Dla niego najważniejsza była przygoda. Książka o podróżniku z Nowogardu

Czytaj dalej
Agnieszka Tarczykowska

Dla niego najważniejsza była przygoda. Książka o podróżniku z Nowogardu

Agnieszka Tarczykowska

Podróżnik, miłośnik gór, ale nie ryzykant - dwa lata temu zginął w Himalajach. Siostra napisała o nim książkę, aby przeczytali ją rodzice. Pozycja właśnie trafiła do księgarń

Pierwsze podróże jako dziecko odbywał autobusem do dziadków. Szybko stał się obieżyświatem. Pracował w szczecińskim hufcu. Świetny negocjator i organizator, potrafiący zjednywać sobie ludzi. Dusigrosz z bogatym wnętrzem. Dwa i pół roku temu Robert Durski zginął pod Annapurną w Himalajach. Właśnie ukazała się książka podróżnika z Nowogardu.

Mnóstwo map, zużyty scyzoryk i ogrom wspomnień ze wspólnie przeżytych chwil, to najcenniejsze rzeczy, jakie pozostały bliskim po Robercie. Podziwianie himalajskich szczytów miało być „lajtowym” trekkingiem. Nic nie zapowiadało, że 14 października 2014 roku wydarzy się dramat, który uznano za największą tragedię trekkingową w Nepalu.

W Himalaje Robert Durski wybrał się z przyjaciółmi, w najbardziej bezpiecznym czasie. - W ostatnią podróż, na trekking wokół Annapurny, Robert wyruszył ze swoją dziewczyną, kolegą i dwiema koleżankami opowiada Katarzyna Durska, siostra. - Trudność trekkingu wokół Annapurny porównywalna jest z trudnością szlaków w naszych Bieszczadach.

Robert był jednym z trzech Polaków, którzy stracili życie w burzy śnieżnej.

To nie strach, to respekt

Był odważny, ale nie lubił ryzykować. Znajomi mówili o nim, że to człowiek gór, ale także człowiek, który darzył góry szacunkiem. Do każdej podróży był świetnie przygotowany. Na bieżąco śledził prognozy pogody.

Każda podróż to jakaś niewiadoma, to gwarancja przygody, ale też podejmowanie ryzyka.

- Pewnego razu w Tatrach słowackich spotkaliśmy niedźwiedzia wspomina dziewczyna Roberta. - Stanął przed nami na środku szlaku w odległości około 20 metrów. Nasza grupa liczyła 10 osób, licząc także przypadkowych turystów. Chwila konsternacji, spoglądamy jeden na drugiego, uzgadniamy, że najlepiej się nie ruszać i poczekać aż niedźwiedź sobie pójdzie. Zwierzę wyglądało na wyraźnie zaniepokojone i nerwowe. Jak się okazało, to była niedźwiedzica czekająca na swoje młode. Dwa małe misie dołączyły do mamy i cała trójka pozwoliła nam kontynuować wędrówkę. Kiedy tego samego dnia wieczorem wspominaliśmy to wydarzenie, Robert powiedział mniej więcej coś takiego: „Spojrzałem na ludzi, którzy nam towarzyszyli, oceniłem i pomyślałem- no nic, jak przyjdzie uciekać ostatni nie będę”. Dziś zaliczam tę przygodę do zabawnych.

Spotkanie z przyjaciółmi

Wioletta i Paweł byli w Nepalu razem z Robertem. Znali się od wspólnej wyprawy do Czar-nogóry w 2008 roku.

- To był moment przełomowy w życiu Roberta - opowiada siostra Katarzyna. - Przeglądając jakieś strony w internecie, Robert zauważył ofertę grupy osób, które chciały pojechać do Czarnogóry, ale brakowało im osoby do kompletu w samochodzie. Wiadomo, chodziło o podzielenie się kosztami. Robert nie do końca był przekonany do tego sposobu podróżowania, ale postanowił skorzystać. Tym bardziej, że Czarnogóra należała wtedy do krajów z jego listy MUST SEE. Od tego momentu Robert zaniechał samotnych podróży, a jego wyjazdy nabrały innego charakteru. Po prostu poznał ludzi, dla których odkrywanie świata było tak samo ważne.

Samotne lata

Wcześniej przez lata samotnie przemierzał świat.

- Uwielbiał podróżować odkąd sięgnę pamięcią - wspomina Katarzyna. - Jako dziecko szybko zaczął samodzielnie jeździć autobusem czy pociągiem. Podróżował sam. Nie wiem do końca dlaczego sam. W dużej mierze chyba dlatego, że preferował niezależność, nikt go w żaden sposób nie ograniczał, nie opóźniał, nie wpływał na zmianę decyzji. Ale też dlatego, że na początku tej przygody nie natrafił na kogoś, kto podzielałby jego entuzjazm.

Nie zawsze były to też kierunki powszechne, czy ogólnie uznane za bezpieczne. Na przykład Chorwacja w 1997 roku, w czasach kiedy ten kraj dopiero leczył rany po wojnie i po rozpadzie Jugosławii.

Najważniejsza była przygoda

Robert swoje życie zawodowe związał z Ochotniczymi Hufcami Pracy w Zachodniopomorskiej Wojewódzkiej Komendzie w Szczecinie. Odpowiedzialny był za współpracę międzynarodową oraz wdrażanie projektów europejskich. Kochał swoją pracę. Uwielbiał kontakty z ludźmi.

- Bez wahania zgadzał się na delegacje krajowe czy zagraniczne, aby realizować zadania zawodowe poza stałym miejscem pracy - zaznacza Katarzyna. - Powiedziałabym nawet, że wolał to, niż siedzenie za biurkiem i rozliczanie wniosków.

- Może to nieelegancko zabrzmi, ale Robert był typowym dusigroszem - zdradza siostra. - Nigdy nie wydał więcej niż powinien. Zawsze szukał okazji, aby „przyciąć euraska” i zaoszczędzić parę groszy. Wszystkie podróże odbywał nisko-budżetowo.

- I była to taka turystyka z plecakiem - zauważa Paweł. - Podstawowym celem były góry, choć zawsze musieliśmy zajrzeć do starych zamków, wypróbować ścieżki rowerowe Bornholmu czy plaże Teneryfy, niemniej w obu przypadkach zdobyliśmy najwyższe miejsca tych wysp.

Książka powstała dla rodziców

Niedawno powstała książka Roberta i o Robercie. Opracowała ją jedna z najbliższych osób, cicha czytelniczka jego internetowych relacji z podróży, siostra Katarzyna. Chciała, żeby rodzice przeczytali o wyprawach syna, a to był najodpowiedniejszy sposób.

- Robert przez wszystkie lata podróży tworzył relacje w internecie pod pseudonimem Podróże RobaCRO Lutalicy iz Novogardu, na portalu Cro.pl - mówi Katarzyna Durska. - Dzielił się tam swoją wiedzą i doświadczeniem. Byłam jego czytelnikiem, takim cichym. Właśnie uświadomiłam sobie, że Robertowi nigdy nie powiedziałam, że śledzę jego wątek i mu mocno kibicuję. Natomiast nigdy tych relacji nie przeczytali rodzice. Po śmierci Roberta chciałam pozostawić im włączony komputer, żeby mogli się na spokojnie ze wszystkim zapoznać. Niestety, rodzice nie są przekonani do technologii komputerowych.

Agnieszka Tarczykowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.