Afera w szczecińskim ZUS-ie. Wątek ministra Błaszczaka

Czytaj dalej
Fot. Adam Guz
Mariusz Parkitny

Afera w szczecińskim ZUS-ie. Wątek ministra Błaszczaka

Mariusz Parkitny

Nazwisko szefa MSWiA było głęboko ukryte w aktach śledztwa tzw. afery ZUS.

- Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego chciała wmontować ministra Błaszczaka w aferę korupcyjną ZUS - ujawnił TVP Info.

Prokuratura w Warszawie od listopada bada sprawę. Ale wiele wskazuje na to, że było całkiem inaczej.

- Miałem wręcz wrażenie, że prokuratura i ABW robią wszystko, aby sprawy nie upolityczniać - mówi osoba znająca kulisy śledztwa.

O tym, że nazwisko ministra pada w aktach sprawy ujawniliśmy pierwsi w połowie stycznia 2012 r.

Na podstawie akt śledztwa, faktycznie trudno postawić tezę, że ktoś chciał wrobić lub szukał haków na Błaszczaka. W akcie oskarżenia w ogóle nie pada nazwisko obecnego ministra, choć to właśnie jego działki dotyczy główny zarzut przeciwko byłemu dyrektorowie szczecińskiego oddziału ZUS. Prokuratura opisuje ministra jednie jako właściciela działki o „ustalonej tożsamości”. Nazwisko Błaszczaka pada dopiero w dalszej części akt i to jedynie dwa razy. Wreszcie prokurator nie znalazł powodów, aby stawiać ministrowi zarzut.

Co więcej, dopiero sąd rejonowy w Szczecinie zwrócił uwagę, że wątek ministra nie jest tak jednoznaczny. Uznał, że Błaszczak zostanie przesłuchany jako świadek, ale z pouczeniem dla osób, które w przyszłości mogą mieć zarzuty (świadek może uchylić się od odpowiedzi na pytanie, gdyby odpowiedź naraziła go na odpowiedzialność karną). Do przesłuchania nie doszło, bo minister cztery razy nie stawił się w sądzie, usprawiedliwiając nawałem pracy. Ma go przesłuchać sąd w Warszawie.

W 2007 r. na działce ministra prowadzono prace melioracyjne. Zlecił je firmie E. ówczesny dyr. ZUS w Szczecinie, Tadeusz D. Mówił, że to praca dla „kogoś z centrali”. E. przyjmuje zlecenie na 30 tys. zł, bo chce mieć dobre kontakty z ZUS. Prace na działce Błaszczaka oddaje podwykonawcy, firmie Artura S. Tadeusz D. prosi S., aby zrezygnował z zapłaty w imię dobrej współpracy z ZUS. S. nagrywa rozmowę i idzie do ABW. Cztery miesiące później Błaszczak przelewa prawie 10 tys. zł firmie E. Zapewniał, że nie ma sobie nic do zarzucenia.


- Wszystko wskazuje na wykorzystywanie przez rząd PO/PSL służb specjalne do walki z opozycją- napisał tryumfalnie, gdy telewizja ujawnił, że mógł być inwigilowany przez ABW.

Mariusz Parkitny

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gs24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.