Polacy z pokolenia na pokolenie są coraz wyżsi. Jak żyć ponad głowami innych?

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Olkowski
Dorota Witt

Polacy z pokolenia na pokolenie są coraz wyżsi. Jak żyć ponad głowami innych?

Dorota Witt

Polacy są coraz wyżsi – tak mówią statystyki. Eksperci twierdzą, że rosnąć będziemy jednak tylko do pewnego poziomu. A wysocy? Kłaniają się nisko szewcom, krawcom i stolarzom.

Jeśli każdy z nas skurczyłby się o jakieś 7,5 cm, udałoby się ograniczyć emisję gazów cieplarnianych nawet o 5 proc. Jak? To proste – przynajmniej zdaniem Thomasa Samarsa, amerykańskiego naukowca, autora książki „Human Body Size and the Laws of Scaling”. Wraz ze wzrostem rośnie masa naszego ciała, a więc i zapotrzebowanie energetyczne. Niższa o kilka centymetrów populacja miałaby aż o 10 proc. mniejszy apetyt na mięso, można by więc uszczuplić hodowlę bydła – w skali świata o 150 mln sztuk. Przemysłowa hodowla bydła odpowiada za emisję od 20 do 50 proc. gazów cieplarnianych, gdyby udało się ją zmniejszyć, ich emisja spadłaby o 2–5 proc.

Globalnie jesteśmy coraz wyżsi

Ale na to, że się skurczymy, widoków nie ma. Przeciwnie. Temat przerobili już naukowcy z Imperial College w Londynie. Przeanalizowali średni wzrost ludzi różnych narodowości między 1914 a 2014 rokiem. Okazuje się, że współczesne Polki są wyższe o 15 cm: w 1914 r. mierzyły 150 cm, w 2014 r. prawie 165 cm. Polacy rosną w podobnym tempie: średnia sprzed stu lat wynosiła 163 cm, dziś to ok 177 cm. Tendencja wzrostowa nie wyróżnia nas na tle innych narodowości, choć mieszkańców Korei Południowej nie przegonimy – oni na przestrzeni 100 lat urośli średnio o 20 cm (choć startowali z nieco niższego poziomu niż Europejczycy). Przyczyn specjaliści szukają w portfelach coraz wyższych ludzi. Mieszkańcy zamożnych krajów, którzy dobrze się odżywiają, mają dostęp do opieki medycznej i dbają o higienę, rosną szybciej. Zaobserwowano, że niżsi od swoich rówieśników sprzed lat są Afrykanie. Amerykanie z kolei po intensywnej fazie wzrostu stanęli w miejscu. A to pozwala przypuszczać, że i Europejczycy osiągną wkrótce ten pułap.

Wysocy są uznawani za zdrowszych: mają niższe ciśnienie krwi, rzadziej zapadają na choroby układu krążenia, mniej marzną, trudniej im się odwodnić.

Jak żyje się ponad głowami innych?

- W czasach młodości za krótkie rękawy i nogawki spodni to był standard, do którego przywykłam, chyba tylko w wypadku sukienek i spódniczek to nie był większy problem, bo po prostu nosiłam je jako mini – mówi Ewa Gromek (183 cm), uczestniczka niedawnego balu Klubu Wysokich, który odbył się w Toruniu. - Największym zmartwieniem były buty. I choć z dzisiejszej perspektywy – patrząc przez pryzmat pełnych sklepowych półek - widzę to inaczej, kiedy kończyłam 8 klasę i szukałam eleganckich, długich kozaków, przeżywałam prawdziwy dramat. Skończyło się szyciem butów na zamówienie u szewca. Ale robienie zakupów do dziś nie sprawia mi żadnej frajdy. Czy ja wiem, może nie jestem prawdziwą kobietą? Spacerów po centrach handlowych po prostu nie znoszę. Wchodzę do sklepu zwykle tylko po jedną, konkretną rzecz, której potrzebuję, przymierzam i... uciekam.
Pani Ewa do swojego wzrostu podchodzi zawodowo: trenuje siatkarki. - Już w podstawówce zaczęłam grać – opowiada. - To, że zajęłam się sportem, uchroniło mnie przed popadnięciem w kompleksy. Zawsze byłam najwyższa wśród rówieśników, a przez to się wyróżniałam. Dorastająca dziewczyna wcale tego nie chce. Sportowe sukcesy odwracały uwagę kolegów i koleżanek od tego „drobnego” szczegółu. Zamiast wskazywać mnie palcem i mówić: „o, patrzcie, żyrafa idzie”, mówili: „o, idzie ta, co tak dobrze gra w siatkę”.

Zawsze byłam najwyższa wśród rówieśników, a przez to się wyróżniałam. Dorastająca dziewczyna wcale tego nie chce. Sportowe sukcesy odwracały uwagę kolegów i koleżanek od tego „drobnego” szczegółu. Zamiast wskazywać mnie palcem i mówić: „o, patrzcie, żyrafa idzie”, mówili: „o, idzie ta, co tak dobrze gra w siatkę”.

Mieszkanie urządzone pod wymiar

193 cm – to wzrost wymarzony dla pływaka. Klaudia mierzy dokładnie 193 cm. Pochodzi z rodziny pływackiej. Plan był taki, że trenować będzie razem z kuzynem (193 cm), który dziś jest światowej klasy pływakiem. Ale uznała, że sport to nie jej bajka. Została informatyczką. Zamiast na basenie, czas spędza więc przy biurku - robionym na zamówienie, bo potrzebny był wysoki blat - i w specjalnie dobranym krześle.

- Całe mieszkanie musiałam dopasować do swoich potrzeb – stolarz robił wyższe blaty w kuchni, wyższa jest kabina prysznicowa, podwyższona umywalka – mówi Klaudia. - Nawet futryny trzeba było wykuć i zrobić wyższe otwory: zamiast standardowych, dwumetrowych, potrzebowałam takich o wysokości 2,2 m. Podobnie łóżko. To prawdziwa zmora. Optymalne jest takie, które ma o 20 cm więcej niż osoba, która zamierza się w nim dobrze wyspać. Ja w standardowym, dwumetrowym się nie wyśpię. Zamówiłam więc niestandardowe – o długości 2,2 m.

Pozostało jeszcze 51% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Dorota Witt

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.