Dziwnów. Exodus z Grecji do Polski

Czytaj dalej
Fot. Archiwum Mariana Klasika
Marek Rudnicki

Dziwnów. Exodus z Grecji do Polski

Marek Rudnicki

Partyzanci, którym nie udało się uciec z Grecji, trafili do więzień i obozów koncentracyjnych. Wsiadając na polskie statki partyzanci byli przekonani, że po wyleczeniu wrócą do Grecji. Mylili się.

W końcu wojny wyspa Wolin broniła się niemal do dnia podpisania kapitulacji. Wiele samolotów stacjonujących w bazie w Dziwnowie pozostało na miejscu. Lotnicy je opuścili, bo prawdopodobnie zabrakło do nich paliwa.

Jak napisał Marian Klasik w książce „Tajna operacja wywiadu PRL. Szpital polowy 250 w Dziwnowie”, odnajdywano je po zakończeniu wojny w różnych miejscach. Co istotne, maszyny lotnicze były sprawne.

Do przełomu lat 1949/1950 wodnosamoloty były odnajdywane na wodach Zalewu Ka-mieńskiego. Część z nich ukryto tam jeszcze w czasie II wojny światowej przed oczami radzieckich lotników, wśród drzew i krzewów przy drodze Dziwnów-Międzywodzie. Potem zostały wywiezione, prawdopodobnie na złom.

Dziwnów. Exodus z Grecji do Polski
Archiwum Mariana Klasika

Bazę, gdzie pozostało wiele sprzętu, zajęli radzieccy wojskowi. Część, w tym nowe silniki lotnicze czy hangary, zostały wywiezione do Związku Radzieckiego. Później wojsko polskie zdemontowało przepompownię i zbiorniki paliwa na potrzeby lotniska Okęcie w Warszawie. Gdy Rosjanie po roku opuścili bazę, przyszli szabrownicy i ogołocili ją z tego, co pozostało.

Zaraz po wojnie w wojsku polskim planowano utworzenie jednostki morskiej. W pierwszych dniach stycznia 1947 r. do bazy przybył 30-osobowy Pluton Lotniskowy. Już latem tego roku z planów tworzenia polskiego lotnictwa morskiego zrezygnowano i baza została opuszczona.

Przewrotność Rosji

Wielkie mocarstwa dokonały podziału powojennych stref wpływów w Europie. I tu warto wspomnieć o przewrotności tej decyzji.

Polskie podziemie niepodległościowe nie dostało po wojnie żadnej pomocy ze strony Amerykanów i Brytyjczyków, jako że Polskę skazano na wpływy radzieckie. Grecja miała znaleźć się pod kuratelą brytyjską, a mimo to lewicowa partyzantka (niemal 100 tysięcy pod bronią, podobna liczna jak w Polsce) dostała wszelką pomoc wojskową z Rosji.

- W 1948 roku przywódca jugosłowiański Josip Tito w wyniku konfliktu z Moskwą zamknął granice z Grecją i wstrzymał idącą tędy pomoc dla partyzantów greckich - opowiada Marian Klasik wyjaśniając, dlaczego lewicowa partyzantka przegrała w wojnie toczonej po wojnie z Brytyjczykami i podległymi im oddziałami. - Wspomnijmy też, że również polskie statki zaopatrywały w broń partyzantów.

W 1949 roku doszło do ofensywy armii rządowej generała Aleksandrosa Papagosa, w czasie wojny więźnia Dachau, a po wojnie, od 19 stycznia 1949 roku naczelnego dowódcy greckich sił zbrojnych.

- W wyniku walk komunistyczna partyzantka złożyła broń, a kilka miesięcy później zdelegalizowano w Grecji partię komunistyczną.

Jak dziś się szacuje, około 60 tysięcy partyzantów zdołało uciec do Albanii. Natomiast ci, którzy pozostali, poddani zostali represjom i wielu z nich zmarło w wiezieniach i obozach koncentracyjnych.

Dziwnów. Exodus z Grecji do Polski
Archiwum Mariana Klasika

Z tych, co zdołali uciec, niemal połowa trafiła do Kazachstanu. Do Polski przywieziono około 14 tysięcy. Znaczna ich część była schorowana i ranna. W tej puli były też kobiety i dzieci. Skierowano ich do utworzonego specjalnie szpitala w Dziwnowie.

Polska pomoc dla Greków

- Głównym organizatorem pomocy dla Greków w Polsce był gen. Leszek Krzemień, zastępca ds. politycznych szefa Śląskiego Okręgu Wojskowego - przypomina Marian Klasik. - Po nim pieczę przejął gen. Wacław Komar, szef II Oddziału Wywiadowczego Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. De facto, był to jeden z najbardziej ideowych komunistów w naszym wojsku. Walczył jeszcze w Hiszpanii, gdzie dowodził czesko-bałkańską brygadą międzynarodową. Należy też przypomnieć, że decyzja o pomocy wyszła bezpośrednio od Bieruta. Czy stało się to za sprawą sugestii z Moskwy, dziś trudno dociec.

Po wybraniu lokalizacji na szpital, do Dziwnowa wysłano por. Władysława Barciko-wskiego (taki niski miał wówczas stopień). Stało się to nie bez powodu. Był bardzo dobrym lekarzem, chirurgiem ortopedą, uczniem i asystentem znanego na świecie prof. dr Wiktora Degi, a więc specjalistą najbardziej nadającym się do roli szefa przyszłego szpitala. Poza tym znał teren, bo jako lekarz odbywał ćwiczenia w pułku artylerii koło Mrzeżyna.


- Niemcy wycofując się zaminowali bazę wypełnioną bombami, a Rosjanie nie wszystkie je rozbroili - opowiada Marian Klasik. - Trzeba było się nimi zająć, jeśli miał tu być szpital na tysiąc łóżek. Dziś wydaje się to niemal niemożliwe, ale w pierwszym etapie prac saperskich rozbrojono około stu tysięcy min i setek bomb lotniczych zgromadzonych w piwnicach budynków.


Pierwsi Grecy trafili na pokład statku „Kościuszko” w nocy 13 lipca 1949 r. Wybrano 750 kalekich i rannych. Przewieziono ich do adriatyckiego portu Durrësi z obozu wojskowego Soucht w Albanii.

- Partyzanci wyruszając na pokładzie polskich statków do Polski myśleli, że jadą tylko na leczenie - mówi Marian Kla-sik. - Byli przekonani, że po wyleczeniu i rekonwalescencji wrócą do Grecji. Nie wiedzieli, że zostaną politycznymi uchodźcami.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Głosu Szczecińskiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Głosu Szczecińskiego
  • codzienne e-wydanie Głosu Szczecińskiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Marek Rudnicki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.