pomyślałem o sporcie. Wcześniej nie miałem pasji, nie fascynowałem się górami – opowiada. - Nie miałem celu w życiu. Moja przygoda zaczęła się od książek psychologicznych, takich jak choćby „Potęga podświadomości” czy „Sekret” lub „Maksimum osiągnięć” Brian’a Tracy’ego. Pokazują, jak kreować swoje życie, jak realizować swoje marzenia. Zapragnąłem mieć swoja pasję. Po kilku miesiącach poszedłem na Babia Górę na wschód słońca. Wtedy zakiełkowała myśl – chcę zdobywać góry!
Mieszkaniec Skawicy był na pobliskiej Babiej Górze wiele razy, ale wtedy nie dawało mu to satysfakcji.

- Ta jedna wizyta na szczycie spowodowała przemianę, zapragnąłem zdobywać góry, ale w sposób który robi mało ludzi – mówi biegacz. - Myślałem o czymś elitarnym. Zacząłem biegać, jeździć na rowerze, ćwiczyć. Jestem samoukiem, do wszystkiego dochodziłem sam. Wiem, kiedy mogę zrobić coś więcej. Metodą prób i błędów doszedłem do perfekcji. Do wyzwań trzeba się przygotowywać latami. Jesienią miałem kontuzję, 3 miesiące w ogóle nie biegałem, zacząłem od stycznia. Początkowo truchtem, potem coraz mocniej. Po dwóch miesiącach przygotowań pobiegłem na Rysy.

35 kilometrów dziennie

Treningi ultrabiegacza są wyczerpujące. Tygodniowo robi od 170 do 200 km. 20 km po asfalcie, reszta w górach, 6 dni w tygodniu, 30 godzin treningów, niedziela zawsze jest wolna. Trenuje w okolicach domu – biegając do Białki, Juszczyna szosą, a po górach ma o wiele ciekawsze trasy – na Halę Krupową, Policę, Mosorny Groń, Jałowiec, Babią Górę, jeździ w Tatry i Beskid Mały. Od 3 lat biega ultramaratony, uczestniczy w zawodach. O triathlonie na razie nie myśli, bo nie dopracował jeszcze pływania do perfekcji, musiałby też więcej potrenować na rowerze.

- Musiałbym mniej biegać, a nie wiem, czy mi się chce – śmieje się Ficek. - W ubiegłym roku zrobiłem sobie rowerową wycieczkę naokoło Tatr, było to 280 km przejechane w 16 godzin.

Z mięsem, czy bez mięsa?

Oprócz treningu bardzo ważna jest dieta. Nie przesadza, ale raczej pilnuje, by było dużo owoców i warzyw.
- Jestem na diecie węglowodanowej, przyjmuję wiele minerałów i wody – opowiada. - Są biegacze, którzy biegają na mięsie i ci, którzy go nie jedzą. W zeszłym roku zrezygnowałem całkowicie z mięsa, serów i biegało mi się super. Teraz wróciłem do mięsa. Nie piję „energetyków”, sztucznych soków, staram się ograniczać cukier, ale mam słabość do słodyczy, choć przy moim spalaniu mogę je jeść. W ogóle nie piję alkoholu. Staram się nie jeść rzeczy przetworzonych. W ogóle to nie ma złotej diety. Podczas biegu napiję się coca-coli, zjem ciastko, do biegania długodystansowego potrzeba energii. Na pewno bieganie łatwo mi przychodzi. Nie przechodziłem żadnych badań, nie wiem, jaką mam wydolność, ale z ciekawości to zrobię. Z pewnością mam predyspozycje.

I ty możesz polubić Ficka

Ficek walczy o sponsorów, pokazuje się w mediach społecznościowych. Teraz nie musi robić już nic innego poza sportem. Ale nie zawsze tak było. Chodził do pracy, np. na kolei na 10 godzin, co było trudne do pogodzenia z treningami. Pracował w Polsce i zagranicą, w budowlance, stolarni, ostatnio w fabryce osłonek białkowych.

- Nie miałem wtedy sponsorów, a przydało się już wtedy przejść na zawodowstwo – wspomina. - Nie miałem trenerów, bo nie było pieniędzy na to. Jak wyglądał mój dzień? Po pracy odpoczywałem godzinę i szedłem biegać, np. do godziny 21. Nie było to proste do pogodzenia. Trzeba było kupować buty, a para za 500-600 zł starczała na 1,5 miesiąca. Teraz jestem w innej sytuacji finansowej. Zaczynam współpracować z dietetykiem, bioenergoterapeutą. Mogę robić tylko to, co kocham. Mam pomoc sponsorów, główny to firma Hoka, która zapewnia mi sprzęt i wspiera mnie finansowo. Trenuję ludzi, mam pomoc ze strony patronite.pl – tam ludzie deklarują wpłaty miesięczne. W tej chwili mogę skupić się tylko na bieganiu. Ale tak jest od tego roku. Wcześniej nie miałem tego komfortu.

Pokonał Karpaty i Beskidy

Przebiegł łuk Karpat czyli 2300 km i 110 km przewyższenia w 39 dni. Wyśrubował rekord Głównego Szlaku Beskidzkiego z Wołosatego do Ustronia - 500 km w 107 godzin i 25 minut. Zdobył 55 tatrzańskich szczytów powyżej 2 tys. metrów, co dało 340 km trasy i 22 km przewyższenia w 127 godzin.

- Pierwszy mój wyczyn robiłem w 2017 r. to korona gór Polski – zimą w 82 godz. i 50 minut wbiegłem na 28 szczytów – opowiada. - Wtedy nie miałem kompletnie pojęcia po bieganiu. Przebiegłem ponad 200 km, a autem, poruszając się między górami przemierzyliśmy 2500 km. Jest to dyskusyjne, bo można podjechać wyżej, niżej, mieć szybsze auto. Tak naprawdę powinno się biegać od szczytu do szczytu. Największy wyczyn to bez wątpienia łuk Karpat – najdłuższy, najcięższy, najtrudniej było zorganizować tę eskapadę. Bieganie po Rumunii, po dzikich terenach nie jest wcale prostą sprawą. Gubiłem szlak, ścieżki. Miałem zegarek z „wbitą” w niego trasą, GPS i trzymałem się „czerwonej nitki”. Były od niej odstępstwa, bo droga była zarośnięta, ale starałem się pilnować planu. Pomagała mi siostra ze swoim chłopakiem, wożąc rzeczy samochodem, robiąc jedzenie i zapewniając nocleg w busie. Przejeżdżali z punktu do punktu, a ja biegłem przez góry. Codziennie się spotykaliśmy kilka razy, a w najgorszym wypadku raz dziennie – wieczorem. To było największe wyzwanie.

Z kolei Główny Szlak Beskidzki przebiegł bez wsparcia. - Jak to się robi? Pakujesz plecak, najpotrzebniejsze rzeczy, mata do spania – mówi Ficek. - Znam ten teren, wiedziałem, że nie potrzebuję rzeczy na zmianę, drugich butów itp. Miałem 5 kg plecak, pół litra wody. Stale ją uzupełniam, z górskich potoków, ze schronisk, gdzie się da. Teren jest dobrze nawodniony, średnio co 20 km jest miejscowość, schronisko itp. W Rumunii czasem cały dzień nie napotykałem na żadne miejscowości, tam rzeczywiście był problem z wodą. Czasem zasychało w gardle, wtedy musiałem znacznie dozować sobie wodę. W ekstremalnych warunkach pół litra wody musiało wystarczyć na 5 godzin.

Trzeba znaleźć złotą proporcję między gonitwą za wynikiem, a regeneracją. Trzeba wiedzieć kiedy i ile spać, a ile biec.
- Faktycznie, na GSB trudnością była odpowiednia regeneracja – potwierdza bohater tej opowieści. - Dwie noce z rzędu nie spałem i odbiło się to potem, dostałem „uderzenie” zmęczenia. Planowałem zawsze tak, że po 100 km biegu kładę się na 3,5 – 4 godziny. Wcześniej przerwy były poświęcane np. na zakupy w sklepie, na jedzenie w karczmie. 100 km w biegu długodystansowym biegnie się 16 godzin. Trzeba pamiętać, że ma się 5 kg na plecach. W ramach przerwy trzeba zjeść, przygotować sobie jedzenie na następny dzień. Jest mało czasu. Po 100 km kolejny postój. Ostatnie 100 km było męczące. Odcinka z Sokolicy przez Babią Górę nie pamiętam, choć przecież to moje tereny. Położyłem się w schronisku na Markowych Szczawinach na 3 godziny, a gdy wstałem, byłem totalnie zmiażdżony, nie miałem w ogóle siły. Kolejne 20 km od północy do Przełęczy Glinne było koszmarne dla mnie. Na chwilkę się kuliłem, kładłem na ziemi i odpoczywałem. Na przełęczy musiałem sobie zrobić biwak. Organizmu się nie oszuka.
Ale było warto, ma rekord trasy. Trzeba walczyć ze słabościami organizmu i z psychiką.

- Najtrudniejsza jest walka z głową, to prawda – przyznaje Ficek. - Najgorsze jest szukanie trasy w nieznanym terenie. Trzeba być na to gotowym. Czasem zdarzy się kontuzja. Na łuku Karpat dwa tygodnie biegłem z kontuzją, piekło mnie w stopie jakbym biegł po gwoździach. I musiałem to przezwyciężyć. Miałem taki moment, że ta kontuzja dawała mi się we znaki, kilometr robiłem w godzinę. Gdy dotarłem na nocleg do busa to się rozpłakałem, bo jak pomyślałem, że jeszcze 1000 kilometrów muszę biec w takim stanie… pomogła siostra. Przytulała, Roman dasz radę! - podtrzymywała na duchu. Chciałem to przebiec w jak najszybszym czasie.
I udało się, znów padł rekord trasy.

Rekordy dokumentuje i zgłasza się do światowej organizacji – FKT (Fastest Know Time), która zbiera najlepsze czasy na danej trasie od śmiałków z całego świata. To instytucja działająca na zasadzie księgi rekordów Guinnessa. Wcześniej są godziny planowania, logistyka jest niezwykle ważna.

- Za planowanie trzeba się wziąć kilka miesięcy wcześniej – mówi Ficek. - Na mapie wbijam szpilki – tak było z mapą Tatr – powbijałem je w szczyty i połączyłem nitką, a potem zaplanowałem w programie w komputerze i „wbiłem” to do zegarka. Dzisiaj są możliwości techniczne, by sobie wszystko zaplanować idealnie i nie tracić czasu na patrzenie na mapę.

Dziewczyna nie lubi biegać

Ma siostry – Karolinę, Bernadettę i Sylwię. Nie biega tylko Sylwia. Roman jest najmłodszy z piątki rodzeństwa.
- Nikt w rodzinie nie miał takich „zajawek” - opowiada Roman. - Dopiero ja ją zapoczątkowałem, „zaraziłem” innych. Z kolei narzeczona Patrycja nie za bardzo lubi biegać, nie może pokonać zmęczenia. Była na Rysach, na Koronie Gór Polski jako pomoc.
Pochodzi i mieszka w Kurowie, to 30 km od miejsca zamieszkania Romana.

- Szwagier mówi, że ja do 100 km auta nie potrzebuję – śmieje się Roman. - Biegałem do niej, w ramach treningu. Dopóki się nie mieszka razem, to kontakt jest utrudniony. Przez pierwsze lata spotykaliśmy się często, jeżdżąc do siebie. Gdy tego sportu było już dużo, to brakowało czasu. Zaczęło ją to denerwować, ale przetrwaliśmy i mam nadzieję, że niedługo zamieszkamy razem.

Norwegia, a potem… Andy

W najbliższym czasie Ficek chce przebiec Góry Skandynawskie z północy na południe Norwegii – 3500 km.
- Nie ma rekordu biegowego tej trasy, nikt się za to nie wziął – mówi z satysfakcją. - Może trzeba będzie przeznaczyć na to około 60 dni. Będzie na pewno trudniej niż na łuku Karpat. Wyjdzie około 150 km przewyższenia, bo bardziej strome są podbiegi. To będzie wymagało znakomitej organizacji, będę musiał mieć wsparcie. W tym roku chciałbym zrobić Zugspitze Ultra Trail w Niemczech oraz UTMB - najbardziej prestiżowe zawody na świecie wkoło Mount Blanc. 170 km, 10 tys. m w górę. Marzę o tym, by zostać jednym z najlepszych ultramaratończyków na świecie. Mam w głowie dłuższe wyprawy – chciałbym przebiec góry Kaukaz od początku do końca, myślałem też o najdłuższym łańcuchu górskim na świecie, jakim są Andy, mają 10 tys. km. Może za 5 - 6 lat mógłbym się zmierzyć z tymi górami? Myślę, że w kategorii +40 jestem w stanie rywalizować z najlepszymi na świecie na zawodach. A wyprawy? Myślę, że mogę ciągnąć do pięćdziesiątki. Nie wiem, jak zniesie to organizm. Bieganie to moja pasja, wytyczanie nowych ścieżek. Kiedyś spędzałem wiele czasu przy komputerze, teraz jestem na drugim biegunie. I niech tak zostanie.

Jacek Żukowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.