Leszek Wójcik

Przyszywają palce u rąk, całe dłonie a nawet odcięte ręce

Nowe narzędzia sprawiły olbrzymią radość szczecińskim chirurgom. Oznacza to, że ich praca będzie precyzjniejsza Fot. archiwum Nowe narzędzia sprawiły olbrzymią radość szczecińskim chirurgom. Oznacza to, że ich praca będzie precyzjniejsza
Leszek Wójcik

Przyszywają palce u rąk, całe dłonie a nawet odcięte ręce. Poza tym leczą wady wrodzone kończyn górnych u dzieci, które nieoperowane doprowadziłyby do kalectwa.

Szczecińska Klinika Chirurgii Dziecięcej i Chirurgii Ręki jest jedyną taką placówką w Polsce. Przyjeżdżają tu pacjenci z całego kraju, a nawet z Niemiec.

15-letni Janek z okolic Bydgoszczy w warsztacie, w którym dorabiał, uciął sobie rękę powyżej nadgarstka. Po operacji w szczecińskiej klinice wrócił do pełnej sprawności; pracuje na tym samym stanowisku! Trzy lata od niego młodszy chłopiec spod Nowego Targu zranił się w stolarni podczas obróbki drewna - na poziomie śródręcza odciął sobie kciuk, drugi, trzeci i czwarty palec. Udało się przyszyć odciętą dłoń, jedynie kciuk wymagał dodatkowego zabiegu rekonstrukcyjnego. Z kolei dwulatka z okolic Opola włożyła rączkę do maszynki do mięsa. Była już zakwalifikowana do amputacji dłoni.

- Szczęśliwie trafiła do naszego ośrodka i udało się nam uratować jej rękę - przyznaje dr Kaja Giżewska-Kacprzak, chirurg ręki.

Klinika Chirurgii Dziecięcej i Chirurgii Ręki w SPSK nr 1 Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie jest jedynym tego typu ośrodkiem w Polsce. Zatrudnieni w niej chirurdzy zajmują się przede wszystkim urazami kończyn górnych i wadami wrodzonymi ręki - z całej Polski trafiają tu dzieci z najcięższymi, najbardziej skomplikowanymi schorzeniami.

- Nasza wyjątkowość polega na tym, że jesteśmy oddziałem przyjmującym wyłącznie dzieci - jesteśmy wyposażeni w sprzęt dostosowany do wykonywania zabiegów u małych pacjentów, odpowiednią bazę lokalową i przygotowany personel - mówi dr Ireneusz Walaszek, chirurg ręki, egzaminator Europejskiego Egzaminu z zakresu Chirurgii Ręki.

- Drugą rzeczą, która nas wyróżnia jest to, że oddział zajmuje się przede wszystkim kończyną górną. I wreszcie trzecia cecha nigdzie indziej niewystępująca w skali kraju to wykształcenie lekarzy - mamy chirurgów z europejskim certyfikatem chirurgii ręki specjalizujących się w leczeniu dzieci. Czyli nie są to ortopedzi, nie są to chirurdzy ogólni, tylko specjaliści zajmujący się na co dzień wyłącznie chirurgią ręki. Dzięki temu wykonujemy replantacje u najmłodszych dzieci, zabiegi rekonstrukcyjne polegające na wydłużaniu kończyny górnej np. w przypadku pourazowego skrócenia czy przedwczesnego zarośnięcia chrząstki wzrostu. Możemy też wykonywać korekcje złożonych deformacji wrodzonych oraz wiele innych.

Poza tym klinika, jako jedyna w kraju, specjalizuje się w artroskopii nadgarstka u dzieci i młodzieży. Dzięki nowoczesnemu sprzętowi diagnozowane są tu i leczone w sposób minimalnie inwazyjny choroby nadgarstka - przy użyciu narzędzi i kilkumilimetrowej kamery; bez konieczności „otwarcia nadgarstka”.

- Gdzie indziej artroskopii nadgarstka u dzieci nie wykonuje się rutynowo - przyznaje Kaja Giżewska-Kacprzak.

- Młodzi pacjenci z przewlekłym bólem nadgarstka często czekają bez ostatecznej diagnozy na osiągnięcie pełnoletności, kiedy trafiają do chirurga ręki leczącego osoby dorosłe. Tylko w naszym ośrodku dzieci mogą mieć jednocześnie zdiagnozowaną i leczoną patologię w obrębie kości nadgarstka.

Najmłodszy pacjent operowany artroskopowo miał 4 lata, a łącznie wykonano tu już ponad 150 takich operacji. Szczecińscy specjaliści tłumaczą, że ich sukcesy są możliwe jedynie dzięki istnieniu wysoko specjalistycznego oddziału.

- Chodzi o to, aby dziećmi zajęli się, dysponując najnowocześniejszym sprzętem, chirurdzy wyspecjalizowani w chirurgii ręki u dzieci, a nie chirurg, który z takimi urazami ma do czynienia najwyżej raz czy dwa razy w życiu - podkreśla Ireneusz Walaszek.

- Mówi się wręcz, że nawet chirurg ręki, wyszkolony, z certyfikatem europejskiego towarzystwa chirurgii ręki, nie powinien wykonywać pewnych zabiegów w obrębie kończyny górnej u dzieci, jeśli nie jest przeszkolony i eksponowany stale na chirurgię ręki dzieci.

Do szpitala przy ul. Unii Lubelskiej przyjeżdżają więc dzieci kierowane m.in. z Warszawy, Łodzi, Krakowa, a nawet z Niemiec.

Oddział rozszerzył swoją działalność o chirurgię ręki dla dzieci w 2018 r.- Początkowo mieliśmy duże kłopoty ze sprzętem - przyznaje chirurg.

- A sprzęt w przypadku chirurgii dziecięcej jest niezwykle ważny. Różni się od sprzętu dla dorosłych - musi być od niego dużo bardziej precyzyjny.

Jak się dowiedzieliśmy, narzędzia są wykonane ze specjalnych stopów metali. Umożliwiają niezwykłą dokładność w działaniu, dzięki której nie uszkadza się tkanek naczyń i nerwów. To zwiększa szansę na to, że krew będzie przepływać przez zrekonstruowane naczynia krwionośne.

- Rekonstruujemy naczynia np. w obrębie palców, które mają zaledwie milimetr średnicy - tłumaczy Kaja Giżewska-Kacprzak.

- Są to zabiegi, które wykonujemy, stosując specjalne lupy albo z użyciem mikroskopu. Gołym okiem nie widać światła tych naczyń. Narzędzia służą do przygotowania, a potem szycia szwami, których notabene też nie widać gołym okiem.

W przypadku np. ratowania odciętego palca trzeba zrekonstruować tętnice, czyli naczynia które dostarczają krew, ale też bardzo cienkie i bardzo delikatne żyły, które (jak przyznają chirurdzy) są dużo większym wyzwaniem.

- To są bardzo trudne zabiegi. Bardzo obciążające zarówno pacjenta, jak i lekarza. Trwają nawet 8-9 godzin. Za sukcesem stoi współpraca personelu chirurgicznego, anestezjologicznego i pielęgniarskiego.

Pod koniec grudnia klinika otrzymała z Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy dwa zestawy narzędzi mikrochirurgicznych do wykonywania replantacji (przyszywania) odciętej ręki, dłoni lub palców. Odpowiednia liczba narzędzi umożliwia pracę dwóch mikrochirurgów w tym samym czasie.

- W tych najcięższych przypadkach przy stole operacyjnym zwykle jest dwóch współpracujących ze sobą chirurgów - twierdzi nasza rozmówczyni.

- Niedawno przyszyliśmy w ten sposób dłoń 12-letniemu chłopcu z okolic Nowego Targu, który zranił się przy obróbce drewna. Operacja się powiodła. Chłopiec jest obecnie rehabilitowany.

Szczecińska chirurgia ręki dzieci już po raz kolejny otrzymała dar z WOŚP. Wcześniej dotarły do Szczecina dystraktory do leczenia wad wrodzonych kończyn górnych, narzędzia do artroskopii nadgarstka i zestawy narzędzi do zabiegów kostnych, plastycznych oraz precyzyjne wiertarki.

- Pozostajemy w stałym kontakcie z Fundacją WOŚP - przyznaje Ireneusz Walaszek.

- Dziękując za otrzymane urządzenia, opisaliśmy leczenie konkretnych pacjentów. Podzieliliśmy się ich historiami, przesłaliśmy zdjęcia. Przy okazji poprosiliśmy o dalsze wsparcie. I stało się! Mamy nowe narzędzia, ale chcąc rozwijać oddział i zakres pomocy małym pacjentom, ponownie zwrócimy się do WOŚP o kolejny sprzęt. Przydałaby się nam jeszcze piła piezoelektryczna do precyzyjnego cięcia kości. Poza tym nie posiadamy laserów do leczenia m.in. blizn i zmian naczyniowych.

W sumie wartość już otrzymanego sprzętu sięga miliona złotych. Dzięki tym urządzeniom w klinice wykonywane są zabiegi, których wcześniej w Polsce nie robił nikt. Dzieci z podobnymi problemami musiały szukać pomocy za granicą - na przykład trafiały do ośrodka w Hamburgu.

- Szkoda tylko, że wiele ośrodków w Polsce jeszcze nie wie o naszym istnieniu - przyznaje doktor Walaszek.

- A to niestety sprawia, że pacjenci często trafiają do nas zbyt późno. Ostatnio przyjęliśmy dziecko cztery lata po urazie nerwu na poziomie przedramienia z dużymi zanikami mięśniowymi, a powinno się u nas zjawić w dniu wypadku! Będziemy walczyć o funkcje jego ręki, ale niestety, nie będzie ona już w pełni sprawna.

Co ciekawe, do kliniki coraz rzadziej trafiają dzieci w sylwestra. W tym roku, oprócz powierzchownych ran, nie trafił się żaden znacząco okaleczający przypadek „petardowy”.

- Zmieniły się normy. Fajerwerki są bezpieczniejsze i trudniej dostępne dla nieletnich. Przemija również moda na stosowanie petard. Dlatego liczba urazów tego typu maleje. Kilka lat temu trafiały jeszcze do nas nastolatki, które bawiły się ładunkami kupionymi poza oficjalnym obiegiem, ale i to teraz zdarza się rzadziej.

Lekarze podkreślają, że to nie petardy są obecnie największym problemem. Bolączką są wypadki w domu z użyciem sprzętu gospodarstwa domowego - blendery, maszynki do mielenia mięsa, noże automatyczne...

- Wciąż jest zbyt łatwy dostęp dzieci do niebezpiecznych narzędzi kuchennych - przyznają chirurdzy.

- Ostatnimi czasy do szpitala trafiają coraz młodsi pacjenci.

- Możemy już nawet mówić o serii wypadków u pacjentów niemających jeszcze 2 lat - zauważa Kaja Giżewska-Kacprzak.

- Przyjeżdżają z rozległymi urazami tkanek miękkich po wciągnięciu małej dłoni w ostrza urządzeń. Dzieci wymagają wieloetapowego leczenia chirurgicznego, rehabilitacji, a rodzina wsparcia psychologicznego.

Leszek Wójcik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.