Magda Hejda

Psiaki uratowane w ostatniej chwili. To zrobił im człowiek

Psiaki uratowane w ostatniej chwili. To zrobił im człowiek
Magda Hejda

Według ustawy o ochronie zwierząt trzymanie psa w stanie rażącego zaniedbania jest przestępstwem. Inspektorzy w czasie interwencji widzieli niejedno, ale widok tego nieszczęścia na czterech łapach zupełnie ich powalił. Po anonimowym zgłoszeniu o psie zamkniętym w skrzyni pojechali do Wolbromia.

Zwierzak wegetował w małej klatce, w dodatku był nieprawdopodobnie zaniedbany. Posklejana, śmierdząca sierść zbita w dredy, wśród kołtunów z trudem można było dojrzeć pysk psa. Kundel był bardzo wychudzony.

Właścicielka psa tłumaczyła się, że pies jest agresywny przy próbie rozczesania, obcinania sfilcowanej, brudnej sierści. Na pytanie inspektorów, dlaczego jest tak chudy, odpowiedziała, że nie wie, bo ostatni raz byli z nim u lekarza weterynarii pięć lat temu.

Zwierzę od tamtej pory nie było szczepione ani odrobaczane. Dingo to znajda, którą kilka lat temu przygarnęli.

- Kobieta stwierdziła, że pies jest stary i właściwie była zdziwiona, że mamy jakieś zastrzeżenia co do opieki nad nim. Jej zdaniem wszystko było w porządku - mówi Beata Nawalany inspektorka KTOZ.

Dingo

Zapadła decyzja o odbiorze psa, ostatecznie właścicielka zrzekła się go. Dingo zachowywał się bardzo przyjaźnie, inspektorzy bez problemu zapieli mu smycz. Cieszył się, lizał ich po rękach, grzecznie wskoczył do samochodu. Przewieźli go do szpitala w Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Krakowie.

Pielęgniarze uwolnili psa z posklejanego błotem i odchodami pancerza. Po ogoleniu jego waga zmniejszyła się o półtora kilograma. Lekarze stwierdzili wychudzenie na skraju zagłodzenia. W trakcie badania okazało się, że żołądek zwierzaka jest bardzo skurczony. Dingo ważył sześć i pół kilograma. Waga tej wielkości psa to przynajmniej piętnaście kilogramów!

Inspektorzy KTOZ złożyli na policji doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

- Przede wszystkim będziemy domagać się sądowego zakazu posiadania zwierząt dla jego „opiekunów” - mówi Beata Nawalany. Przypomnijmy, że według ustawy o ochronie zwierząt trzymanie psa w stanie rażącego zaniedbania jest przestępstwem.

Dingo ma około ośmiu lat. Odwiedziłam go w szpitalnym boksie. Mieszka z dwoma staruszkami, które natychmiast przybiegły do mnie, cały czas domagały się pieszczot i skutecznie utrudniały robienie zdjęć.

Dingo jeszcze słaby leżał na posłaniu. Po chwili i on podszedł, wydaje się, że jest bardzo delikatny albo w nowym otoczeniu jeszcze nie czuje się pewnie. W każdym razie drapanie za uszkiem i głaskanie po grzbiecie sprawia mu przyjemność w przeciwieństwie do głaskającego, który pod palcami czuje każdą psią kosteczkę. Studenci weterynarii mogliby na nim uczyć się anatomii.

Na szczęście badania przeprowadzone w schronisku wykazały, że poza skrajnym wychudzeniem nic mu nie dolega. Właśnie kończy kwarantannę. Jeśli możecie go zabrać do domu i zaopiekować się nim, dzwońcie : KTOZ - tel. 12 421 26 85, Schronisko - tel. 12 429 74 72, redakcja - tel. 601 600 398.

Dingo jest zbyt wyniszczony, żeby można przeprowadzić zabieg kastracji. Nowy opiekun musi więc podpisać zobowiązanie, że gdy psiak przytyje i wydobrzeje, zgłosi się z nim do schroniska na kastrację lub zrobi to na swój koszt w dowolnej lecznicy. Trzeba też pamiętać, że Dingo jeszcze przez jakiś czas musi być karmiony małymi porcjami kilka razy dziennie.

Antek

Jest jeszcze psim dzieciakiem i cierpiał na oczach dzieci. Roczny husky wpadł na posesję jednej z mieszkanek Myślenic.

Na pierwszy rzut oka wyglądał, jakby ktoś próbował podciąć mu gardło. Rana wokół szyi była ropiejąca. Kobieta wezwała policję, funkcjonariusze zawiadomili właścicielkę hotelu dla psów w Głogoczowie, ta zawiozła wyjącego z bólu zwierzaka do lecznicy. Okazało się, że ma wrośniętą obrożę na głębokość kilku centymetrów. Skóra, tkanka podskórna, mięśnie szyi, ścięgna były zmiażdżone. W ranę wdała się martwica i głęboki ropny stan zapalny. Po operacji usunięcia obroży pies nie trafił do schroniska. Zabrała go do siebie właścicielka hotelu dla psów, dała znajdzie imię Antek i zawiadomiła KTOZ.

Okoliczni mieszkańcy dość szybko rozpoznali psa. Wskazany człowiek utrzymuje, że to nie jego zwierzę, choć przy domu stoi pusta buda. Domniemany właściciel to głowa wielodzietnej rodziny. Również w tym przypadku KTOZ złożyło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

Myślenicka policja wszczęła dochodzenie, a świadkowie są gotowi zeznawać w sądzie. Osoby, które uratowały Antka, postanowiły go adoptować. Już z nimi mieszka. Po ranie pozostała blizna. „Opiekunowie” psów miesiącami patrzyli na ich cierpienie i nie zrobili nic. Na szczęście w obydwu przypadkach zwierzętom pomogli obcy ludzie.

Co mam do powiedzenia tym „opiekunom” psów? Jeśli nie masz czasu opiekować się psem, nie umiesz zaspokoić jego elementarnych potrzeb - to po co ci pies? Daj sobie spokój i wstaw do ogrodu krasnoluda. Fakt, że to obciach i koszmar, ale dużo mniejszy niż znęcanie się nad bezbronną i całkowicie zależną od ciebie Istotą.

Magda Hejda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.