,,Czy leci z nami pilot?” Tak! Kobieta. Faceci nie mają monopolu na latanie

Czytaj dalej
Fot. Stanisław Śmierciak
Krystyna Trzupek

,,Czy leci z nami pilot?” Tak! Kobieta. Faceci nie mają monopolu na latanie

Krystyna Trzupek

29-letnia Dominika Chyclak z Jastrzębia w gminie Łukowica w obłokach buja już od 2007 roku. Wylatała już 1500 godzin. W odrzutowcu, którym steruje, czuje się dużo lepiej niż w samochodzie.

Rany Boskie! Baba za sterami! Czy ten widok jeszcze zadziwia?

Jest to coraz częściej spotykana sytuacja, ponieważ kobiet w lotnictwie jest coraz więcej. Mimo to zabawnych sytuacji ciągle jest sporo, większość z życia aeroklubowego, gdzie nadal jestem instruktorem i Kierownikiem Szkolenia.

Na przykład?

Lot zapoznawczy z potencjalnym kandydatem na szkolenie do uruchomienia samolotu. Bardzo miły pan nie był w stanie uwierzyć, że poleci ze mną. Wydawało mu się to na tyle nieprawdopodobne, że poprosił mnie o wylegitymowanie się licencją. Żeby było śmieszniej, okazało się, że pan z zawodu był policjantem. Mimo że kobiety za sterami nie są już tak rzadkim widokiem, jak było to jeszcze kilkanaście lat temu, to wciąż jest to zawód zdominowany przez mężczyzn.

A Pani szybko odnalazła się w tym męskim świecie?

Łatwo nie było. Wciąż drzemie w ludziach stereotypowy pogląd na świat, ale jeżeli ktoś wytrwale i uparcie dąży do celu, to nie ma to najmniejszego znaczenia.

No właśnie, stereotypy. Musi Pani udowadniać, że jest lepsza od pilotów - mężczyzn?

Udowadniać raczej nie, ja nigdy nie czułam żadnej dyskryminacji wśród kolegów. Lotnicy to taka jedna wielka rodzina. Różnica polega na tym, że na samym początku my, jako kobiety, musimy się bardziej wykazać i przykładać.

Jak Pani myśli, z czego to wynika, że kobiet - pilotów jest tak mało?

Latanie to dość specyficzny pomysł na życie. Żeby zacząć latać zawodowo trzeba przejść długą i czasami krętą drogę. Mnóstwo nauki teoretycznej jak i praktycznej może początkowo odstraszać. Kolejna rzecz to specyfika zawodu. Latanie, czy to samolotem liniowym, czy biznesowym wiąże się z dość dużą ilością czasu spędzanym poza domem, co może niektórym wydawać się trudne do pogodzenia z życiem prywatnym.


Dominika Chyclak: zawodowo jak i prywatnie zawsze twardo stąpam po ziemi

A jest trudne?

Ta kwestia na razie mnie nie dotyczy, co nie oznacza, że nie myślę o założeniu rodziny (śmiech). Lotnictwo jest bardzo dużą częścią mojego życia. Ale myślę, że jak najbardziej jest to do pogodzenia z życiem rodzinnym.

To wróćmy do początków. Od dziecka chciała Pani bujać w obłokach?

Zawsze ciągnęło mnie do męskich zawodów, nie byłam typową małą dziewczynką bawiącą się lalkami. Pomysł na lotnictwo zrodził się w wieku 15-16 lat.

Mamo, tato, będę pilotem! Jak rodzice zareagowali na Pani wybór?

Początkowo rodzice nie byli zbyt zadowoleni. Moja rodzina nie jest związana z lotnictwem. Musiałam użyć dość dobrych argumentów, aby przekonać rodziców do mojego pierwszego kroku, jakim było szkolenie szybowcowe.

Jaką drogę trzeba przejść, by zasiąść za sterami?

Są dwie opcje: Pierwsza to szkolenie na własną kieszeń, co jest dość kosztowne, druga - studia na kierunku pilotażu samolotowego. Szkoleń jest kilka, od licencji turystycznej po zawodową plus przeróżne uprawnienia takie jak: latanie w nocy, latanie według przyrządów, latanie na samolocie wielosilnikowym itd.

W momencie uzyskania licencji zawodowej z uprawnieniami, to nie jest koniec szkoleń. Chcąc zasiąść za sterami samolotu liniowego czekają na nas kolejne szkolenia teoretyczne z danego samolotu plus symulatorowe. Po uzyskaniu uprawnień na typ samolotu rozpoczynamy latanie w linii.

Na jakich samolotach Pani lata?

Zawodowo latam na prywatnym odrzutowcu tzw. „bizjet” Learjet 75. Samolot bazuje w podkrakowskich Balicach, latamy po całej Europie.

To znaczy, że wozi Pani vipy na pokładzie?

VIPy to trochę za dużo powiedziane. Zdradzę tylko, że samolot należy do jednego z sądeckich biznesmenów.

To pewnie Andrzej Wiśniowski, producent bram?

Zgadza się.

Jak wygląda przykładowy dzień z życia pilota?

Dzień z życia pilota prywatnego odrzutowca różni się od dnia pilota liniowego. Są plusy i minusy. Nasz rodzaj pracy jest specyficzny. Nie mamy bowiem lotów rozkładowych, co wiąże się z brakiem grafiku. Plusem są ciekawe destynacje i bardziej wymagające lotniska, co jest cennym doświadczeniem.

Co się czuje, kiedy podrywa się żelazne rekiny do lotu?

Radość, spełnienie zawodowe... Myślę, że prawie dla każdego z nas są to cudowne chwile, na które tak długo czekamy.
A strach?

Strach jest zawsze. Ktoś kiedyś mądrze powiedział „Strach jest oznaką rozsądku. Tylko skończeni głupcy niczego się nie boją”. Jest to zawód, który wymaga od nas bardzo dużej wiedzy teoretycznej i praktycznej. Każdy lot wiąże się z przygotowaniem pod względem technicznym, planowaniem lotu, analizy pogody. Jesteśmy odpowiedzialni za naszych pasażerów, za ich bezpieczeństwo jak i za komfort lotu.

Ile ma Pani za sobą już wylatanych godzin?

W powietrzu spędziłam 1500 godzin.

Czy praca pilota to spełnienie marzeń o podróżach? Pilot ma czas na zwiedzanie?

Praca pilota związana jest bezpośrednio z odwiedzaniem różnych krajów czy nawet kontynentów. Ja latam na prywatnym odrzutowcu, dlatego też mam więcej czasu dla siebie w miejscu docelowym.

Podobno dobre lądowanie to takie, po którym pilot sam wychodzi z samolotu, a świetne, to takie, po którym samolot nadaje się do powtórnego startu.

Każdy lot jest dla nas poniekąd wyzwaniem. Starty i lądowania to najprzyjemniejsza część operacji lotniczej, ale zarazem najbardziej stresująca, to moment, w którym to my sterujemy maszyną, nie autopilot. Najważniejsze, żeby nie wpaść w rutynę. Latamy w różnych warunkach atmosferycznych: silne wiatry, burze itp.

Miała Pani w swojej karierze taki trudny lot?

Szczególnego przypadku nie, natomiast każdy lot staje się trudny w momencie pogarszania się warunków atmosferycznych.

Pilotka kojarzy się z … czapką

Tak, pilotka to czapka, ale muszę przyznać, że często spotykam się z takim określeniem - wywołuje ono uśmiech na mojej twarzy. Prawidłowe określenie to pilot.

Parafrazując znane porzekadło: za mundurem…. kawalerowie sznurem. Mundur przyciąga płeć przeciwną?

Nadal jesteśmy wśród kolegów mniejszością, więc już sam ten fakt powoduje, że przyciągamy męską uwagę (śmiech).

Samochód czy samolot? Gdzie czuje się Pani lepiej?

Zdecydowanie samolot. Prowadząc samochód do pracy odliczam minuty, kiedy będę mogła wyjść i przesiąść się do samolotu.

W samolocie nie złapie nas fotoradar?

Fotoradar nie, natomiast radar już tak. W powietrzu, tak jak i na drodze, obwiązują nas pewne przepisy. Cały nasz lot jest widoczny na radarze obsługiwanym przez kontrolerów lotniczych, musimy przestrzegać ich poleceń. Jeżeli kontroler przekaże informację o prędkości nie większej niż 250 węzłów, to taką prędkość w danym momencie musimy utrzymywać.

Zawodowo chodzi Pani z głową w chmurach, a w życiu, stąpa Pani twardo po ziemi?

Myślę, że w życiu prywatnym jak i zawodowym trzeba stąpać twardo po ziemi. Gdyby nie mój upór, wytrwałość oraz wsparcie bliskich, to nie byłabym tu, gdzie jestem teraz.

Co Pani robi, gdy nie lata?

Gdy nie latam to... latam (śmiech). Tak jak wspominałam, lotnictwo to zdecydowanie większa część mojego życia. W wolnych chwilach latam w Aeroklubie Podhalańskim jako instruktor samolotowy. To właśnie tu stawiałam pierwsze kroki w lotnictwie. Jest to magiczne i niesamowite miejsce bardzo bliskie mojemu sercu. Korzystając z okazji zapraszamy na szkolenia do nas. Myślę, że jestem dobrym przykładem tego, że zaczynając od aeroklubu można osiągnąć swój wymarzony cel.

To gdzie najbliższy lot?

Południowa Europa.

Dziękuję za rozmowę i życzę tradycyjnie: tyle lądowań, co startów!

Krystyna Trzupek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.