Zdzisław Surowaniec

Nie tyle „dziecko księdza”, ile raczej „dziecko miłości”

Agata Steczkowska ze świeżo wydaną książką biograficzną o swojej muzycznej rodzinie Fot. Róża Steczkowska Agata Steczkowska ze świeżo wydaną książką biograficzną o swojej muzycznej rodzinie
Zdzisław Surowaniec

– Tą książką składam hołd rodzicom i odczarowuję plotki. Tylko ja urodziłam się jako dziecko księdza. Moje rodzeństwo już nie – wyznała Agata Steczkowska w rodzinnej biografii.

Okładka książki „Steczkowscy. Miłość wbrew regule” bije w oczy czerwienią. Przyciąga wzrok czerwonymi sylwetkami głów bez twarzy. Przed trzema tygodniami Agata Steczkowska, ubrana w suknię czerwoną jak ta okładka, promowała książkę razem z Beatą Nowicką, z którą książkę napisała.

Pikantne tajemnice
Agata odsłania tajemnice swojej rodziny. Najbardziej pikantną tajemnicą jest to, że jej ojcem był młody ksiądz Stanisław z Duląbki na Podkarpaciu, który dla o siedem lat młodszej Danuty po sześciu latach kapłaństwa zrzucił sutannę i miał z nią dziewięcioro dzieci.

Plotkarski portal „Pomponik” napisał: „Do premiery swojej książki „Steczkowscy. Miłość wbrew regule” Agata Steczkowska (51 lat) przygotowywała się długo i starannie. Liczyła, że w warszawskim kinie Atlantic, gdzie miała odbyć się impreza, pojawi się sławna siostra Justyna Steczkowska (44 lat), pozostała siódemka rodzeństwa oraz mama. Na promocję nie przyszło ani jej rodzeństwo, ani matka... To musiało zaboleć!”.

Ani w internecie, ani w żadnym medium prasowym nie ma wypowiedzi rodzeństwa o książce. Natomiast Sonia Tulczyńska z gazety „Nasze Miasto” na pytanie, czy pomysł na taką publikację nie spotkał się ze sprzeciwem kogokolwiek z rodziny, usłyszała od Agaty wymijająco: – Plotki generują gazety i portale, które mają w tym interes. Ja natomiast nie odzywałam się na temat książki publicznie do 23 marca, a więc do jej prapremiery. Do tego czasu nie powiedziałam ani słowa, a wszystko, co włożono w moje usta do tego momentu, jest nieprawdą. O jakiej kłótni w ogóle mówimy, skoro wszyscy wiedzą, że całe życie piszę tę książkę... To nie jest mój nagły wymysł!

Książka już do kupienia
Licząca 317 stron książka jest w księgarniach od 29 marca. „Tą książką składam hołd rodzicom i odczarowuję plotki. Tylko ja urodziłam się jako dziecko księdza. Moje rodzeństwo już nie. Dlatego to jest moja opowieść” – tak tłumaczy Agata Steczkowska w książce nazywanej „osobistą biografią rodziny”. A wydawnictwo W.A.B. tak zachęca do kupna biografii: „Jest to opowieść o bezprzykładnej walce o uznanie tej miłości przez Kościół, o dyspensę od ślubów kapłańskich i ślub kościelny. Walce wygranej na trzy lata przed śmiercią Stanisława”.

Agata Steczkowska przyznaje, że gromadzenie rodzinnych materiałów i podjęcie decyzji, że powstanie z nich nietypowa pamiątka rodzinna, zajęło jej około 30 lat.

Oparła się na dokumentach
Tak o tym mówi: – Najpierw oparłam się na dokumentach, które zebrała moja mama. To są listy, świadectwa, nagrody, trasy koncertowe oraz tysiące zdjęć. Do tego dołożyłam nagrania ludzi, którzy byli świadkami tamtych czasów, przyjaciół, sąsiadów, dziadków. Starałam się na samym początku przede wszystkim nagrywać wspomnienia najstarszych, żeby mi nie uciekli... Ich słowa po prostu zostały przelane na papier, tak jak w filmie dzieje się to, co w danym momencie. To wszystko jest autentyczne. Książka oparta jest w całości na dokumentach i nagraniach dobrowolnych ludzi z różnych stron. Ludzi, którzy znali tatusia jako księdza, ludzi, którzy byli jego chórzystami przez wiele, wiele lat. Mój tata był wielkim maestro, założył kilkanaście chórów chłopięcych i wykształcił tysiące ludzi. Ja u jego boku również. W tym roku mijają 34 lata mojej pracy.

Przed rokiem Agata z siostrami została zaproszona do VIVY do sesji zdjęciowej z okazji walentynek. Wspomina: – Tam poznałyśmy redaktorkę Beatę Nowicką, która wyczuła w nas wspaniałą opowieść na książkę. I zaproponowała swoje usługi każdej z nas. Pamiętałam, jak napisała wcześniej piękny, konkretny artykuł o naszej rodzinie, więc zaprosiłam ją na rozmowę. Zgodziła się natychmiast! Przyjechała do mnie i początkowo załamała się ilością archiwów i dokumentów. Powiedziała, że ją to przerasta. Uspokoiłam ją wówczas i odparłam, że wszystko mam w głowie poukładane, że czas nas nie goni i będziemy powoli panować nad całą materią. I tak to się po prostu stało. W pół roku napisałyśmy książkę.

Wspomnienia i relacje obcych
Książka, która Agata dedykuje swojemu rodzeństwu, poprzeplatana jest jej wspomnieniami zaznaczonymi szarym paskiem na brzegu kartek, wspomnieniami różnych osób na szarym tle (są tylko litery ich pierwszych nazwisk, na przykład „opowieść W.”) oraz gawędą Beaty Nowickiej, która opisuje zasłyszane od Agaty historie, nadaje im dramaturgię. Nie ma w niej zdjęć, bo jak tłumaczy autorka, nie chciała urazić rodzeństwa, a poza tym „książka bez zdjęć ma swój urok” – jak oceniła.
Książka rozpoczyna się od wypowiedzi Danuty i Stanisława Steczkowskich z filmu dokumentalnego „Justyna” z 1997 roku. I jest to jedyna wypowiedź jej rodziców o sobie. Reszta to omówienia listów (bez ich publikacji) i opowieści innych osób oraz wspomnienia Agaty. Agata dociera do korzeni rodzinnych, opisuje skąd wzięli się Steczkowscy i rodzina jej mamy z domu Wyżkiewicz. Rodzice pochodzili z Duląbki koło Jasła, tu się poznali, tu rozpoczyna się ich miłość, a potem przenosiny z miasta do miasta, w tym do Rzeszowa i Stalowej Woli.

Szalona konkurencja
Na księgarskim rynku jest szalona konkurencja i książka musi mieć coś, co porwie czytelników. W przypadku tej książki z ich porwaniem, zdaje się, nie jest najlepiej. W księgarni w Stalowej Woli księgarz już obniżył cenę z 50 złotych i zachęca promocyjnym upustem, bo wielu chętnych nie ma. Autorka udziela więc wielu rozmów w pismach, a tematem zainteresował się nawet „Dziennik Gazeta Prawna”, osładzając tą historią studiowanie prawnych zawiłości polityki i ekonomii. Jednak dziennikarzy interesuje zdaje się tylko jedno – młody ksiądz po zrzuceniu sutanny zakochany w kobiecie i szykanowany przez książąt Kościoła i ich sługi. Bo to jest dopiero pieprzny temat, a nie to, jakie pyszne pierogi robiła babcia.

Gehenna rodziców
W książce i w wypowiedzi dla gazet Agata podkreśla, jaką gehennę przeżyli rodzice, kiedy gruchnęło, że jej mama jest w ciąży z księdzem, a tato dla niej odejdzie z kapłaństwa. Jak szykanowany był jej tato przez ludzi Kościoła po odejściu z kapłaństwa, zanim po 33 latach, a trzy lata przed śmiercią, uzyskał od papieża dyspensę od święceń kapłańskich i mógł wziąć ślub kościelny w Stalowej Woli. Zdaniem Agaty tak długie zwlekanie „było rodzajem zemsty za to, że jej ojcu po porzuceniu stanu kapłańskiego udało się stworzyć szczęśliwą rodzinę i odnieść sukces” – jak powiedziała dla VIVY.
I dodała: – W Kościele trzeba być posłusznym, a tata, jak przestał być księdzem, zaczął swoje życie. Zaczął być sławny. Tego dla Kościoła było już za wiele. Nie można było go uciszyć, zrobić z niego potulnego misia. Najbliższy przyjaciel moich rodziców powiedział tuż po śmierci mojego taty: „Nigdy nie zrozumiem, dlaczego Kościół przez 32 lata niszczył Staszka psychicznie za to, że zachował się jak przyzwoity człowiek. Gdzie jest w tym miłosierdzie, łaska, wybaczenie szlachetność, miłość do bliźniego?”.

Przykre wspomnienie
Mocnym momentem w książce jest wspomnienie Agaty, jak ktoś w Stalowej Woli na ulicy obcesowo, jakby z obrzydzeniem, powiedział jej, że jest dzieckiem księdza. W taki sposób po raz pierwszy dotarła do niej ta prawda. Na osłodę usłyszała od mamy, że jest dzieckiem miłości.

Wydaje się także, że wychowania w wielodzietnej rodzinie Agata nie wspomina najlepiej (sama ma tylko dorosłą córkę), kiedy mówi dla VIVY: – Kiedy byłam mała, moje koleżanki uwielbiały patrzeć, jak zajmuję się młodszym rodzeństwem niczym laleczkami, tylko żywymi. A mnie to w ogóle nie rajcowało. Ja byłam tym zmęczona i przeciążona. Pamiętam, jak wyśmiewano się ze mnie, kiedy miałam 16 lat i urodziła się najmłodsza siostra Marysia, a mnie wytykano palcami na ulicach: „O, pewnie wpadła”. No bo jak ktoś wtedy widział młodą dziewczynę i niemowlaka w wózku, myślał jedno. Teraz mogę się z tego śmiać, wtedy nie było mi do śmiechu”.

Czy w obecnych czasach, kiedy zrzucenie przez księdza sutanny nie robi na nikim wrażenia, a byli księża dostają etaty na uczelniach i występują w telewizji jako eksperci w czasie skandali obyczajowych nawet z wysokimi dostojnikami kościelnymi, książka Agaty Steczkowskiej zrobi na kimś wrażenie? To, że ojciec muzykującej rodziny był księdzem, wiadomo było od dawna, o co postarały się plotkarskie gazety. A może ta książka to tylko odreagowanie emocji, jakie siedziały w Agacie i uwierały ją? Mocno podkreśla, że tylko ona jest dzieckiem księdza. Nieprawda, jej tato był księdzem do czasu otrzymania dyspensy, mimo poślubienia kobiety.

W cieniu Justyny
Wiele rodzin przeżywa dramaty i radości nadające się na książkę. Jeżeli kogoś mogą zainteresować wspomnienia Agaty, to tylko z jednego powodu – niezwykłej sławy, jaką cieszy się jej siostra Justyna (nawet encyklopedia pisze o nim „ojciec Justyny”). A milczenie Justyny i reszty rodzeństwa na temat książki jest wymowne.

Zdzisław Surowaniec

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.