Mariusz Parkitny

Kłopoty komorników. Upaść może nawet 60 procent kancelarii

Komornik Anna Zielińska: - To czarny scenariusz, ale realny jeśli proponowane przepisy wejdą w życie Komornik Anna Zielińska: - To czarny scenariusz, ale realny jeśli proponowane przepisy wejdą w życie
Mariusz Parkitny

Rozmawiamy z Anną Zielińską, komornikiem, rzecznikiem Rady Izby Komorniczej w Szczecinie, o tym, czy wkrótce kancelarie będą znikać, ile zarabiają komornicy i kto zyska na na nowych przepisach.

Źródło: TVN 24

Zaczniecie zamykać kancelarie?
Anna Zielińska: Oczywiście. Jeśli w życie wejdą przepisy, które proponuje ministerstwo sprawiedliwości. Upaść może nawet 60 procent kancelarii. Ta sytuacja odbije się niekorzystnie nie tylko na nas, ale też na klientach i całej gospodarce.

Wśród zmian, które proponuje ministerstwo najwięcej emocji wywołują pieniądze...
Na początek zastrzeżenie. Nie sprzeciwiamy się wszystkim proponowanym zmianom, bo o część sami zabiegaliśmy. Ale są też zmiany, które spowodują bardzo negatywne konsekwencje. Mówię o przepisach związanych z obniżeniem kosztów, opłat egzekucyjnych w szczególności, ale też wysokości zaliczek na wydatki gotówkowe. Np. zgodnie z proponowanymi przepisami, komornik może wziąć od wierzyciela zaliczkę na korespondencję w wysokości 30 złotych. To wystarcza na wysłanie 7 listów. A przecież często zdarzają się sprawy, które mają po kilka tomów, a listów wysyła się po 30 dziennie. Te wydatki będą więc tymczasowo obciążały komornika. Ale to dopiero początek. Drastycznie mają zostać obniżone opłaty egzekucyjne. Niedawno Krajowa Rada Komornicza zleciła sporządzenie niezależnego raportu. Wynika z niego, że 60 procent kancelarii może upaść, natomiast pozostałe będą redukowały zatrudnienie. Redukcja zatrudnienia powoduje spadek sprawności postępowań. Będą prowadzone mniej terminowo, co się przełoży na mniejszą skuteczność w odzyskiwaniu zobowiązań i dalsze zmniejszenie przychodów kancelarii.

Ministerstwo tłumaczy, że zmiany mają pomóc mniejszym kancelariom .
Nieprawda. Ja prowadzę taką małą kancelarię. Jestem modelowym komornikiem ministra sprawiedliwości. Jestem wykształcona, młoda i nie wysługuję się - jak to mówi pan minister - asesorami. Natomiast moja kancelaria upadnie. I tak samo kancelarie innych moich kolegów, którzy otworzyli swoje firmy w ostatnich latach. Ktoś wyliczył, że koszt obsługi jednej sprawy to ok. 200 zł. Składa się na to papier, toner do drukarki, telefon, utrzymanie pracownika, czas poświęcony na obsługę sprawy. Teraz opłata minimalna ma wynosić 100 zł. To oznacza, że nawet sprawy skuteczne, głównie drobne, nie zarobią na siebie, a co dopiero mówić, żeby te sprawy skuteczne zarobiły na te nieskuteczne. A pamiętajmy, że skuteczność w egzekwowaniu długów wynosi w skali ogólnokrajowej 20 procent i to nie dlatego, że komornikom nie chce się pracować.

Ilu kancelariom groziłoby zamknięcie?
W naszej apelacji (województwo zachodniopomorskie i dawne gorzowskie) mamy 93 komorników. Przyjmując dotychczasowe wyliczenia, kłopoty może mieć 60 procent. To by oznaczało, że pozostanie ok. 40 kancelarii, a będą takie miasta, gdzie nie będzie żadnej kancelarii. Koledzy z okręgu poznańskiego zrobili ankietę, z której wynika, że w np. w Pile nie będzie żadnego komornika.

I to dlatego, że minister obcina stawki?
Wiele osób zapomina, że komornik jest funkcjonariuszem publicznym, ale też działa jako przedsiębiorca, bo każda kancelaria musi być prowadzona w formie działalności gospodarczej. Jesteśmy taką hybrydą. Nie możemy ustalać stawek, mamy obowiązek przyjęcia sprawy nawet jeśli wiemy, że będzie nieskuteczna. Do każdej sprawy mamy obowiązek włożyć maksimum staranności. Nie dostajemy żadnych dotacji z budżetu państwa. Natomiast całym swoim osobistym majątkiem ponosimy odpowiedzialność za to co robimy, również za te nieskuteczne sprawy. Jesteśmy więc funkcjonariuszami publicznymi na działalności gospodarczej. Komornik, żeby móc pracować, musi więc zarabiać. Nowe przepisy spowodują, że komornicy będą musieli dokładać do utrzymania siebie i kancelarii.

Podobno komornicy zarabiają krocie...
To mit. Jak te osławione 46 tys. zł. Już teraz nawet w naszej apelacji są tacy komornicy, którzy zarabiają mniej niż średnia krajowa. I nagle się okaże, że co miesiąc będą musieli dokładać po tysiąc złotych lub więcej do prowadzenia kancelarii. Kogo będzie na to stać? A jeśli zwolnimy wszystkich pracowników i sami będziemy prowadzili sprawy, to na pewno nie przyspieszy to ich załatwienia. Nowe przepisy zakładają, że nawet jeśli komornik zrezygnuje z prowadzenia kancelarii to musi przez sześć miesięcy po rezygnacji utrzymywać swojego następcę. Dlatego komornicy zastanawiają się nad zakończeniem działalności jeszcze przed uchwaleniem nowych przepisów.

Nie mogę uwierzyć, że komornik będzie musiał zmienić zawód.
Krajowa Rada Komornicza rozesłała do nas ankietę, w którą wpisywaliśmy kwoty przychodów z poszczególnych tytułów. I okazało się, że większość z tych co ankietę wypełnili będzie na minusie, gdyby przepisy weszły w życie. A ta ankieta nie uwzględniała jeszcze, że opłata minimalna miałaby być zmniejszona z 350 zł do 100 zł. Już dziś wiemy, że gdy nowe przepisy wejdą w życie, to wielu kolegów nie będzie w stanie się utrzymać. My znajdziemy sobie inną pracę, tym bardziej, że nie zarabiamy tych mitycznych 46 tys. zł. Po ludzku przykro byłoby rozstawać się z zawodem. Tylko co dalej z tymi sprawami, które mamy? Kto się nimi zajmie, bo przecież one nie znikną. Będziemy zmuszać ludzi do tego? W czarnym scenariuszu sprawy z pozamykanych kancelarii trafią do ostatniej w mieście kancelarii, gdzie komornik, aby się utrzymać, musiał pozwalniać pracowników.

Wiedzę o komornikach czerpiemy z filmów Porozmawiajmy o waszej pracy. Zacznijmy od opłaty egzekucyjnej.
Minimalna opłata egzekucyjna wynosi jedną dziesiątą przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. Obecnie wynosi ok. 350 zł i podlega rewaloryzacji wraz ze zmianą przeciętnego wynagrodzenia. Po zmianach ma wynosić 100 zł. Opłata egzekucyjna obciąża dłużnika. Gdy komornikowi uda się wyegzekwować dług, to opłatę egzekucyjną ściąga od dłużnika. Nawet, gdy dług wynosi 20 zł, to opłata dla komornika wyniesie 100 zł. Wygląda nieźle, dopóki nie zdamy sobie sprawy, że skuteczność w ściąganiu długów wynosi 20 procent. Dlatego do tej pory obowiązuje zasada, że sprawy skuteczne utrzymują sprawy nieskuteczne, tak aby działalność kancelarii się bilansowała. Nowe przepisy zaburzają tą zasadę. Do tego komornik będzie musiał płacić 23 procent podatku VAT wliczonego w opłatę egzekucyjną. Biorąc to pod uwagę, szacunki, że upaść może 60 procent kancelarii komorniczych są realne.

Będziecie płacili prowizje państwu?
Prowizja będzie się zwiększała wraz ze wzrostem skuteczności w załatwianiu spraw. Mamy się dzielić dochodami ze Skarbem Państwa, bo jesteśmy funkcjonariuszami publicznymi. Ale przełóżmy to na praktykę. Do 500 tysięcy złotych rocznie przychodu komornik miałby płacić 1 procent prowizji, a powyżej 500 tysięcy złotych już około 20 procent. Przykład. Koszty utrzymania kancelarii to 80 procent jej przychodu. Mamy październik, na przychodach mam 480 tys. zł. Jeśli przekroczę jeszcze 20 tys. zł będę musiała odprowadzać wysoką prowizję. Komornikowi więc nie będzie opłacało się być skutecznym, bo nie zarobi. Mam wrażenie, że ktoś tego nie przemyślał. A z planów, aby płacić komornikom pensję z budżetu państwa szybko się wycofano.

Przychodzi do komornika wierzyciel, bo chce odzyskać 5 tys. zł od dłużnika. Jak to wygląda teraz, a jak może wyglądać?
Wierzyciel, który składa wniosek do komornika, wpłaca jedynie zaliczkę na wydatki gotówkowe. Np. koszty korespondencji, zapytań. To nie są pieniądze, które komornik bierze dla siebie. To pieniądze, które życzy sobie np. ZUS za informacje o dłużniku. Wierzyciel płaci mi 35 zł zaliczki, a ja te pieniądze płacę do ZUS, który udziela mi informacji. Wysokość zaliczki zależy od tego, co wierzyciel chce, abyśmy zrobili. Np. zapytanie do urzędu skarbowego to wydatek 45. zł itp. Jeśli egzekucja będzie skuteczna, to wierzyciel te pieniądze otrzyma z powrotem razem z wyegzekwowaną kwotą. Jeśli jest nieskuteczna, to komornik na wyroku sądu przybija pieczątkę, gdzie określa jakie koszty zostały poniesione i wierzyciel później na podstawie postanowienie komornika może dochodzić tych kosztów w kolejnej egzekucji. Pod tym względem sytuacja wierzyciela nie powinna się zmienić. Z punktu widzenia dłużnika, dzisiaj jest tak, że jeśli egzekucja jest skuteczna, to komornik ściąga od dłużnika 15 procent, w niektórych przypadkach 8 procent. Nowe przepisy wprowadzają kompletnie inne zasady. Ma być tak, że jeśli dłużnik zapłaci w ciągu dwóch tygodni dług u komornika, to opłata egzekucyjna wyniesie tylko 3 procent. Jaki więc interes będzie miał dłużnik, aby zwrócić dług przed oddaniem sprawy do komornika, skoro będzie wiedział, że u komornika zapłaci tylko trzy procent więcej. Mamy więc do czynienia z najlepszą ofertą „pożyczki” bo żaden bank nie daje pieniędzy na trzy procent. Dłużnik może więc czekać z oddaniem długu na czynności komornika, bo wiele nie traci przy tak niskiej opłacie egzekucyjnej. Po dwóch tygodniach opłata wzrasta do pięciu procent, co wciąż może być korzystne dla dłużnika. Dopiero, gdy komornik podejmie czynności, np. zajmie mu samochód, to wtedy opłata egzekucyjna wyniesie 10 procent. Z jednej strony ktoś może pomyśleć, że fajne są te nowe przepisy, bo dłużnik będzie płacił mniej, ale wpływ na obrót gospodarczy, czy nawet gospodarkę może być druzgocący.

Dlaczego?
Bo nikt nie będzie miał motywacji, aby długi płacić w terminie, skoro komornik jest tak tani. Przyjmuje się, że opłata egzekucyjna ma też charakter prewencyjny. Ma zachęcać ludzi, aby płacili długi na czas, bo inaczej czekają go bardzo wysokie koszty. Po zmianach te koszty będą znikome. Skorzysta dłużnik, ale nie komornik, który może upaść, bo nie zarabia m.in. z powodu niskiej opłaty egzekucyjnej i problem ma wierzyciel, bo musi dłużej poczekać na wierzytelność, gdy komornicy, którzy przetrwają będą mieli tysiące dodatkowych spraw. Ta sprawa może spowodować zapaść gospodarki. Zdrożeją kredyty i pożyczki, rachunki za wodę, gaz, prąd bo zwiększy się ryzyko nieściągalności długów. Mogą zdrożeć, aby ci co płacą regularnie, pokryli straty firm z powodu dłużników od których ciężej będzie wyegzekwować długi. Ucierpimy wszyscy. Ciężej będzie wziąć pralkę na raty, bo będę prześwietlona z każdej strony, czy mam szansę na płacenie rat. Skończą się odroczone płatności między przedsiębiorcami, bo będą się bać, że nie będzie kto miał długu ściągać. Wciąż mamy nadzieję, że do tego czarnego scenariusza nie dojdzie. Dla dobra wszystkich obywateli.

Mariusz Parkitny

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.