Czy w Polsce można być szczęśliwym?

Czytaj dalej
Fot. Michal Gaciarz / Polska Press
Marek Ciesielczyk

Czy w Polsce można być szczęśliwym?

Marek Ciesielczyk

Rację ma prezes Kurski, uzasadniając konieczność płacenia telewizyjnego abonamentu, choćby dlatego, iż - jak słychać - psychoanalitycy zalecają dziś swym niestabilnym psychicznie pacjentom wielogodzinne oglądanie TVP. Podobno można w ten sposób wyjść z ciężkich stanów depresyjnych. Wystarczy obejrzeć kilka audycji prowadzonych przez Holecką lub Rachonia i człowiek zaczyna widzieć wszystko na różowo.

Naładowany tego typu optymizmem wracałem niedawno na ojczyzny łono prawie z końca świata. Już na lotnisku w Balicach bajkowy obraz rzeczywistości polskiej kreowany przez TVP wydał mi się jednak przesadzony. Nie działały schody ruchome. Nie musiała to być wina powołanego z klucza partyjnego - podobnie zresztą jak w przeszłości - szefa Balic.

Jako że rozładowała mi się komórka, usiłowałem w pociągu relacji Kraków - Tarnów znaleźć jakiś kontakt. Choć pociąg wyglądał na nowoczesny, nie było w nim sprawnego źródła zasilania. Nie musiała to być oczywiście wina szefa PKP, który zgodnie z tradycją III i IV RP jest zapewne członkiem aktualnej nomenklatury. Pomyślałem, że wytrzymam godzinę bez komórki. Nie muszę przecież zamawiać taksówki telefonicznie. Na pewno będą stały przy wyjściu z dworca. I znowu okazało się, że Rachoń i Holecka nie do końca mają rację. Po pierwsze postój taksówek - to tarnowskie kuriozum - jest oddalony od dworca. Po drugie, nie ma na nim ani jednej taksówki. Ciągnąc więc walizkę za sobą, powędrowałem do domu.

Droga sprawiała trudności. Tak podziurawionego chodnika nie widziałem nawet na zwiedzanych Wyspach Zielonego Przylądka. Optymizm Holeckiej i Rachonia przesłoniła mi ponownie polska rzeczywistość momentami przypominająca tę z Cabo Verde. Gdy nasza grupa jechała na szczyt wulkanu, przewodnik tłumaczył, dlaczego w pewnym momencie nowa droga skończyła się: lokalne władze ukradły część pieniędzy, podarowanych przez Portugalię i UE. Skąd to znamy?

Gdy dotarłem do domu, zapoznałem się z pismem Prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie, z którego wynikało, iż nie może udostępnić informacji na temat wyroku skazującego, jeśli skazanie uległo zatarciu. Tak więc jeśli chcielibyśmy wysłać dziecko na kolonię kierowaną przez człowieka skazanego za pedofilię, a wyrok uległby zatarciu, nie mielibyśmy szans się o tym dowiedzieć. Ciekawe , ilu rodziców dałoby swe dzieci pod opiekę człowieka, który został skazany za pedofilię, a dziś może funkcjonować jako człowiek formalnie nie skazany dzięki zatarciu wyroku?

Po tej konfrontacji z polską rzeczywistością zacząłem znów oglądać TVP, ale to już nie działa. Chyba Bronisław Wildstein miał rację, przepowiadając, iż tego typu propaganda sukcesu wcześniej czy później obróci się przeciw rządzącym...

Marek Ciesielczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.