Dyplomata i arystokrata, który żył 102 lata i stał się legendą emigracji w Londynie

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Wiesław Pierzchała

Dyplomata i arystokrata, który żył 102 lata i stał się legendą emigracji w Londynie

Wiesław Pierzchała

Miłośnik książek i obrazów, ambasador w Londynie i prezydent RP na uchodźstwie, jeden z czołowych autorytetów naszej emigracji, czyli Edward hrabia Raczyński z Rogalina w Wielkopolsce.

Uwielbiał poezje Mickiewicza i powieści Sienkiewicza. Zawsze szykowny i elegancki. Ubierał się u najlepszych krawców. Stanowił typ angielskiego gentlemana. Do legendy przeszły przed wojną jego zaręczyny ze słynną Karoliną hrabianką Lanckorońską, która zakochała się w... jego starszym bracie Rogerze. Ten zaś w uczuciach był stały, tylko że one się zmieniały. Dlatego zerwał zaręczyny. Aby ratować honor rodziny Edward oświadczył się Karolinie. Dali sobie rok czasu, aby stwierdzić, czy ich związek ma sens. Nie miał, bowiem nie kochali się. Rozstali się w wielkiej przyjaźni, którą utrzymali do końca życia. O tym wszystkim możemy przeczytać we frapującej książce Zofii Wojtkowskiej „Wiek ambasadora” wydanej przez Iskry.

Rząd Sikorskiego piątym kołem u wozu w Londynie

Edward Raczyński wychował się w Rogalinie znanym z pałacu, dębów tysiącletnich i wybornej kolekcji obrazów, wśród których były dzieła Tycjana, Rembrandta, van Gogha, Matejki, Malczewskiego i Wyspiańskiego. W dziecięcej sypialni Edwarda i Rogera wisiała... monumentalna „Melancholia” Malczewskiego.

Przełomem w życiu Edwarda był rok 1933, gdy został ambasadorem w Londynie. Wśród polityków, których wtedy poznał, był Winston Churchill - przyszły premier rządu jej królewskiej mości. Stąd dobre relacje między nimi. Klęska wrześniowa i wiarołomność Francji i Anglii, które nie zaatakowały Niemców od zachodu, wstrząsnęła ambasadorem. „Sojusznicy brytyjscy i francuscy nie zrobili nic poza zrzuceniem kilku ulotek” - stwierdził z goryczą.

Mimo to nie załamuje się. Bierze udział w zakulisowych negocjacjach, w wyniku których premierem zostaje Władysław Sikorski. Relacje między nimi z początku są chłodne. Ambasadora irytuje „wielka próżność” premiera. Ten zaś jest przekonany, że Raczyński to człowiek sanacji, dlatego nie darzy go zaufaniem. Potem to się zmieni. Generał stwierdzi, że Raczyński jest apolityczny, propaństwowy, lojalny wobec jego rządu i niezbędny w kontaktach z Anglikami.

Ci zaś na każdym kroku komplementowali polskich lotników i żołnierzy, ale do czasu. Po ataku Niemiec na Związek Radziecki Churchill postawił na Stalina i antysowiecki rząd Sikorskiego zaczął być traktowany jak piąte koło u wozu. Stało się to bardzo widocznie po odkryciu mogił naszych oficerów w Katyniu, po którym Moskwa zerwała z Polską stosunki dyplomatyczne, zaś Churchill nic nie zrobił, aby wyjaśnić zbrodnię i napiętnować winnych.

Raczyński wiedział, że sprawa Polski znalazła się na równi pochyłej. Zamykano przed nim drzwi w brytyjskim MSZ, co wcześniej było nie do pomyślenia. Kropkę nad „i” postawiły konferencje Wielkiej Trójki w Teheranie i Jałcie, po których zdrada aliantów stała się faktem i Polska znalazła się pod butem Stalina.

Robi wrażenie starca, ale rozmawia jak młodzian

Po wojnie Raczyński nie złożył broni i dalej walczył, środkami politycznymi, o niepodległość Polski. Pisał do londyńskich „Wiadomości” Grydzewskiego i czytał paryską „Kulturę” Giedroycia. Wypowiadał się w Radiu Wolna Europa. Gdy w 1954 roku po upływie kadencji prezydent August Zaleski nie złożył swego urzędu, na emigracji doszło do rozłamu. Powstała Rada Trzech zwana też „trójgłowym prezydentem” utworzona przez Raczyńskiego, gen. Andersa i Tomasza Arciszewskiego. Pierwsze skrzypce grał tam zwycięzca spod Monte Cassino, który z czasem coraz lepiej dogadywał się z Raczyńskim. To oni stali na czele potężnej, 30-tysięcznej, antysowieckiej manifestacji 22 kwietnia 1956 roku z okazji przyjazdu do Londynu genseka Nikity Chruszczowa.

Raczyński jest niezmordowany. Doprowadza do odsłonięcia w Londynie pierwszego pomnika katyńskiego w Europie. Płacze ze szczęścia po wyborze papieża Jana Pawła II. Nie kryje entuzjazmu po wybuchu „Solidarności”. Jest doceniany i poważany. Tak bardzo, że wieku 88 lat zostaje prezydentem RP na uchodźstwie. Po przełomie w 1989 roku do jego domu w Londynie pielgrzymują politycy znad Wisły - z Lechem Wałęsą i Tadeuszem Mazowieckim. „Robi wrażenie starca, ale rozmawia jak młodzian” - dziwi się król felietonu Stefan Kisielewski.

Wiesław Pierzchała

Jestem dziennikarzem w redakcji "Dziennika Łódzkiego". Zajmuję się sądami, policją, prokuraturą, tematyką historyczną oraz związaną z łódzkimi zabytkami i rodami fabrykanckimi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.