Kaja Paschalska nie pójdzie już na kompromisy

Czytaj dalej
Fot. Materiały Prasowe
Paweł Gzyl

Kaja Paschalska nie pójdzie już na kompromisy

Paweł Gzyl

Kaja Paschalska kojarzy nam się z „Klanem” i piosenkami dla nastolatek. Dziś ma już 30 lat i zaczyna dorosłą karierę wokalną. Jaką drogę musiała przejść, żeby zadebiutować na nowo?

Niedawno swoją premierę miał teledysk do Twojej nowej piosenki „Karma”. Drapieżny image, ostry tekst, mroczna muzyka. Taka będzie Kaja Paschalska, już dorosła piosenkarka?

Ponieważ przez długi czas nie było mnie w mediach, a sama za bardzo nie uzewnętrzniałam się ze swoimi przeżyciami i twórczością, wiem, że ludzie mogą być teraz zaskoczeni. Mój wizerunek wykreowany wcześniej znacznie różni się od tego, jaka jestem naprawdę. „Karma” to nie jest kalkulacja: co zrobić, żeby kogoś zaszokować. Niczego nie udaję. Wszystko, co tworzę, jest szczere, taka właśnie jestem.

Czego możemy oczekiwać od Twojej pierwszej dorosłej płyty, którą przygotowujesz?

Nie wszystkie utwory będą aż tak mroczne. Reszta piosenek będzie zróżnicowana, tak jak moje emocje.

W 2005 roku piosenka Funky Filona z Twoim udziałem - „Mała Chinka” - spotkała się z niezwykłym hejtem. To dlatego zniknęłaś na tyle lat ze sceny?

Ta cała historia dużo mnie kosztowała i potrzebowałam odciąć się od show-biznesu na jakiś czas i poukładać sobie wszystko w głowie. To był cios, który sprawił, że na jakiś czas zamknęłam się w sobie. Przedtem byłam przebojową nastolatką, która nie bała się niczego i „szła po swoje”, chociaż tak naprawdę poruszałam się po show-biznesie po omacku.

To znaczy?

Zaczęłam bardzo wcześnie. Wrzucono mnie od razu na głęboką wodę. Zaczęłam od występu na festiwalu w Opolu, a nie od śpiewania w małych klubach. Ta popularność, którą wtedy zdobyłam, spadła na mnie z zaskoczenia, a nikt nie mógł mnie nauczyć, czym to się je. Zresztą emocjonalnie też nie byłam na to gotowa. Teraz, będąc już dorosłą kobietą, mogłabym rozważyć konsekwencje takiego szybkiego wejścia na scenę, ale wtedy totalnie nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak to może wpłynąć na moje życie. Dlatego potrzebowałam czasu. Żeby dojrzeć, przewartościować swoje życie i odnaleźć w tym wszystkim prawdziwą siebie.

Żałujesz tego „nastoletniego” okresu swojej działalności muzycznej?

Wydałam dwie płyty, z których jestem dumna. Zagrałam wiele koncertów, wystąpiłam na największych festiwalach, poznałam wielu ludzi, którzy wpłynęli na mój rozwój muzyczny. To są doświadczenia, które są dla mnie bezcenne. Co do „Chinki”, wiele razy się zastanawiałam czy zmieniłabym tę decyzję, gdybym miała taką szansę. Z jednej strony to był błąd, ale z drugiej, doprowadził mnie do tego miejsca, w którym teraz jestem i zmobilizował do jeszcze cięższej pracy nad sobą. To było ponad 10 lat temu. I chociaż w dzisiejszych czasach z racji internetu nic nie ginie, ja jestem teraz zupełnie inną osobą. Na moim kanale na Youtubie udostępniłam krótki film, w którym na maksa szczerze podsumowuję swoją przeszłość, zamykając ten rozdział raz na zawsze.

Dzisiejszy show-biznes ze swym kultem celebrytów jest jeszcze bardziej agresywny niż 12 lat temu. Nie boisz się go?

To prawda. Wtedy nie było portali plotkarskich i social mediów. Kiedyś bardzo się przejmowałam tym, że jestem pod obserwacją mediów. Miałam w głowie to, że muszę cały czas się pilnować, bo pójdę gdzieś albo coś zrobię, a ktoś pstryknie mi zdjęcie i dopisze do tego dowolną historię, którą później będę się przejmować. Z wiekiem nauczyłam się jednak, że nie należy obciążać się rzeczami, na które nie ma się absolutnie żadnego wpływu. Trudno, taka jest otoczka tego zawodu, daje mi ona ekspozycję, pozwala dotrzeć do nowych odbiorców, dlatego też ją akceptuję. Ale absolutnie nie zachęcam nikogo do łażenia za sobą. Bycie na pierwszych stronach plotkarskich gazetek nie jest moim celem i nie sprawia mi żadnej przyjemności.

Jak to się stało, że trafiłaś na scenę mając zaledwie 15 lat?

Śpiewanie zawsze było moją największą pasją. Chociaż pochodzę z rodziny, która nie jest w żaden sposób związana z show-biznesem. Gdy byłam dzieckiem, tata przynosił mi płyty Celine Dion i Destiny’s Child, a ja spędzałam całe dnie na nagrywaniu na kasety swoich wersji wybranych utworów. Jeżeli chodzi o aktorstwo, w kontraście do muzyki, którą zawsze miałam w sobie, to był zupełny przypadek. Mama zapisała mnie na kółko teatralne do Pałacu Kultury, bo to miejsce wiązało się z dobrymi wspomnieniami z jej dzieciństwa. Tam ktoś mnie zauważył, zaprosił na casting - i tak dostałam się do „Klanu”. Muzyka jednak nadal była najważniejsza. Dzięki temu, że zaczęłam grać w serialu, mogłam zacząć realizować się w czymś, co jest dla mnie najważniejsze. Szczególnie, że „Klan” był w tamtym czasie naprawdę bardzo popularny, co na pewno ułatwiło mi start.

Jak się czułaś w tamtym momencie?

Pamiętam, jak brałam udział w opolskich „Debiutach”. Towarzyszył mi dość odczuwalny hejt ze strony niektórych wykonawców. Zdawałam sobie sprawę z tego, że ludzie znają mnie z telewizji i przez to jest mi łatwiej do nich dotrzeć. Z drugiej strony ta wygrana nie była dla mnie oczywista i cieszyłam się nią jak dziecko. Bo nigdy nie podchodziłam do siebie tak, że w związku z tym, że ktoś mnie rozpoznaje, to żyję na „specjalnych zasadach”, jestem inna niż otaczający mnie ludzie, którzy zajmują się w życiu czymś innym, niezwiązanym z show-biznesem. Takie traktowanie zresztą peszy mnie za każdym razem, kiedy się z nim stykam.

Jak postrzegali Cię wówczas Twoi rówieśnicy ze szkoły?

Miałam wtedy dwa życia. Z jednej strony była szkoła i rówieśnicy, a z drugiej - serial, nagrania, koncerty. Częściej niż z moimi rówieśnikami spędzałam czas w otoczeniu ludzi starszych od siebie. Trochę więc wyalienowałam się z typowego życia szkolnego. Nie miałam swojej paczki przyjaciół. Zdawałam sobie jednak sprawę z tego, że nie mogę w tym uczestniczyć, bo takie spotykanie się w krzakach za szkołą i palenie papierosów jest bardzo czasochłonne (śmiech). Dlatego właściwie nie przeszłam powoli kolejnych etapów swojego dzieciństwa tak, jak moi koledzy i koleżanki. Ale dostałam naprawdę dużo w zamian.

Twoi rodzice nie mieli nic wspólnego z show-biznesem: nie byli przerażeni tym, co się wtedy wokół Ciebie działo?

W sumie nigdy z nimi o tym nie rozmawiałam. Myślę, że zgadzając się na mój udział w serialu, nie spodziewali się tego, jakie to będzie miało dla mnie konsekwencje. Dopiero z dzisiejszej perspektywy widać, jak ta praca dużo namieszała w moim życiu. Cóż - rodzice podobnie jak ja starali się zaadaptować do nowej sytuacji. Nie obyło się więc bez błędów. Ale z perspektywy czasu myślę, że podjęli dobrą decyzję.

Kaja Paschalska
Piotr Smolinski

Co działo się z Tobą, kiedy odpuściłaś śpiewanie?

Muzyka była w moim życiu cały czas. Poza tym, że pracowałam w „Klanie”, przez te wszystkie lata uczyłam się śpiewu profesjonalnie. Komponowałam też muzykę. Od lat, codziennie, przez kilka godzin śpiewam w domu. To mój trening, rozwój i inwestycja w swoją przyszłość. Czasem nie jestem w stanie przestać (śmiech). W zależności od dnia i efektów, raz mnie to uskrzydla, a kiedy indziej - dołuje. Ale nauczyłam się sobie w takich chwilach odpuszczać. Kiedyś śpiewałam cudze utwory - teraz śpiewam swoje. Nie będę już chodzić na żadne kompromisy. Pod koniec dnia to ja mam być z siebie zadowolona, a taki stan da się w pełni osiągnąć tylko tworząc coś w zgodzie ze sobą. Oczywiście są osoby, których zdanie szanuję i cenię, a ich uwagi i sugestie są dla mnie bardzo ważne. Ale ostatecznie każda decyzja jest tylko moja. Bycie sobą jest dla mnie najważniejsze. We wszystkim, co robię. To jest wiedza, której nie dostałam od razu. Musiałam ją zdobyć, ucząc się na swoich błędach.

Nie tęskniłaś przez ostatnie 12 lat za publicznymi występami?

Pewnie, że tęskniłam. To jest moja największa pasja i przez te wszystkie lata odczuwałam pewien rodzaj frustracji, że nie mogę się w niej realizować. Ale nie byłam na to gotowa. Potrzebowałam tego czasu dla siebie. Teraz wracam pewna siebie i tego, czego chcę. I nie jest dla mnie tak bardzo ważne, czy będzie mnie słuchać 2 tysiące czy 200 tysięcy osób. Najważniejsze jest to, że mogę robić to, co kocham i czuć się spełniona.

Co sprawiło, że uznałaś, iż właśnie teraz jesteś już gotowa na powrót?

Trudno jednoznacznie powiedzieć. Każda zmiana w życiu to bardzo złożony proces. Na pewno duże znaczenie mieli ludzie, których spotkałam na swojej drodze. Przez jakiś czas celowo otaczałam się osobami, które trzymały mnie w tym samym miejscu. Ja sama nie byłam wtedy gotowa, żeby pójść dalej i taki rodzaj poczucia bezpieczeństwa w swego rodzaju stagnacji był mi na tamten moment potrzebny. Teraz jestem na innym etapie w swoim życiu, mam inne potrzeby, jestem też wielu rzeczy bardziej świadoma. Między innymi tego, że wszystko tak naprawdę wychodzi z nas samych. Każdy ma moc sprawczą, żeby zmienić swoje życie na każdym jego etapie.

Może to Twój występ w programie „Twoja twarz brzmi znajomo” dwa lata temu okazał się przełomem?

Była to dla mnie trudna decyzja, bo to była pierwsza rzecz związana z występowaniem na scenie, jaką zrobiłam od wielu lat. Ale bardzo się cieszę, że ją podjęłam. Mimo tego, że kosztowało mnie to bardzo dużo stresu. Zdawałam sobie sprawę z tego, że jestem dobra technicznie, ale śpiewanie w domu to zupełnie co innego niż wyjście na scenę. Kiedy wystąpiłam po raz pierwszy, byłam przerażona. To było tak jakbym stanęła obok siebie i oglądała to, co robię, z boku, nie mając na to wpływu. Po tym odcinku wróciłam do domu i stwierdziłam, że już więcej tam nie pójdę (śmiech). Ale później było coraz lepiej. Pod koniec, mimo ogromnego zmęczenia, sprawiało mi to ogromną radość i satysfakcję.

Po wydaniu płyty będziesz musiała jednak wrócić na scenę z koncertami. Jakie to wywołuje w Tobie emocje?

To moje największe marzenie - i cieszę się na maksa! Na pewno na początku będę się stresować, ale generalnie nie boję się o siebie. To po prostu kolejna umiejętność, której się nauczę, praktykując.

Doświadczenia nabyte w „Klanie” nie pomagają na scenie?

To zupełnie co innego. Do śpiewania podchodzę bardzo emocjonalnie. To dla mnie coś szalenie ważnego. Nie mam do tego dystansu. A czasem by się przydał. Mam go na liście rzeczy „do nauczenia się” w najbliższej przyszłości. (śmiech) Wiem, że jak wyluzuję, to wszystko robi się samo. Ale jeśli mam „spinkę”, to wtedy popełniam naprawdę bezsensowne błędy. Poza tym scena to żywioł, energia innych ludzi. Na planie serialu wszystko można powtórzyć, dopracować, a fakt, że robię to od 20 lat, też ma duże znaczenie pod kątem doświadczenia. Przychodzę na plan i po prostu robię swoje. Myślę, że z koncertami w pewnym momencie też tak będzie.

Nie martwię się o siebie. Miewałam już różne okresy w swoim życiu i wiem, że sobie poradzę

Występujesz w „Klanie” już prawie dwadzieścia lat!

I nadal to lubię. To dla mnie w pełni komfortowa sytuacja: zarabiam pieniądze, którymi płacę rachunki, a jednocześnie mam przestrzeń na realizowanie swojej pasji. Dlatego bardzo to szanuję.

Kiedy przestałaś występować, nie myślałaś, żeby poświęcić się aktorstwu?

Nigdy nie miałam potrzeby rozwoju w tym kierunku. Chociaż lubię to. Czasami zdarzają się takie sceny, które wymagają ode mnie czegoś więcej emocjonalnie i wtedy schodząc z planu mam poczucie satysfakcji. Ale mimo tego wiem, że to nie jest droga, którą chcę iść. Generalnie ja w ogóle lubię wszystko, co jest związane ze sztuką. Piszę, trochę maluję, ale wyznaję zasadę, że jeśli już coś robię na poważnie, robię to dobrze. Nigdy po łebkach. W tym, co jest dla mnie ważne, zawsze daję sto procent siebie.

Jeśliby Twoja dorosła płyta wypaliła, jesteś w stanie porzucić „Klan” i skoncentrować się na śpiewaniu?

Dlaczego? „Klan” zabiera mi na tyle mało czasu, że nie widzę takiej potrzeby. Poza tym z wolnym zawodem bywa różnie. Raz są pieniądze, a raz ich nie ma. Dzięki temu, że mam „Klan”, mam też poczucie bezpieczeństwa na tej płaszczyźnie. Nie widzę więc najmniejszego powodu, żeby porzucać Olę Lubicz. (śmiech)

A masz jakiś plan B na wypadek, gdyby jednak nie wyszło ze śpiewaniem?

Zawsze będę śpiewać. To jest pewne. Jeżeli chodzi o zarabianie pieniędzy, ciężko mi wyobrazić sobie, że miałabym teraz pracować w korporacji. Ale jestem przygotowana na każdy rozwój sytuacji. I nie martwię się o siebie. Miewałam już różne okresy w swoim życiu i wiem, że sobie poradzę. Najważniejsze dla mnie na ten moment jest to, że wreszcie czuję się spełniona.

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.