Paweł Bartnik: W oświacie czeka nas chaos

Paweł Bartnik: W oświacie czeka nas chaos

Paweł Bartnik: 1 września rozpoczynamy drogę pod górę. Wszystkie złe rzeczy dopiero przed nami.

Czy Szczecin jest przygotowany na reformę oświaty?

Z jednej strony: tak, a z drugie strony: nie. Niewątpliwie wydział edukacji urzędu wykonał zadaną pracę na tyle dobrze, na ile się dało. Nie jesteśmy jednak przygotowani, dlatego, że państwo polskie ma problem ze zmianą w edukacji. Ona będzie działała negatywnie w różnych aspektach oświaty i to w ciągu najbliższych kilku lat. To, co będziemy przeżywali w oświacie w najbliższym roku szkolnym, to dopiero przedsmak tego, co nas czeka w następnych latach. Dlatego, że likwidacja choćby gimnazjów będzie trwała 3 lata. W ostatnim roku ich działania będzie to rachityczna szkoła, do której nauczyciele będą przychodzili tylko na parę godzin. Będzie to tonący okręt, z którego wszyscy uciekają, starając się zapewnić sobie nowe miejsce pracy. Nowa sytuacja czeka też szkoły średnie, w pewnym momencie będą w nich dwa roczniki. W budynkach szkolnych będzie trudno się pomieścić, a miejsc w najlepszych liceach będzie mniej.

Mówimy teraz o przyszłości, co czeka uczniów i rodziców od 1 września?

1 września będzie problem z przedszkolakami, 3-latkami. W Polsce, jako jedynym kraju w Europie, 6-latki nie pójdą do szkół i częściowo zostaną w przedszkolach. W niektórych dzielnicach miasta może być problem z wolnym miejscem. Oddziały przedszkolne są powoływane na terenie szkół, niekoniecznie mogą być bliżej miejsca zamieszkania czy zakładu pracy rodziców. Poza tym dla takiego 3-latka szkoła to nie jest wymarzone miejsce do spędzania dzieciństwa.

Od 1 września mamy chaos w szkołach?

Początek chaosu. Jeśli ktoś myśli, że 1 września będzie chaos, a potem wszystko wróci do normy, to się bardzo myli. Niestety, 1 września rozpoczniemy drogę pod górę. Te wszystkie złe rzeczy dopiero przed nami. Już nie wspomnę o sprawach programowych.

Wiadomo już ilu nauczycieli straci pracę?

Jeszcze dokładnie nie wiadomo. Mówiło się o kilkuset nauczycielach w Szczecinie. Wszystko zależy od tego, jakiego przedmiotu nauczyciel uczy. Brakuje fizyków i oni nie powinni mieć kłopotów ze znalezieniem pracy, w przeciwieństwie do nauczycieli nauczania początkowego. Będzie za dużo historyków, geografów, biologów.

Czy miasto przewiduje przekwalifikowanie nauczycieli? Co ma zrobić nauczyciel biologii, który przez 20 lat uczył w szkole?

W ramach szkoły będą propozycje dla nauczycieli, wymagające jednak przekwalifikowania się. Będą zajęcia wyrównawcze, szkoła zapewnia opiekę świetlicową, którą można rozszerzyć, ale tych etatów nie będzie wiele.

Nauczyciel, który pracuje w jednej szkole i ma tam cześć etatu, nie może w innej szkole pracować nawet dwóch godzin. Takie są dyrektywy z urzędu miasta. Dzięki temu statystyka będzie dobrze wyglądała. Być może nie wszyscy będą mieli cały etat, ale będą mieli zatrudnienie.

Nauczyciele nie będą mogli sobie dorobić?

Prawdopodobnie część nauczycieli będzie miała mniejsze dochody. Z pewnością spadnie też jakość. Łatwo to pokazać na przykładzie nauczyciela wychowania fizycznego. Powiedzmy, że jest on wybitnym specjalistą od piłki ręcznej. Uczy wf w szkole podstawowej, ale ma też godziny w Szkole Mistrzostwa Sportowego, gdzie jest trenerem piłki ręcznej. Teraz będzie musiał wybrać: albo jedna, albo druga szkoła. Wybierze tę, w której ma więcej godzin.

Przy niektórych liceach powstały gimnazja. Skoro w tym roku nie będzie naboru, nauczyciele mogą stracić pracę?

To zależy od szkoły. W większości w tym roku jeszcze jakoś będzie. Dramat zacznie się za rok. Zwiększony nabór do liceów jest dopiero za dwa lata.

Co z budynkami, w których są samodzielne gimnazja?

Część z nich zostanie zagospodarowane przez szkoły podstawowe. Tak jest na Majowym z Gimnazjum nr 7. Gorzej jest z najlepszym rejonowym Gimnazjum nr 10 przy ul. Siemi-radzkiego na Pogodnie. Przejęła go Szkoła Podstawowa nr 53, ale nie jest on tak koniecznie potrzebny. W okolicy jest dużo podstawówek i lepszym rozwiązaniem byłoby utworzenie tu liceum ogólnokształcącego. Budynek jest pięknie wyremontowany, z nową salą gimnastyczną, boiskami. Niektórzy nauczyciele z tej szkoły myślą, by zrobić tu liceum społeczne na prawach publicznych. Tak, jak funkcjonuje liceum katolickie. Dostaje się wówczas 100 procent subwencji i robi się za to minimum programowe. Zajęcia dodatkowe są opłacane przez rodziców.

W podobnym stylu jest prowadzona szkołą podstawowa na Głębokim.

Dyrektor tej szkoły też bardzo się bała, czy to wyjdzie, a teraz rodzice z całego Szczecina chcą tam posyłać swoje dzieci. Wszyscy są bardzo zadowoleni. Tu też tak by było. Miejmy nadzieję, że się uda. Prezydent publicznie obiecał, że jeżeli nauczyciele wyrażą chęć, albo powstanie stowarzyszenie, które chciałoby złożyć taką propozycję, to zostanie ona bardzo poważni potraktowana.

Reforma jest już nie od zatrzymania?

Ona nie do zatrzymania będzie 1 września.

Duże obawy budzą podstawy programowe. Zmieni się historia?

Nie wiem, czy się zmieni. Uważam, że życie we współczesnym świecie, wymaga wychowania obywatela, który nie jest nacjonalistą. To nacjonalizmy w XX wieku doprowadziły do dziejowych katastrof. I przez wiele lat udawało się żyć w tej części Europy bez nacjonalizmów. Dzisiaj nacjonalizm się odradza w wielu krajach. To nie jest dobra droga. Opowiadając o historii Polski, Europy i świata, mówimy nie tylko o faktach, ale i o interpretacji faktów. Trzeba pokazać jasno, co było dobre i co było złe. Dzisiaj, jak patrzę, jak wymachujemy szabelką i mówimy, że za 12 lat stworzymy armię, która obroni nasze granice, to od razu przypominam sobie, jak naczelny wódz II Rzeczpospolitej po 17 dniach wojny uciekał do Rumunii, a „niepokonana” armia uległa Rosji i Niemcom. Nie mieliśmy żadnych szans, to oczywiste, ale dzisiaj słyszymy taka samą retorykę. Wtedy też uważaliśmy, że jesteśmy wspaniali. Naszą jedyną szansą jest Europa. Historia musi uczyć o wszystkim złym, co nas spotkało, ale o tym także, co my zrobiliśmy złego. By tak było, dzisiaj trzeba się do tego przyznać. Zrobić prawdziwy rachunek sumienia. Inaczej robienie z siebie niewinnego cierpiętnika, pokazuje nieprawdziwy świat.

Radna Małgorzata Jacyna-Witt twierdzi, że Platforma Obywatelska, jako partia opozycyjna, zamiast zająć się poważnymi sprawami, zajmuje się nieistotną walką z radami osiedla.

Pani radna Jacyna-Witt na sesji rady brała bardzo aktywny udział w dyskusji na temat rad osiedli i ich roli w pomyśle politycznym prezydenta. Wówczas to jej nie przeszkadzało, a potem w wywiadzie dla Głosu wyraziła taką opinię. Recenzujemy działania pana prezydenta, ale tym się różnimy, że nie tylko krytykujemy to, co prezydent proponuje, ale składamy własne propozycje. Wystarczy przeanalizować liczne interpelacje moich klubowych koleżanek i kolegów.

Jak pan ocenia wezwanie prezydenta Piotra Krzystka, by partie nie mogły startować w wyborach samorządowych?

Istotą działania demokracji są partie polityczne. Dlaczego partie? Bo to nie jest „Fabryka kurzu w podwórzu”, która dzisiaj jest, a jutro już nie. Ona ponosi odpowiedzialność za swoje działanie. Wiadomo kto wystawił kandydatów, kto w razie czego zapłaci za to, jeżeli będą te osoby robiły źle. Prezydent Krzystek dobrze o tym wie, stąd utworzył własna partię o nazwie Bezpartyjni. Tworząc ją czerpał z tak zacnych wzorców, jak niemiecka partia Piratów czy Polska Partia Przyjaciół Piwa. Wszystkie te projekty służyły jednemu: oszukaniu wyborców, że te partie, nie są partiami, a ich członkowie nie dążą do zdobycia i posiadania władzy.

W ubiegłej kadencji radni pojęli uchwałę dotyczącą dofinansowania zapłodnienia in vitro. Uchwała nigdy nie weszła w życie. Czy zamierzacie to zmienić?

Autorem uchwały jest Joanna Bródka, radna zeszłej i obecnej kadencji, mama dwójki maluchów, która świetnie rozumie, że chęć posiadania dzieci jest wielką wartością. Kiedy jest to niemożliwe, a technologia na to pozwala, to trzeba człowiekowi pomóc. Uchwała została przegłosowana, później pojawiła się komisja medyczna, na czele której prezydent postawił osobę, o której wszyscy wiedzieli, że jest przeciwnikiem metody in vitro. Na wydaną przez komisję opinię prezydent się powołuje i uchwały nie wprowadza w życie. My pewnie do tego pomysłu wrócimy. W wielu miastach samorząd wspiera pary, które nie mogą mieć dzieci. Pan prezydent pewnie jest człowiekiem, który nie akceptuje takiej metody, ale oficjalnie tego nie mówi. Może mieć oczywiście takie poglądy, ale skoro rada miasta uchwaliła taką uchwałę, to powinno się ją realizować. Możemy powołać drugą komisję medyczną, która jeszcze raz zajmie się problemem.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.