Pokonują szczyty swoich możliwości z miłości do gór

Czytaj dalej
Fot. Archiwum Anny Makowskiej
Gabriela Bogaczyk

Pokonują szczyty swoich możliwości z miłości do gór

Gabriela Bogaczyk

Im dłużej się idzie, tym każdy krok więcej kosztuje. Zdobywają kolejne góry, ale tak naprawdę walczą z ograniczeniami.

Anna Makowska z Łęcznej od 2012 roku zdobyła 27 szczytów polskich gór. Jest to nie byle wyczyn, ponieważ od urodzenia ma niedowład kończyn dolnych, który spowodowany jest mózgowym porażeniem dziecięcym. Na co dzień porusza się o jednej kuli.

Zaczęło się od tego, że przed laty zobaczyła ogłoszenie w internecie o projekcie „Niepełnosprawni w górach - razem na szczyt”, który zainicjowała Fundacja Jaśka Meli Poza Horyzonty. Akcja adresowana była do osób niepełnosprawnych fizycznie, niewidomych czy niesłyszących.

Były takie momenty, kiedy się zastanawiałam, czy w ogóle dam radę dalej iść, czy może trzeba będzie zawrócić

- Od razu przyszło mi do głowy, aby wziąć w niej udział. Ale potem im dłużej o tym myślałam, tym więcej miałam wątpliwości. Zastanawiałam się, czy dam radę zdobyć koronę polskich gór, czyli wszystkie najwyższe szczyty. Myślałam wtedy, jak to jest możliwe, by z niepełnosprawnymi nogami pójść w góry - opowiada 45-latka z Łęcznej.

Ten pomysł nie dawał jej jednak spokoju. Potem, za miesiąc, znowu zajrzała do ogłoszenia.

- Pomyślałam, a co by było, gdybym spróbowała? Jeśli nie spróbuję, to być może będę żałować - mówi Anna Makowska.

Pierwsza góra, którą zdobyła, to Ślęża (718 m n.p.m.). - To było 19 maja 2012 r. Pamiętam, że pogoda była bardzo dobra do maszerowania. Nie padało, ale nie było też za gorąco - wspomina. I dodaje: - Dzisiaj już mogę powiedzieć, że nie była to zbyt trudna trasa. Natomiast wtedy, jak wchodziłam po raz pierwszy na szczyt, nie było to dla mnie łatwe. Pod nogami leżało sporo kamieni, przez co szło mi się bardzo ciężko. Nie miałam jeszcze wprawy w chodzeniu, za mało treningu. W przypadku Ślęży dużo trudniejsze było zejście. Pamiętam, że wieczorem zeszliśmy z trasy i tak strasznie mnie bolały nogi, że nie wiedziałam, co z nimi zrobić - mówi turystka.

Przyznaje, że dopiero uczyła się gór i z każdym zdobytym szczytem było łatwiej, bo kondycja rosła. - Choć te strome zejścia i wejścia kosztowały mnie naprawdę sporo siły - dodaje.

Im trudniejsza trasa, tym większa satysfakcja

W ramach projektu „Niepełnosprawni w górach - razem na szczyt” wychodziła na górskie wycieczki razem z innymi uczestnikami raz w miesiącu przez ponad dwa lata.

Najwyższy szczyt, który udało się jej zdobyć, to Babia Góra (1725 m n.p.m). Jest on tym bardziej ważny dla Anny, że zdobyła go w dniu imienin.

- Najtrudniejsze podejście było właśnie na Babią Górę, Tarnicę i Wysoką, kosztowało mnie to rzeczywiście sporo wysiłku, ale jednocześnie dobrze je wspominam, bo mimo trudu nie poddałam się - wyjaśnia Anna.

Dotarcie na szczyt to uczucie nie do opisania.

Pokonują szczyty swoich możliwości z miłości do gór
Archiwum Anny Makowskiej Anna na szczycie Wielki Rogacz. Mierzy 1182 m., mieści się w głównym grzbiecie Pasma Radziejowej

- W przypadku Babiej Góry czy Tarnicy nawet oczy mi zwilgotniały ze szczęścia. Były takie momenty, kiedy zastanawiałam się, czy w ogóle dam radę dalej iść, czy może trzeba będzie zawrócić. Tym bardziej się cieszyłam na górze. Przyznaję, że te uczucia na szczytach są najpiękniejsze. Ogarnia mnie wtedy wzruszenie ze względu na to, że udało mi się pokonać trasę mimo przeciwności - mówi Anna Makowska z Łęcznej.

O czym się myśli wychodząc w góry z kulami? Po prostu patrzy się pod nogi, jak nie upaść, gdzie się kogo złapać w razie potrzeby, czy pogoda się nie zepsuje i jak wyglądać będzie dalej trasa.

- Cenię sobie wejścia z większą grupą. Przeważnie panuje atmosfera radości i nakręcamy się nawzajem do wysiłku. Tak naprawdę zdobywamy te szczyty razem - dodaje Anna.

I zauważa, że droga na górę jest taką symboliczną walką z przeciwnościami, tak jak w życiu. - To jest droga na szczyt, szczyt własnych możliwości i wielka radość. Radość z tego, że pokonałam jakąś swoją granicę - mówi turystka z Łęcznej.

Przyznaje, że góry stanowią dla niej zawsze wielkie wyzwanie. - Jednocześnie górskie drogi są sprawdzianem wytrwałości i nadziei. Im dłużej się idzie, tym każdy krok jest trudniejszy i więcej kosztuje. Dlatego bardzo cenię sobie te wszystkie wyprawy. Odczuwam też respekt i szacunek wobec gór. Góry naprawdę uczą pokory - uważa Anna Makowska.

Do tej pory weszła na 27 szczytów. Do zdobycia całej korony gór Polski brakuje jej tylko jednego szczytu. Chodzi o Rysy (2503 m n.p.m.).

- Nie byłam tam i pewnie nie będę. Rysy są niedostępne dla mnie, bo są za wysokie i zbyt niebezpieczne. Nie chcę ryzykować i narażać siebie oraz innych. Pogodziłam się, że wejście pieszo na Rysy jest dla mnie niemożliwe. Ale tak sobie marzę, żeby zobaczyć je choćby z lotu ptaka, będąc np. w helikopterze - mówi.

Anna nie ukrywa miłości do gór. - Kocham Tatry, są piękne. W sierpniu będę w Tatrach. Na tyle, ile pozwolą mi możliwości, to postaram się trochę pochodzić. Może wybiorę się nad Morskie Oko lub Rusinową Polanę.

Pierwsza uczestniczka

Magdalena Orłoś to obecnie 36-letnia mieszkanka Wrocławia. Dziewięć lat temu straciła wzrok.

- Miałam przeszczep szpiku z powodu białaczki. Po roku z powodu słabej odporności zaczęłam słabo widzieć, a akurat zdawałm wtedy prawo jazdy - wspomina Magda.

Początkowo nie mogła się pogodzić ze stratą wzroku, bo zawsze była osobą niezwykle aktywną.

Z Przemyśla pojechała na studia do Wrocławia i tam zaczęła szukać zajęcia dla siebie. Za sprawą Fundacji Jaśka Meli trafiła do projektu dla niepełnosprawnych.

- Dzięki tym wyprawom poczułam się tak naprawdę normalnie. Dodam, że byłam pierwszą uczestniczką projektu w ogóle, znalazłam się pierwsza na liście chętnych - mówi Magda.

Zdobyła większość szczytów korony gór polskich, poza Rysami, choć już próbowała.

- To był maj, jeszcze śnieg leżał. Wspinaliśmy się po linach, jednak zabrakło czasu. W tym roku, w sierpniu, chcę spróbować ponownie. Mam nadzieję, że tym razem się uda - mówi Magda.

Kolejne wyzwania czekają

Autorami projektu są Magdalena Jarocka i Tomasz Deroń, przewodnicy górscy z Wrocławia.

- Początkowo powstał pomysł, aby w ramach rozwijania kondycji i znajomości gór organizować wyjazdy dla naszego koła przewodnickiego na kolejne szczyty z korony gór Polski. Dość szybko postanowiliśmy zmienić ten pomysł na turystykę dla osób z niepełnosprawnościami. Chcieliśmy udowodnić, że ograniczenia, jakie przypisuje się niepełnosprawnym, rodzą się głównie w głowach ludzi, którym fizycznie niczego nie brakuje - wspomina Deroń.

Tak się złożyło, że w latach 2010 - 2011 rozpoczął współpracę, jako wolontariusz, z Fundacją Jaśka Meli Poza Horyzonty przy organizacji dwutygodniowych wypraw górskich z podopiecznymi.

Po jednej z nich ruszył projekt Razem na Szczyty, prowadzony wtedy w całości przez wolontariuszy z Wrocławia, skupionych przy Studenckim Kole Przewodników Sudeckich SKPS Wrocław.

- Założenia od pierwszego wyjazdu były takie, że co miesiąc wyruszamy w góry i zdobywamy kolejne szczyty z listy dwudziestu ośmiu należących do korony gór Polski - mówi Tomasz Deroń.

Pierwsza edycja wystartowała na wiosnę 2012 roku, a zakończyła wejściem na Rysy w czerwcu 2014 r.

Druga edycja rozpoczęła się w marcu 2015 r., a jej zakończenie planowane jest w sierpniu tego roku.

Aktualnie wyprawy prowadzą dwa niezależne sztaby zadaniowe: wrocławski - organizujący wyjazdy w Sudety oraz krakowski - organizujący wyjazdy w Beskidy i Tatry.

- W obu edycjach projektu wzięło udział łącznie ponad dwieście osób. Uczestnicy wypraw to osoby z niepełnosprawnościami ruchowymi i sensorycznymi. Osoby po amputacjach i oprotezowane, osoby niewidzące i słabowidzące, osoby z dysfunkcjami narządów ruchu, osoby niesłyszące i nieme - wylicza Tomasz Deroń.

Kolejna edycję projektu, już w nieco zmienionej formule, planuje rozpocząć na wiosnę 2018 roku. Tym razem nie będą to już najwyższe szczyty z korony gór Polski tylko inne, równie ciekawe miejsca w górach.

- Chcemy także włączyć nowe aktywności turystyczne, takie jak np. wycieczki rowerowe, narciarskie, a być może również bardziej wymagające aktywności, jak paralotniarstwo lub spływy pontonowe - mówi organizator.

Aby dołączyć do projektu jako uczestnik lub wolontariusz, należy wypełnić formularz zgłoszeniowy znajdujący się na stronie www.razemnaszczyty.pl.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Głosu Szczecińskiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Głosu Szczecińskiego
  • codzienne e-wydanie Głosu Szczecińskiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Gabriela Bogaczyk

Zajmuje się ochroną zdrowia i sprawami społecznymi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.